Wielka woda i zastój w jej sprawie

GMINA RYCZYWÓŁ. Rzeka Flinta, zwana dawniej Golnicą, już kolejny rok z rzędu wylała utrudniając życie rolnikom i mieszkańcom gminy Ryczywół. 8 marca otrzymaliśmy od nich list o treści: niech coś zrobią z tą rzeką. Mieszkańcy ulicy Chodzieskiej nie mogli wydostać się z domu nad Flintą, bo woda podchodziła im już nawet pod okna. 

Wysoki poziom wód gruntowych także powoduje podtopienia w miejscach, gdzie rzeki nie ma a Ryczywół wygląda w wielu miejscach jakby był wyspą.

Mieszkańcy skarżą się na lokalne władze, które skłaniają się chętniej ku usuwaniu skutków, niż przyczyn, bardziej ku kupnu worków z piaskiem, niż ku melioracji. Problemem zajął się radny Kazimierz Zieliński. Stara się zainteresować nadmiarem wody jak najszerszą rzeszę osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację. Skutkiem tego rozgorzała na temat Flinty i melioracji całkiem żywa dyskusja podczas poświęconemu temu problemowi spotkaniu. 

Wicestarosta Andrzej Okpisz przyznał: trzeba się zająć problemami związanymi z szeroko pojętą melioracją .Po stronie powiatu, to generalnie rowy przy drogach powiatowych, od lat nie czyszczone i teraz niedrożne. Marek Francuzik z Wojewódzkiego Zarządu Melioracji oświadczył, że powódź w środku zimy jest nietypowa. Powodem może być zamarzanie brzegów rzeki to mniejsza jej przepustowość. Pomniejszają ja też drzewa korzenie i zmarzliska. 

Czujność Francuzika uśpiła cisza hydrologiczna spowodowana wieloletnią suszą. Dopiero od paru lat Flinta wylewa. Jego zdaniem ma na to wpływ rozwijająca się populacja bobrów. Są one jednak objęte ochroną. Bobra stara się bronić zastępca nadleśniczego Kwiryn Naparty – z punktu widzenia lasów jest on potrzebnym inżynierem, z punktu widzenia rolnika przeciwnie. 

Zdaniem wszystkich trzeba czyścic dno rzeki, drenarkę i rowy. Francuzik zgadza się z tym. – Każda konserwacja zmniejsza szkody wyrządzane przez rzekę a zalanie oczyszczalni może doprowadzić do ogromnych strat ekologicznych. 

Odmienne zdanie ma tylko radny Robert Zimny twierdzący, że poniesione koszty przyniosą małe efekty i pieniądze zostaną utopijne. Wtóruje mu naczelnik ochrony środowiska Ewa Durasiewicz, twierdząc, iż zamiast konserwować lepiej zrobić dobry projekt. 

Według Francuzika: cały dramat rozgrywa się przy wejściu Flinty do Ryczywołu. Dlaczego się rozlewa? Tego nie wiem. Chyba Flinta ma zbyt wąskie koryto. Mam nadzieję, że uda się zająć Flintą, ale to tylko nadzieja, bo w planach inwestycyjnych jej nie ma. 

W powiecie urzędnikiem kompetentnym w sprawie melioracji jest Ewa Durasiewicz. Wobec braku działania z jej strony zajął się tym naczelnik komunikacji i rozwoju Michał Cieciora: nie mam dobrych wieści. Byłem w województwie, środki na melioracje zostały już wyczerpane. 48 mln euro ma Wielkopolska, ale te środki mają być przeznaczone głównie na szerokopasmowy internet i drogi. Na melioracje nie będzie środków z wyłączeniem małej retencji, głównie dla celów ochrony przeciwpożarowych.

Kazimierz Zieliński sam stawia diagnozę i znajduje sposób na poprawę. – Flinta była kiedyś szersza – mówił na zorganizowanym w tej sprawie przez Kwiryna Napartego naradzie. – Problem byłby mniejszy, gdyby ją pogłębić. Prowadzę w imieniu rolników rozmowy z urzędnikami marszałka. Mamy dokumentację, także fotograficzną. Urząd nam odpowiedział, że jak uzyska promesy to priorytetem będzie pogłębienie Flinty. Wójt może współfinansować w jakimś zakresie a i powiat może też dołożyć nieco środków. 

Celem Zielińskiego jest pogłębienie Flinty na całej długości gminy z faszynowaniem. Poprosił starostę o wparcie finansowe. Nie poprzestał jednak na tym. Poprosił Francuzika o wsparcie w wojewódzkim zarządzie melioracji, a ten już zwrócił się o wycenę udrożnienia koryta Flinty. 

Nieco sceptyczny jest wójt Jerzy Gacek twierdząc: diagnoza w sprawie Flinty została postawiona. Jednak od wielu lat o tym mówimy i nic. W 2007 rada gminy w Ryczywole wystosowała apel o konserwację i nic. O maleńką inwestycje na kanale maronowskim staraliśmy się 8 lat. Wójt uważa, że powinna powstać szczegółowa dokumentacja i oparty o nią plan.

– Zainteresować się rzeką raz na kilka lat to zbyt mało – zaważył Zieliński, dodając:  rolnicy skarżą się głównie, że zalewa im łąki. Dobrze, że nie gospodarstwa a tylko łąki.

– Odnoszę wrażenie, że intencją wójta jest raczej konserwacja, bo dokumentacja to dalsze lata czekania – dodał Marek Francuzik. Zaproponował 100 tys. zł wsparcia ze strony samorządów powiatu i gminy, a to czwarta częsć budżetu, jaki ma na 55 km wód. Kazimierz Zieliński był raczej sceptyczny. – Jak by to wzięli w ręce urzędnicy to lata i miliony na to strawią.

Radny i leśniczy Kwiryn Naparty uważa, że rowy przydrożne przy drogach wojewódzkich i powiatowych ściągają wodę z drogi, ale i wodę z pól. 15 cm rowu wystarczy drodze a resztę rowu zajmuje woda z pół. Obniżenia powodują, że nie spływa ona w sposób naturalny, bo są pozatykane przepusty.

Jest też problem z czyszczeniem rowów śródpolnych. Zajmują się tym spółki wodne.  Zdaniem Marka Francuzika: współpraca ze spółkami wodnymi, jest coraz bardziej ograniczona. Ściągalność spółek od rolników jest skandaliczna. Pan Tomkowiak z Wągrowca, reprezentujący spółki wodne w sześciu gminach, tłumaczył: rolnicy chcą, aby najpierw usuwania wszelkich awarie drenarskich, a dopiero potem konserwacji rowów. Jest też, jego zdaniem,  zbyt niska stawka płacona przez rolników. Minimalna średnia do otrzymania dotacji wojewódzkiej wynosi 14 zł. Tymczasem Dąbrówka Ludomska płaci 7 zł na odczepne a Gorzewo 9 złotych. Słów i opinii na temat wylewów rzeki i podtopień było tyle, co nadmiaru wody w Flincie. Z tego wszystkiego jedynym, który mówił mało a działał dużo był Zieliński i trzeba zgodzić się z tym, że inaczej na problem patrzą urzędnicy, a inaczej rolnicy. 

Podobne artykuły