Powódź w Rogoźnie

ROGOŹNO. Woda w Rogoźnie w weekend zaczęła opadać z prędkością połowy centymetra na godzinę. Nie znaczy to jednak, że jej poziom jest zadowalający. 

Ciągłe podtopienia spowodowały, że  mieszkańcy zalanych posesji muszą zostawiać swoje samochody na podwórku u sąsiadów i w kaloszach udać się do swoich domów. Tylko w minionym tygodniu straż pożarna wielokrotnie interweniowała, pomagając w trudnościach spowodowanych wysokim stanem rzeki i jeziora. 

W poniedziałek interweniowali na Wójtostwie – wypompowując wodę, żeby pracownicy wodociągów mogli dostać się do pękniętej rury. Położyli również prowizoryczne wały w zagrożonych przez wodę miejscach, między innymi na ul. Wielkiej Poznańskiej, czy w okolicach targowiska – do tego celu zużyli 10 ton piasku i 100 worków. 

W  całym zamieszaniu zapomniano jednak o największym poszkodowanym – klubie żeglarskim Kotwica. Siedziba klubu mieści się przy samym brzegu jeziora, na ul. Małej Poznańskiej. W piątek zalany był hangar, w którym trzymane są łodzie, pomost znalazł się całkowicie pod wodą. Tydzień temu, gdy woda osiągnęła rekordowy poziom, podeszła pod altankę budynku, w którym mieszczą się pokoje i jadalnia. 

To miejsce jest położone jest w odległości 20 metrów od brzegu jeziora. W ubiegłym tygodniu budynków chroniły dwa wały – jeden do wspomnianego wyżej budynku oraz drugi, do hangaru, w którym trzymany i naprawiany jest sprzęt żeglarski, w tym łódki. Od trzech tygodni żeglarze czuwają, aby woda nie podeszła zbyt wysoko. Na zmianę śpią w klubie. Od dwóch tygodni bez przerwy działały trzy pompy, wylewając wodę, która przedarła się poprzez grunt do budynków. Dwie pompy spaliły się wskutek nadmiernego użytkowania. 

Na szczęście woda zaczęła opadać, a członkowie klubu podliczać straty. Najgorzej jest z wodą, która wybija się z gruntu. Ziemia jest tak przesiąknięta, że nawet po wypompowaniu w mgnieniu oka powraca do poprzedniego miejsca – powiedział nam Leszek Kuźma, komandor klubu. 

Na potwierdzenie swoich słów wziął ostatnią działająca pompę i włożył ją do pełnej wody dziury. W kilka sekund pozbył się wody, a następnie wyciągnął pompę. W niecałe dziesięć sekund kilka litrów wody pojawiło się na nowo. Woda wybijała się w środku budynku, w kilku miejscach niszcząc sprzęt i narzędzia. Komandor nie mógł nam dokładnie powiedzieć, ile wyniosą straty spowodowane wodą, ale w naszej ocenie na pewno sięgną przynajmniej kilku tysięcy złotych. 

Gmina nadal jest bezsilna w walce z wodą. Organem odpowiedzialnym za sytuację hydrologiczną jest w tym przypadku jest Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego z Romanem Szuberskim na czele. Odrzuciło ono jednak pomysł spuszczenia wody na Wełnie w Jaraczu i tym samym obniżenia jej w Rogoźnie. Można więc tylko poczekać, aż woda całkowicie opadnie. Może to jednak długo trwać. Prognozy mówią po częstych opadach w najbliższych tygodniach, które mogą jeszcze pogorszyć sytuację na Jeziorze Rogozińskim i rzece Wełnie.

Podobne artykuły