Certa wróciła do Obornik

OBORNIKI. Wielką sensację wywołało złowienie w ubiegłym tygodniu przez pana Styszyńskiego trzech cert na Wełnie w Obornikach. Miały od 35 do 45 cm długości i pływały powyżej przepławki na śluzie w lasku Dahlmanna.  

To pierwszy odłów tych ryb na Wełnie w Obornikach od ponad 40 lat. Resztki cert jeszcze na początku lat 80-tych XX wieku wpływały z Warty do Wełny, potem całkowicie zanikły. Stało się tak na skutek zanieczyszczenia Warty i Odry oraz postawienia na rzekach zapór, które ryby nie potrafiły pokonać. Kilka lat temu Polski Związek Wędkarski zarybił Wełnę certami nieopodal Jaracza, ale wydawało się, że ryby popłynęły do Bałtyku i nigdy nie wróciły.

Certa jest bowiem rybą morską. Żyje w przybrzeżnych wodach Bałtyku. Przebywa w głębokiej wodzie ponad twardym dnem. W okresie tarła podejmuje dalekie nieraz wędrówki w górę rzek. Ma prawdopodobnie genetycznie „zaprogramowany” powrót do miejsc dzieciństwa w celu dalszego rozmnażania. Do odbycia tarła potrzebuje wody o głębokości około 50 cm, przepływie rzędu 1 m/s i twardym dnie. Samica składa około 100 tys. ziaren ikry. Wylęg następuje po 3-6 dniach, po tygodniu młoda ryba zaczyna swobodnie pływać, ułuszczenie uzyskuje przy długości 2 cm. W wieku 5 lat certa ma około 20 cm i około 300 g, w wieku 10 lat 30 cm i 0,5 kg.

Jednym z historycznie najważniejszych miejsc tarła certy w Polsce był przez wieki dolny odcinek Wełny, mniej więcej od ujścia do Jaracza. Wełna przypomina na tym odcinku rzekę górską i spełnia wymagania godowe ryb. Wg obliczeń specjalistów jeszcze przed około 100 laty około 20% cert pływających w Bałtyku dokonywało tarła w pobliżu Obornik.

Zdaniem historyków przez wieki odłów cert był jedną z podstaw gospodarki Obornik i jednym z podstawowych źródeł białka dla mieszkańców okolicy. Zachowały się dokumenty sięgające średniowiecza, w których jest mowa o sporach co do praw połowu tych ryb na Wełnie i wielkiej wartości ekonomicznej jaką miały dla Obornik. Szacuje się, że do XIX wieku odławiano w Obornikach kilka ton cert rocznie. Na poznańskich targach oborniccy kupcy sprzedawali tę rybę w dużych ilościach.

Mimo, że prawa do rzeki w różnych okresach należały do miasta czy do osób fizycznych, powszechne było kłusownictwo, dzięki któremu nawet najubożsi mieszkańcy mogli się najeść ryb do syta. Zaspakajało to w dużej mierze zapotrzebowanie okolicznej ludności na białko.

W XIX wieku rząd pruski upaństwowił rzekę i odtąd odłów cert stał się w Obornikach niemal coroczną ceremonią. Jeszcze w okresie międzywojennym, gdy rozpoczynało się tarło, w kościele farnym bito w dzwony. Mieszkańcy trzymając w rękach kije, naczynia i inne przeróżne pomoce, schodzili nad rzekę. Wełna przedstawiała niesamowity widok. Setki tysięcy ryb tarły się na kilku kilometrach rzeki, tak że wody niemal nie było widać. Można je było wyciągać rękami, ładować do worków czy naczyń. Pod rzekę podjeżdżały wozy, na które ładowano tysiące ryb.

Od końca XIX wieku, wraz z uprzemysłowieniem, populacja ryb zaczęła maleć. Gdy w drugiej połowie XX wieku cert z roku na rok było coraz mniej, urządzono rezerwat ciągnący się od ujścia Wełny do Warty, do młynu Dahlmanna. Nic to jednak nie pomogło i ostatnią certę widziano w Obornikach na początku lat 80-tych. 

W III Rzeczpospolitej rozpoczęto od znacznej poprawy czystości rzek. Od kilku lat certy znów wpływają z Bałtyku w głąb Odry. Specjaliści mieli jednak poważne wątpliwości, czy będą w stanie odnaleźć po niemal półwieczu swoje stare tarlisko na Wełnie. 

Przed kilkoma laty udało się zdobyć pieniądze na uregulowanie ujścia Wełny do Warty, co wywołało wówczas dyskusję na temat tego, czy nowe brzegi rzeki nie będą dodatkową przeszkodą w odtworzeniu tras certy.  Okazało się, że nie, a oddanie nowej elektrowni na śluzie pokazało, że skonstruowana tam nowoczesna przepławka odpowiada rybom. Certy złowione przez pana Styszyńskiego przepłynęły bowiem nowo wyprofilowane ujście Wełny do Warty oraz pokonały nową śluzę. Projektantom i wykonawcom obu inwestycji należą się słowa uznania, jak również lokalnym władzom różnych kadencji, które od 20 lat walczyły o czystość rzeki.

Czy powracająca certa stanie się atrakcją Obornik i wpłynie na życie gospodarcze miasta? Zobaczymy, ale oczyma wyobraźnie już widzimy te smażalnie ryb morskich przy pięknie odnowionym (oby!) brzegu Wełny. Poznaniacy zamiast na świeżą rybkę z morza do Kołobrzegu, będą mogli podjechać pod obornicką śluzę.

Podobne artykuły