Karetka będzie w Rogoźnie, ortopeda i chirurg na razie nie

ROGOŹNO. Problem służby zdrowia w Rogoźnie jest tematem, który budzi kontrowersje od miesięcy. Powoduje on nie tylko ni pokój społeczny, ale również brak zaufania ze strony mieszkańców do mocy sprawczej rogozińskiej rady miejskiej i urzędu miasta. Brak ortopedy i chirurga, przeniesienie punktu ratownictwa medycznego z Rogoźna do Jaracza budzi strach o życie i zdrowie rogoźnian. 

Kroplą, która przelała czarę goryczy stała się śmierć jednego z zasłużonych mieszkańców miasta. Według wielu opinii mógł przeżyć zawał serca, jeżeli pomoc medyczna byłaby natychmiastowa, jednak ratownicy dojechali do niego dopiero po 40 minutach. Tuż po jego śmierci mieszkańcy Rogoźna wystosowali petycję do władz samorządowych, pod którą podpisało się ponad 1700 obywateli, o przywrócenie karetki na ul. Fabrycznej.

Władze miasta mają jednak bardzo małe pole manewru w sprawie państwowej służby zdrowia. Mogą wprawdzie zakupić nowy sprzęt lekarzom lub pomóc im finansowo na wiele sposobów, jednak decyzja o kontrakcie dla ortopedy lub chirurga, leży w mocy NFZ.  To NFZ decyduje, czy w Rogoźnie są potrzebne takie usługi. Następny problem dotyczy wymogów, które nakłada na lekarza służba zdrowia. Są to bardzo zawyżone wymagania, które odstraszają wielu a innym się nie opłacają. Tak właśnie stało się z poprzednim chirurgiem w Rogoźnie, który według wymogów NFZ musiałby wyremontować cały  budynek. Koszt takiego remontu wynosił o wiele więcej, niż gwarantowany zysk z praktyki.

Aby utworzyć chirurgię lub ortopedię w Rogoźnie, według nowych wymogów nie tylko potrzeba mieć w pełni wyremontowane i przystosowane do standardów pomieszczenie, musi ono znajdować się również na parterze. Od lekarza wymaga się, aby posiadał na własność USG lub rentgen. Koszt takiego sprzętu jest ogromny i niewielu specjalistów  posiada  odpowiednie pieniądze. Nawet gdyby gmina chciała pomóc lekarzowi  i zakupić drogi sprzęt, byłaby zmuszona oddać mu ten na własność. Koszt specjalistycznego urządzenia wynosi około 200-300 tys. zł. Mogłoby stać się tak, że w wypadku zakupienia takiego sprzętu przez władze samorządowe, lekarz zamknie swój punkt po roku, zabierając ze sobą urządzenie warte więcej niż dwuletnia pensja przeciętnego rogoźnianina.

Cała sprawa jest bardzo zawiła i niezrozumiała dla wielu. Jeszcze trudniejsze jest znalezienie rozwiązania. Z tego względu w środę na sesji rady miejskiej radni wraz z grubą specjalistów i lekarzy starali się znaleźć odpowiedź na pytanie, jak naprawić „chorą” służbę zdrowia w Rogoźnie. 

Na spotkanie między innymi przybył Zbigniew Dederek, naczelnik wydziału świadczeń opieki zdrowotnej w Wielkopolsce, który w bardzo optymistyczny sposób przedstawił rozwiązania problemu. Zaprzeczył on temu, że lekarz musi posiadać specjalistyczny sprzęt na własność. Wyjaśnił, że musi  się on znajdywać się w wyznaczonym punkcie, gdzie medyk przyjmuje pacjentów. Uznał  również, że budynek musi spełniać tylko podstawowe wymogi, dodając: może jak najbardziej być na pierwszym piętrze. Wyjaśniał: jak jest jakiekolwiek zapotrzebowanie na specjalistę w gminie, NFZ z miła chęcią rozpocznie konkurs na potrzebnego specjalistę. 

Po jego wypowiedzi radni odetchnęli z ulgą uznając, że wystarczy znaleźć lekarza, zakupić mu sprzęt, a do Rogoźna znowu powróci medyczny „ład”. 

Złudzenia rozwiała Urszula Bak, naczelnik spraw obywatelskich i zdrowia w obornickim starostwie. Z rezerwą podeszła do słów Dederka: smutna  rzeczywistość wygląda inaczej. To wszytko, co mówi naczelnik, jest bardzo optymistyczne, jednak ten pan mówi nieprawdę. Jeżeli wszytko co powiedział pan Dederk byłoby prawdą, służba zdrowia wyglądałaby całkowicie inaczej. 

