Oszczędzać w powiecie, ale gdzie?

POWIAT OBORNICKI. Powiat musi oszczędzać. Jednak coraz mniej jest na czym. Samo utrzymanie starostwa w minionym roku wyniosło 4,451 tys. złotych i było droższe o 150 tys. niż w roku 2009 roku. 

Z analizy kosztów funkcjonowania starostwa, którą przedstawiła skarbnik Joanna Konieczna wynika, że wynagrodzenia osobowe wyniosły w ubiegłym roku 2.290 tysięcy złotych, a do tego trzeba dodać ponad 150 tys. na "trzynastki" i 23 tys. zł na "wynagrodzenia bezosobowe". Ktoś powie sporo. Jednak przy obecnym, a okrojonym już nieco zatrudnieniu, średnia płaca brutto w starostwie to zaledwie 2400 zł plus "trzynastka", a licząc razem z kadrą kierowniczą 2850 złotych. 

Wynagrodzenia to jednak tyko 65% wszystkich wydatków. Materiały biurowe kosztowały 113 tys zł. 90 tys. zł wydano na dowody komunikacyjne, a 171 tys. na energię. Remonty pochłonęły kwotę ok. 28 tys. 2450 złotych wydano na badania lekarskie i ponad pół miliona na pozostałe usługi. 149 tys. kosztowali powiat prawnicy z dwóch zatrudnionych przez starostę kancelarii. Na sprzątanie budynku przeznaczono 149 tys., a na pocztę 65 tysięcy. Do tego ubezpieczenie gmachu starostwa to ok. 20 tys. zł,  licencje i części do komputerów ponad 58 tysięcy. Niewiele wydano na papier, bo były znaczne zapasy. 56 tys. zł więcej niż rok temu wydało starostwo na zatrudnienie w geodezji kolejnych osób, po likwidacji gospodarstwa pomocniczego. 4000 zł kosztowały delegacje krajowe i nieco więcej zagraniczne. Najmniej wydano na tłumaczenie dokumentów, bo zaledwie 28 zł.

Analizując te kwoty, trzeba przyznać, że o nadmiernej rozrzutności byłego starosty nie może być mowy, choć w kilku przypadkach wydano zdecydowanie zbyt wiele i to zupełnie niepotrzebnie. Jest jednak nadzieja, że jego następca i tam przytnie. Jednak na znaczne oszczędności w starostwie nie ma co liczyć. 

Podobne artykuły