Bezradne władze nad ulicą Mickiewicza

ROŻNOWO. Gdy podczas sesji rady miejskiej ogłoszono, iż została podpisana z obornicką firmą Larek umowa na utwardzenie ulicy Mickiewicza w Rożnowie, radny Haraj bił brawo. Dziękował za to, że wreszcie przetarg wygrał jego kolega z SLD. Mieszkańcom wspomnianej ulicy ścierpła chyba na tę wieść skóra, bo już wtedy zrozumieli, że czeka ich długi ciąg nieszczęść, choć nie przypuszczali jeszcze, jakich. 

Drogowcy najpierw wkopali wysokie krawężniki i wykonali chodniki. Potem wykopali tak zwane koryto jezdni i na tym generalnie poprzestali. Mieszkańcy domów przy Mickiewicza mieli więc przed domami głęboki rów, którego ni przejechać ni przejść suchą nogą. Miała tam powstać jezdnia, ale garstka robotników dość bezradnie krzątała się codziennie wokół wykopu ostatecznie decydując się na wypoczynek. 

Mieszkańcy niszczyli w tym czasie swoje samochody starając się dotrzeć do domów. Nie mogli zaopatrywać się w węgiel czy drewno, bo przejazd był niemożliwy. Poprosili o pomoc burmistrza. Przyjechał Woszczyk ze świtą urzędników, pokiwał głową, wspomniał coś o sądach i wrócił do siebie. Na budowie drogi nadal zapanował zastój i marazm. Mijal czas, a mieszkańcy zaczęli obawiać się jesieni. 

Układane wolniutko kostki brukowe tonęły w luźnym piasku, a po opadach w błocie. Mieszkańcy dzwonili do wydziału inwestycji, a nie znajdując w nim zainteresowania swą sprawa, do samego burmistrza. Znów doszło do spotkania. 

Mieszkańcy twierdzili, że powodem kłopotów jest brak zagęszczenia piasku. Kierownik budowy przeczył, upierając się, że zagęszczają. Jednak szybko się jednak okazało, że kierownik na budowie nie bywał a mieszkańcy śledzili jednak jej przebieg codziennie. 

Wreszcie wykonawca wpadł na nowy pomysł. Zapewnił wszystkie strony konfliktu, że winna wszystkiemu jest… rzeka płynąca pod ulicą. Miał donieść mu o tym ponoć jeden profesor, który robił mu ekspertyzę. Mieszkańcy parskali śmiechem, gdy o tym rozmawialiśmy. – Wody było tu zawsze tyle co i teraz. Poziom wód jest w normie, a świadczyć o tym może fakt, że podczas wykopu pod kolektor dół miał około sześć metrów głębokości i dopiero tam widać było trochę wody. 

Do konfliktu przyłączyła się firma, wykonawca kanalizacji. Obiecali miękkie koryto drogi umocnić warstwą z betonu. Jest jednak problem, kto za to zapłaci? Burmistrz, po trzecim spotkaniu w tej sprawie, postanowił ostatecznie zerwać umowę z firmą Larek i przekazać drogę innemu wykonawcy, choćby nawet sam Haraj się na niego za to obraził. 

Jednak radcy urzędu miejskiego mówią:  spokojnie. Nie da się ot tak zerwać zawartej umowy. W umowieo pominięto taką właśnie sytuację, jaka ma miejsce w Rożnowie. Firma Larek może i zejdzie z budowy, ale może zażądać potem w sądzie powrotu, lub słonego odszkodowania. Może porozumieć się też z innym wykonawcą, ale w zamian za „odstępne”. W każdym z tych przypadków koszty spadną na podatników. 

Przepychanki trwają. Władze demonstrują swą pełną bezradność. Mieszkańcy się denerwują, bo jesienne słoty coraz bliżej. Ich zdaniem niechby dalej robiła drogę firma Larek, bo zmiana wykonawcy znacznie oddali zakończenie budowy ich drogi. 

Tymczasem przez wertepy ulicy pędzą na terenowych maszynach motocykliści enduro. Wzbijają tumany kurzu nad bezładem panującym na Mickiewicza. Mieszkańcy myślą już o tym, aby po zaskoczeniu horroru budowlanego zmienić nazwę ulicy z Franciszka Mickiewicza na „Bezradności władz”. I trudno im nie przyznać w tym odrobiny racji.

Podobne artykuły