Upadek wicestarosty Gronostaja

ROŻNOWO, MARSZEWIEC. Przemysław Gronostaj, były wicestarosta obornicki, to człowiek, którego społeczny awans rozpoczął się po wstąpieniu do Samoobrony. Samo członkostwo mu jednak nie wystarczało. Woził notabli tej partii, spełniał ich życzenia, pracował dla nich z całych sił. Jednak pewne braki nie mu pozwoliły na spodziewany awans, choć dzięki przelotnej modzie na partię Leppera został radnym w powiecie. Brał dietę, robił niewiele, ale marzył wciąż o czymś wyższym. 

To „coś” przyszło doń niespodziewanie. Politycy, ustawiający poprzedni zarząd powiatu, szukali kogoś, kto weźmie pensję i nie będzie się w nic wtrącał. Gronostaj był idealny. Zasiadł w fotelu wicestarosty i to było wszystko, czego odeń oczekiwano. 

Początkowo udzielał wywiadów o swej kolekcji krawatów i odwiedzał różne uroczystości. Potem zapragnął rządzić. Bywał tu i ówdzie, składał liczne propozycje, choć żadna z nich nie miała możliwości realizacji. Zrobił się butny, rwał się do steru, chciał decydować, montował własne zaplecze polityczno wyborcze a tam gdzie spotykał opór, próbował a nawet szantażu, byle by się realizować. 

Koniec kadencji stał się kolejnym stopniem jego kariery. Zapragnął być burmistrzem. W kontaktach z prasą używał nawet zwrotów: jak przejmę władzę, to… Politycy postanowili znów „zagrać Gronostajem”, sugerując, iż mógłby zostać starostą, jeżeli wycofa się z wyborów na burmistrza i poprze kandydaturę Tomasza Szramy. Gronostaj chyba uwierzył w owe sugestie i popierał obecnego burmistrza formalnie oraz nieformalnie. Nie zrozumiał, że wciąż jest jedynie czyimś narzędziem. 

Wydał majątek na kampanię wyborczą i w rezultacie został z niczym. Przegrał wybory i stracił pracę. Czekał na propozycje, ale ich wciąż nie było. Chodził po urzędzie miejskim, ale i tam niczego nie wskórał. 

Szansą na powrót do polityki i elit były wybory sołtysa w Rożnowie. Przygotował się bardzo dobrze. By uszczuplić elektorat jedynego poważnego kontrkandydata namówił sąsiadkę i kogoś tam jeszcze także do kandydowania. W rezultacie przegrał, a owa sąsiadka tylko się ośmieszyła. W przegraniu wyborów zapewne nie bez znaczenia była sprawa związana z nieetycznym handlem pozyskanymi wcześniej darami. 

Gronostajowi zostało już jedynie OSP. Przygotował zebranie, na które zaprosił burmistrza, żarliwie popieranego przezeń w kampanii, a także starostę, radnych, polityków i wiele innych osób. Miał im opowiedzieć o nowszym samochodzie, który przyobiecała OSP Rożnowo na ten rok jeszcze burmistrz Anna Rydzewska. 

Nie przybył nikt z wyjątkiem radnej Renaty Wąsowicz. Ta przybyła, aby Gronostaja poinformować, że nowy burmistrz nie widzi żadnej możliwości wsparcia jego OSP nowszym autem. Rozgoryczony wygłosił dłuższe przemówienie, którego głównym elementem było oświadczenie, iż – poprzednie władze mnie nie doceniały, a obecne mnie całkiem ignorują. 

Zrezygnował ze stanowiska prezesa OSP Rożnowo, które przez kilka lat dosyć bezpłodnie piastował. Z dawnego splendoru pozostał mu fotel prezesa klubu sportowego Rożnovia. Jest jeszcze liderem organizacji SIS, jednak jak nam wiadomo, jej zarząd już pracuje nad jego odwołaniem. Jeżeli do tego dojdzie, byłby to całkowity upadek Gronostaja, wielkiej nadziei Marszewca i okolic oraz koniec jego własnych planów politycznych i snów o potędze. 

Podobne artykuły