Kontrola wyliczyła, że straty obornickiej straży wynoszą pół miliona złotych i wciąż nikt nie jest winny

POWIAT OBORNICKI. W grudniu i styczniu pisaliśmy o przywłaszczeniu pieniędzy w obornickiej straży pożarnej. Sprawczynią miała być księgowa Wioletta K., a zakres malwersacji badali przez miesiąc przedstawiciele wojewody. 

Wreszcie doliczono się znacznej części brakującej kwoty a ta sięga blisko pół miliona złotych. Tylko tyle księgowa miała zagarnąć z konta straży pożarnej w Obornikach w ciągu roku. Nie jest to pełna kwota, bo kontrolą objęto jedynie okres od 1 stycznia do 30 listopada 2010 r. Jak nas poinformował rzecznik prasowy wojewody Tomasz Stube – z uwagi na wskazany przedmiot i okres objęty kontrolą, jej ustalenia nie mogą stanowić podstawy do wykazania pełnej kwoty zdefraudowanej przez główną księgową KP PSP w Obornikach. 

Pani Wioletta mogła okradać straż pożarną latami korzystając z całkowitej bezkarności i braku kontroli a zagarnięta kwota mogła być znacznie wyższa niż owe pół miliona. 

Urząd wojewódzki, starostwo powiatowe w Obornikach i komenda wojewódzka straży pożarnej nie mogą się wciąż porozumieć w kwestii tego, kto powinien był na bieżąco kontrolować finanse obornickich strażaków. Wiedziała o tym księgowa tworząc własny system, pozwalający na uszczuplanie kasy a potem na zabór reszty, która jeszcze pozostała. Prowadziła tak sprawy księgowe, aby stworzyć możliwie jak największy bałagan. Jeżeli nie płaciła na czas składek, to płaciła dziwne zaliczki i wymyślone przez siebie odsetki od niezapłaconych kwot. Przelewała środki na złe konta, a wracające pieniądze znów księgowała po stronie przychodu. Gdy brakowało jej w kasie, to zwracała się do służb finansowych powiatu o zaliczkę i ją dostawała, bez większego sprawdzania, na co i po co. 

Wojewoda przekazuje strażakom pieniądze na utrzymanie poprzez starostwo. Raporty finansowe otrzymywane przez wojewodę, ze straży pożarnej w Obornikach w pierwszej kolejności spływają do starostwa, ale to nie ma zadaniem sekretarza starostwa Piotra Sitka podstawy prawnej do ich kontrolowania, jak i wszelkich finansów straży. Po co komu więc raporty, skoro nikt ich nie czyta i nie analizuje? Musiała o tym wiedzieć Wioletta K. i z okazji korzystać do woli. 

Z protokołu kontroli przeprowadzonej przez Urząd Wojewódzki wynika, że księgowa fałszowała czeki i sprawozdania finansowe, nie płaciła zobowiązań i przechwytywała pocztowe monity. Wypłacała sobie co miesiąc nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce. Według raportu posunęła się nawet do tego, że z konta straży spłacała swoje prywatne kredyty zaciągnięte wcześniej w bankach komercyjnych. Przez rok nikt tego nie zauważył. Księgowa defraudowała, jednak komenda wojewódzka straży nie wini za to komendanta powiatowego, jej bezpośredniego zwierzchnika. 

Z zebranych przez nas informacji wynika, że komendant Zbigniew Spychała nie ponosi odpowiedzialności, urzędnicy starostwa też jej nie ponoszą, tak jak i urzędnicy województwa. 

Nie poniosła jak na razie żadnej odpowiedzialności także księgowa Wioletta K. Sprawa jest znana już od trzech miesięcy, jednak do tej pory prokuratura nie postawiła jej żadnych zarzutów. 

Księgowa przebywa tymczasem na zwolnieniu lekarskim w swoim własnym domu, chronionym przez dwa groźne psy i kosztowny ręcznie kuty płot. Widuje się ją w mieście, żyje spokojnie i dostatnio. Ma piękną willę, zapłacone raty kredytów i żadnych zarzutów. – W takiej sytuacji tylko głupi by nie kradł – usłyszeliśmy w komentarzu od jednego z urzędników powiatu. 

Brak pieniędzy w straży ujawniono jeszcze na początku grudnia. Wtedy komendant Spychała złożył doniesienie do prokuratury. Ta jednak podejrzewając defraudację 20 tysięcy złotych postanowiła poczekać na wyniki kontroli urzędu wojewódzkiego. Okazały się one wprost porażające, jednak pani Wioletta jest chora i może nie prędko wyzdrowieć. Nie można jej w tej sytuacji nawet przesłuchać o postawieniu zarzutów już nie mówiąc.   

Warto tu przypomnieć sytuację sprzed lat, gdy prezesem gminnej spółki MPGiK był ojciec obecnego burmistrza, Zenon Szrama. Tam także zabrakło kontroli i księgowa bez trudu przywłaszczyła sobie pół miliona złotych. Zaraz potem zachorowała i do dziś sprawa jest zawieszona, a minęło już od zdarzenia kilkanaście lat. Powstałe przez nią straty pokryli oborniccy podatnicy. 

Jak będzie w straży? Sytuacja finansowa tej placówki jest trudna. Ktoś jednak musi pokryć straty, jakie spowodowała nieuczciwa księgowa. Wygląda na to, że znów zapłacą podatnicy. Nie ma także pewności, czy w ogóle ktoś poniesie jakąkolwiek odpowiedzialność karną lub dyscyplinarną. Zgodnie z obwiązującymi przepisami, ustalenia kontroli nie przesądzają w sposób ostateczny kwestii owej odpowiedzialności poszczególnych osób za stwierdzone w toku kontroli nieprawidłowości. 

Być może przygotowywane są jakieś zawiadomienia do prokuratury, organów skarbowych oraz rzecznika dyscypliny finansów publicznych, nam jednak nic o tym nie wiadomo. Tym bardziej, że według rzecznika wojewody – w żadnej mierze złożenie wskazanych powyżej zawiadomień nie przesądza ostatecznie o odpowiedzialności za ujawnione nieprawidłowości.

Podobne artykuły