Nieudana próba odwołania przewodniczącego Hinza

ROGOŹNO. Na jednej z sesji rady miejskiej przewodniczący Zdzisław Hinz podczas dyskusji nad uchwałą nie dopuścił do głosu sołtysa Zbigniewa Nowaka i naczelnika OSP Marka Zielińskiego. Wzburzyli się na to radni Renata Tomaszewska, Roman Szuberski, Henryk Janus, Adam Nadolny oraz inni samorządowcy z zaprzyjaźnionych klubów. Podniesionym głosem mówili o niesprawiedliwości, braku kultury, nazywając  Hinza dyktatorem. 

Przewodniczący przyjmował to wszytko ze spokojną twarzą. Dopuszczę sołtysa do głosu podczas wolnych wniosków i głosów – powiedział. Wzburzeni radni protestowali, uznając, że łamane są prawa demokracji. Przewodniczący twierdził jednak, że sprawy uchwał leżą w rękach radnych i dyskusje z osobami „spoza rady” powinny odbyć się na komisjach. 

Sprawa ma dwoje drugie dno. Zdzisław Hinz, przejmując rolę przewodniczącego po Romanie Szuberskim, chciał wprowadzić ład i porządek, skracając czas rekordowo długich sesji, które w roku 2010 trwały nawet do dziesięciu godzin. Jedna ze zmian dotyczy przeprowadzania dłuższych dyskusji na komisjach, a nie na sesjach. W ten sposób sprawy załatwiane są na spotkaniach w Ryczywole lub w Obornikach gdzie sesje maksymalnie trwają do pięciu godzin. 

Kilka tygodni po styczniowej sesji, do biura rady wpłynęło pismo, podpisane przez siedmiu radnych opozycyjnych, o odwołanie przewodniczącego rady miejskiej na sesji w lutym. W uzasadnieniu wnioskujący stwierdzali: nie dopuszczenie do głosu Zbigniewa Nowaka i Marka Zielińskiego jest naruszeniem paragrafu 16. Uznali to za brak kultury i poszanowania ze strony Zdzisława Hinza dla Marka Zielińskiego. 

Ten ostatni zarzut najbardziej wzburzył wszystkie osoby mające do czynienia z przewodniczącym, w tym także jego byłych uczniów i nauczycieli z którymi współpracował. Nikt z nich nie mógł uwierzyć, że Zdzisławowi Hinzowi, który w każdej sytuacji pokazuje nienaganną kulturę osobistą, można zarzucić niestosowne zachowanie. 

Na minionej sesji w lutym radni z klubów Nasza Gmina i Nasze Miasto przedstawili swój wniosek o odwołanie przewodniczącego. Wzburzyło to Andrzeja Olenderskiego, który powiedział: grupa siedmiu radnych podważała głosowanie na przewodniczącego już wcześniej.  Wszyscy dostaliśmy odpowiedzi od prawników, uchwały były ważne. W tej chwili jest następna próba udowadniania czegoś. Zdzisław Hinz przedstawił swoje zdanie spokojniej. Przeczytał opinie radcy prawnego, która stwierdzała: to przewodniczący, jednoosobowo w ramach przyznanych mu kompetencji decyduje zarówno o tym, czy udzielić konkretnej osobie, z grona tzw. innych osób, głosu, oraz w którym momencie udzielić tego głosu. Dodał również: z treści opinii radcy prawnego wynika, że prowadząc obrady nie popełniłem rażącego naruszenia przepisów. Mówiąc dalej Hinz wyraził swoje zdziwienie: radni nie czkając na moje wyjaśnienia, chcieli w trybie pilnym osądzić moją osobę. Na koniec zaznaczył: uszanuję jednak każdą decyzję wysokiej rady.

Gdy doszło do tajnego głosowania nad odwołaniem przewodniczącego, okazało się, że większość popiera decyzje swojego przewodniczącego. Zdzisław Hinz pozostał na swoim stanowisku uzyskując 8 na 15 głosów poparcia.

Podobne artykuły