Drogi marnieją, robić nie warto, a dyrektor Jeran boi się Hiszpanów

POWIAT OBORNICKI. Drogi powiatowe, jakie są każdy widzi, a jak już zobaczy to i zapłacze” – można sparafrazować znane słowa Benedykta Chmielowskiego. Podczas ostatniej sesji rady powiatu stan dróg omówił dyrektor odpowiedzialny za nie, Bogdan Jeran. Mówił do rzeczy, ze swadą i dokumentował to na dodatek zdjęciami. 

– Powiat ma 306 km dróg w tym 53 km gruntowych. 69 kilometrów jest praktycznie powiatowych, reszta to właściwie drogi gminne. Jakkolwiek można to zdanie zrozumieć,  warto pamiętać, że do niedawna powiat dostawał na wszystkie drogi i ulice całkiem niezłe dopłaty i tego typu informacje wówczas nie padały. Dopłaty się skończyły. W związku z tym naprawiono dotąd zaledwie 15 km dróg powiatowych, w tym czasie kolejne 10 km uległo znacznemu pogorszeniu, co daje zdecydowanie mierny wynik ostateczny. Aby radni uwierzyli w to, do czego udało się przez te lata doprowadzić na powiatówkach, dyrektor Jeran pokazał zdjęcia drogi, na której samochody trzeba wyciągać z błota ciągnikami. Nawierzchnia 250-metrowej drogi asfaltowej w Wymysłowie całkiem znikła, bo asfalt zamienił się w szuter. 

Nad utrzymaniem pozostałych dróg w możliwie znośnym stanie czuwa wraz z dyrektorem 14 osób, w tym tylko sześciu robotników drogowych i jeden… marynarz, który zajmuje się przeprawą, której nie ma. Po tym, jak prom na Warcie w Kiszewie zamienił się w kupę złomu, przygotowano przeprawę łodziową, ale łódź się urwała i już nie ma przeprawy. Jej odbudowa będzie kosztować ponad 100 tysięcy, których powiat i tak nie ma. 

Przeprawa w Kiszewie powinna jednak powstać – tłumaczył Bogdan Jeran – nie taka jaka była, oparta o słupy, ale przeprawa łodziowa z silnikiem i pomostami. Zarząd Żeglugi Śródlądowej musi nam jednak wydać wytyczne i zgodę. Jak będzie na nie, to zaczynamy od początku. Jeśli będę musiał wystąpić o pozwolenie wodno prawne to mamy ponad pół roku dodatkowego czekania. Wynika więc z tego, że przed kolejną zimą nie ma co liczyć na nową przeprawę. 

Na poprawę nawierzchni dróg lądowych także czekać nie warto. Nawet to, co przebudowano, już trzeba remontować. Dyrektor dowiódł to przy pomocy zdjęć tłumacząc:  w Bogdanowie wykonano w zeszłym roku drogę, ale już krawędzie się załamały a i bariery trzeba poprawić. 

Bogdan Jeran dowiódł też, że tak w ogóle, to nie warto robić czegokolwiek na drogach: bo na przykład robi się zatoczkę, a dzieci i tak wysiadają na zakręcie. Jak przygotowaliśmy miejsca parkingowe to musieliśmy je przerabiać, by więcej aut stanęło. Przerobiliśmy i oznakowaliśmy, jednak zaraz pokradli nam łańcuszki między słupkami ograniczającymi parking. Barierki nam pokradli na moście, ale policja odstąpiła od ścigania sprawców, bo to była mała strata, gdy wycenili je, jako złom. Nasadziliśmy drzewka, ale nam je połamali a policja znów odstąpiła, bo byli młodociani. W Budziszewku ktoś zniszczył 40 metrów chodnika, a wiele tablic zniszczono przekazując sobie na nich różne znaki i napisy. Wiele znaków jest systematycznie niszczonych. Czasem daje się je prostować, częściej nie. W Skrzetuszu jakiś nerwowy połamał 83 pachołki, chodniki i są często niszczone a pobocza dróg powiatowych niszczą bobry. Drogi niszczy też ogień i woda. Drogi są brudzone przez rolników, a jeździ nimi zbyt ciężki tonaż.  

Nie znaczy to wcale, że drogowcy nie pracują. Część dróg wyprofilowano już po zimie, ale skończyły się pieniądze. Trzeba też przebudować fatalne chodniki. Chciałaby się tego podjąć firma hiszpańska, ale jak powiedział dyrektor Jeran – boję się Hiszpanów. 

Potem skrupulatnie wymienił to, co trzeba zrobić, a czego nie zrobi, bo nie ma pieniędzy. W dziury na drogach jego ludzie wrzucają co roku 283 tony masy, jednak większość zdaniem dyrektora Jerana znika. – Lepiej kupić za 600 tysięcy rajzer i na bieżąco cały rok łatać własną gorącą masą. W cztery lata mogę czterema ludźmi połatać wszystko trwale i solidnie. To co się robi teraz, to tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto i to wcale nie w to przysłowiowe.  

Sytuacja ma jednak swe światełko w tunelu, bowiem starosta Adam Olejnik rozpoczął już procedurę przekazywania 70% dróg powiatowych gminom. Problem co prawda nie zniknie, ale przynajmniej głowa będzie bolała już innych zarządców.

Podobne artykuły