Szpital nękają kolejne procesy

OBORNIKI. Pacjent, który był leczony na chory łokieć stracił rękę i chce odszkodowania. Inny miał chore kolano i też skarży szpital za, jego zdaniem, złe leczenie. Rodzina pewnej pacjentki upiera się, że podczas prześwietlenia rentgenowskiego operator pomagający jej się ubrać złamał kobiecie obojczyk, a po dłuższym namyśle może i kręgosłup, więc żąda wysokiego odszkodowania z góry godząc się na ugodę z mniejszym odszkodowaniem. 

Po zmianie przepisów windujących mocno w górę wysokość odszkodowań za błędy szpitalne, mogą być to sprawy nastawione raczej na okazję do extra zarobku. Niektóre osoby liczą na to, że szpital chcąc szybko pozbyć się kłopotu zgodzi się na ugodę z mniejszą, ale przecież znaczną kwotą odszkodowania. 

Są też dwa nowe, bardzo poważne pozwy, bo dotyczące śmierci dzieci. Oba przypadki przytoczyliśmy niedawno na naszych łamach a dyrektor Małgorzata Ludzkowska sprostowała nas, wyjaśniając że dziecko wedle naszej wiedzy urodzone martwe po być może zbyt później akcji cesarskiego cięcia, faktycznie urodziło się żywe i wtedy dopiero zmarło. Różnica nie jest wielka, a dziecko nie żyje, więc jego rodzice, tak jak i rodzice wcześniej zmarłego dziecka, żądają ogromnych odszkodowań. 

Starosta Adam Olejnik martwi się wynikiem ewentualnego procesu, gdyż byłby to cios dla podległej mu placówki. Dyrektor Ludzkowska martwi nieco się mniej, ponieważ zna kwotę, na jaką szpital jest ubezpieczony na taki właśnie przypadek. Ma zabezpieczony materiał do badań i zamiar powołania biegłego specjalisty. Z tym może być jednak kłopot, bo zakłady medycyny kryminalnej niechętnie badają błędy lekarskie. 

Nie możemy przy okazji zgonów i procesów nie wrócić do opisywanej także przez nas sprawy śmierci matki żywo narodzonej dziewczynki, po tym gdy zamiast ratować krwawiącą kobietę, „podrzucono” ją do Poznania. Miało to miejsce w 2003 roku a sprawa wciąż nie ma końca. 

Przypadek ten badała prokuratura a my przypominamy, że w wyniku przeprowadzonego wnikliwie śledztwa uwolniono od wszelkiej winy lekarkę odbierającą wtedy poród. Danuta S. nie popełniła żadnego błędu i nie ponosi odpowiedzialności za śmierć dziecka. Natomiast ordynator jej oddziału ją ponosi. Został skazany za narażenie swymi decyzjami kobiety na śmierć na karę więzienia, zawieszonej jednak na okres próby. Rodzina zmarłej pozwała szpital i toczy się przed sądem sprawa o odszkodowanie. Według naszej wiedzy dyrektor Małgorzata Ludzkowska będzie proponowała rodzinie ugodę z rentą dla dziecka na czas do pełnoletniości w kwocie co najmniej 1000 złotych miesięcznie o ile ta na ugodę przystanie.

W rozmowie z nami dyrektor zapewniła, że szpital posiada wysokie ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, więc nie martwią jej tyle skutki procesów, co raczej sam fakt, że do nich dochodzi. 

Podobne artykuły