Dwa oblicza gwałtu, czyli lepiej sypiać w majtkach

ROGOŹNO. W pochmurny piątkowy ranek do budynku policji w Rogoźnie wkroczyła dziarskim krokiem pewna panienk,a nie pierwszej już z resztą młodości, choć o ujmującej wciąż aparycji. Stanąwszy przed oficerem dyżurnym oświadczyła posępnie: zostałam tej nocy zgwałcona. Potem poprosiła o coś do picia i opowiedziała o zdarzeniu, którego stała się mimo woli uczestniczką. 

Otóż w czwartkowe popołudnie wybrała się ze swym konkubentem do znajomych. Znajomi żyją też w konkubinacie, uprawiając go radośnie i dość głośno przy ulicy Kotlarskiej. Wizyta upływała w atmosferze wesela i przyjaźni suto podlewanej alkoholem. Gdy nadszedł wieczór, ilość przyjaźni i alkoholu była dość znaczna i cała trójka z ich czworga zaczęła wspominać o odpoczynku.

Zgłaszająca podkreśliła liczebniki, bo czwartym był konkubent sponiewieranej panienki, który po alkoholu zwykle zaraz nie zasypia – bo go strasznie nosi. Konkubent włożył paletko i ruszył chwiejnym krokiem w miasto, bo jak jej oświadczył – ciągnęło go do ludzi. Gospodarze skryli się w swej sypialni, a panienka została w stołowym, gdzie gospodyni jej pościeliła wygodny tapczanik. 

Rozebrała się więc niemal do naga, bo higiena nie pozwala spać w dolnej części bielizny i ułożyła na łożu. Zasypiała już, gdy poczuła, iż wrócił jej konkubent. Poznała go po tym, że ległszy za jej plecami przystąpił do zwyczajowej czynności seksualnej. 

Panienka po jakiejś chwili zorientowała się jednak po tym, który był już tam, że ten, który to robi, nie jest tym, któremu robić to wolno. Odwróciła się nagle i zobaczyła zasapane lico konkubenta znajomej. 

Krzyk, pobudka, raban i jej wizyta w komendzie stały się konsekwencją tegoż wydarzenia. Panienka wskazała, jako swego gwałciciela na Przemysława K., osobnika bywałego w gmachu komendy. 

Gdy funkcjonariusze go obudzili i dostarczyli radiowozem do komisariatu, Przemysław odruchowo ruszył w stronę aresztu, gdzie spędził nie jedną już chwilę swego 40 letniego życia. Zawrócony usłyszał o posądzeniu o gwałt. Natychmiast wytrzeźwiał do reszty i nie kryjąc zaskoczenia zapytał z lekką czkawką – jaki gwałt? Owszem – przyznał – było, co było, ale o gwałcie mowy być nie może, bo była zgoda i ogólne zrozumienie. 

Opowiedział składnie swoją wersję, z której wynikało mniej więcej to, co następuje: gdy kolega ruszył w miasto, jak to po wypiciu miał w zwyczaju, udałem się do sypialni wraz z moją konkubiną. Legliśmy w łożu a ja przed zasunięciem lubię to, o czym się nie mówi przy dzieciach a co a pan władza dobrze rozumie. Jednak nim zacząłem, ogarnął mnie głęboki smutek i zniechęcenie, że znowu będzie to samo. Siedziałem tak na łóżku i kombinowałem. W tym czasie ma konkubina zasnęła z lekkim chrapaniem. Ruszyłem cichutko do stołowego a tam, spała samotnie konkubina kolegi. Pomyślałem ona śpi, moja śpi, a jego nie ma, więc komu to szkodzi? Wślizgnąłem się po cichutku i było, co było. Ona postękiwała i szeptała – jak dobrze. Jednak po chwili coś w nią wstąpiło. Obróciła się i w krzyk. Potem trzepnęła nie w pysk aż przybiegła moja i także mnie w pysk. Trzeci raz w pysk wziąłem od kolegi, gdy wrócił z terenu. Jedynie pan oficer był tak miły by człowieka wysłuchać. Przecież była zgoda i wspólna wola, więc gdzie był ten gwałt? 

Funkcjonariusze spisali zeznania obojga oraz świadków. Teraz sąd będzie się głowił nad tym ile było w tym przypadku przyzwolenia a ile podstępu. Trudno dziś orzec, czym się sprawa skończy. Jedno jest pewne, sypiając w cudzym domu lepiej sypiać w majtkach i dobrze ich pilnować. 

Podobne artykuły