W dalszej swojej wypowiedzi podkreśliła, że NFZ powie wszytko byle tylko uspokoić sytuację. Przybliżyła sytuację obornickiego szpitala, który musiał iść do sądu z NFZ, aby uzyskać pieniądze z „nadwykonań”, które uratowały zdrowie i życie niejednemu mieszkańcowi powiatu. NFZ zwraca pieniądze obornickiemu szpitalowi jedynie za wyznaczoną liczbę zabiegów. Jeżeli w szpitalu zjawi się np. osoba z złamaną ręką, a placówce skończy się liczba zakontraktowanych zabiegów, taka osoba nie powinna uzyskać pomocy. Oczywiście żaden lekarz w szpitalu nie odmówi pomocy,  dlatego placówka traci w ten sposób 1.5 mln zł rocznie. Bak powiedziała: słowa naczelnika są bardzo różowe, ale nic się nie mają do rzeczywistych kontraktów NFZ. Jej zdaniem nawet, gdyby lekarz wynajął od gminy specjalnie dla niego kupiony USG, NFZ nie przyjmie takiego kontraktu. Również zaprzeczyła, że kontrakt z lekarzem przyjmującym na pierwszym piętrze zostanie przyjęty.

Nikt z obecnych nie mógł zrozumieć, dlaczego dwie osoby zajmujące się tą samą sprawą, będące profesjonalistami, mają tak odmienne zdanie. W wąskim gronie w kuluarach jeden z lekarzy uznał, że Bak  zależy na utworzeniu punktów medycznych i karetki w powiecie, podczas gdy zadanie naczelnika Dederka jest czysto polityczne. Jest to osoba, która ma zajmować się dobrym wizerunkiem NFZ w powiatach. Z tego względu powie wszytko, aby utrzymać dobrą opinie na temat państwowej służby zdrowia. 

Problem karetki został poruszony przez wiele zaproszonych osób. Najwięcej miał do powiedzenia starosta Adam Olejnik. Karetka nie zależy od burmistrza, rady miejskiej, to zależy od wojewody. W najbliższym czasie ratownictwo medyczne w całej Wielkopolsce czekają wielkie zmiany. Są one spowodowane oszczędnościami państwa. Dlaczego państwa? – pytali zebrani. Olejnik wprost odpowiedział: to rząd finansuję wszystkie karetki w kraju.  Z dalszej jego wypowiedzi wynikało, że koszt ratownictwa medycznego wynosi 3.5 tys. zł za jedną karetkę na dobę.  Wielkopolska zostanie podzielona na 5 rejonów operacyjnych.  Z 73 dyspozytorów zostanie ledwie 35. Liczba karetek zostanie zmniejszona z 50 na 46 w całym województwie. W powiecie obornickim zamiast trzech karetek, będą tylko dwie. Jedna na Oborniki, druga na Rogoźno i Ryczywół. 

W tej smutnej sytuacji starosta miał jednak pozytywną wiadomość. Otrzymał pismo od wojewody, gdzie zapewniono go, że karetki będą stacjonować w Obornikach i Rogoźnie: Chciałbym państwa uspokoić, że miejsce wyczekiwania karetki, będzie w Rogoźnie.

Dyskusja nad służba zdrowia w Rogoźnie trwała ponad dwie godziny. Wielu mówców używało takich słów jak: kontrakt, przetarg, dyspozycyjność, mówiąc o zdrowiu pacjentów, jak o akcjach giełdowych. Nie wytrzymała tego jedna z przybyłych na spotkanie mieszkanek, Maria Lange, mówiąc: to wszytko przypomina mi trzepanie piany. Jedni są za, drudzy przeciw. Gdzie w tym wszystkim jest zwykły człowiek? Ile warte jest nasze życie?

Długa dyskusja pomiędzy specjalistami i radą miejską nie doprowadziła do żadnego rozwiązania. Burmistrz wraz z radnymi  zapewniali, że będą walczyć o lekarzy i kontrakty w Rogoźnie. Jednak zdobyta w czasie spotkania wiedza, jak powiedział nam jeden z radnych będzie służyć jako broń do walki o podstawową służbę zdrowia w mieście.

Podobne artykuły