Powiat obornicki potrzebuje na walkę ze skutkami powodzi 12 mln zł, dostanie od rządu tylko 0,5 mln

OBORNIKI. W poniedziałek 7 lutego rolnicy z całego regionu spotkali się w budynku starostwa, aby rozmawiać o problemach rolnictwa, a jest ich niewątpliwie wiele. Spotkanie zorganizowało Porozumienie Związków i Organizacji Wiejskich Powiatu Obornickiego. Na zaproszenie prezesa Tadeusza Witka przybyli parlamentarzyści Stanisław Stec i Stanisław Kalemba, przedstawiciele urzędu marszałka i wojewody wielkopolskiego, władze samorządowe, przedstawiciele agencji i instytucji działających na rzecz wsi i rolnictwa oraz ci najważniejsi – rolnicy. 

Przybyli, bo dyskutować o sprawach związanych z ochroną roślin, weterynarią, nasiennictwem i możliwością pozyskiwania środków unijnych. Ważnym problemem były sprawy związane z melioracją, a dokładniej z jej brakiem. 

Rozmawiano o dopłatach unijnych i związanym z tym problemem niedokładnych zdjęć satelitarnych, które mają świadczyć o ilości zaoranego gruntu. Zdjęcia są często mylne i rolnik traci. Traci też na ciągnących się w żółwim tempie sprawach odszkodowań za zagarniętą mu w okresie PRL-u ziemię. Ta ostatnia sprawa szczególnie mocno wzburzyła Waldemara Pawlaka, znanego i bardzo dobrego rolnika z gminy Ryczywół. Ma on problem, bo dzierżawi od Skarbu Państwa duży obszar gruntów rolnych, a teraz zgłosił się potomek właściciela, któremu komunistyczny reżim zabrał ziemię jeszcze na początku lat pięćdziesiątych. Teraz na mocy wyroku sądu ma on prawo do pierwokupu. Jeżeli wykupi całą ziemię Pawlakowi, zostanie nie więcej niż 20 hektarów. Rolnik zainwestował ogromne środki w produkcję, która zależy od ziemi, a którą może nagle stracić. 

Innym problemem jest sprawa wysokich stanów wód. Niepokojące informacje przekazał na ten temat przedstawiciel Wojewódzkiego Urzędu Gospodarki Wodnej. Z powodu podtopień i podniesionego poziomu wody, województwo potrzebuje na naprawy około 311 mln. zł. Niestety rząd przeznaczył na ten cel tylko 11 mln. zł, co według przedstawiciela starczy ledwo na konserwacje pomp i jest przysłowiowa kropla w morzu. Minimalne potrzeby finansowe powiatu w tej dziedzinie wynoszą obecnie 10 do 12 mln złotych. Tymczasem rząd jest wstanie przekazać kwotę 20 kronie mniejszą, nie więcej niż pół miliona. 

W spotkaniu udział wzięli również ojcowie gmin – Tomasz Szrama, Jerzy Gacek i Bogusław Janus. Jednak tylko ten ostatni twardo przedstawił sytuację swej gminy posłom i władzom wojewódzkim mówiąc: rozmawiamy już półtorej godziny i to o, przepraszam za wyrażenie, pierdołach. Nas zalewa ponad kostki i potrzebujemy jakiś działań dla ratowania naszych podtopionych terenów. Ta wypowiedź tak jak wiele innych na tym spotkaniu pozostały bez echa. Parlamentarzyści mówili owszem, długo i pięknie. Z ich wypowiedzi jednak nic konkretnego nie wynikało. Deklarowali pomoc i zapewniali, że rozumieją jak jest ciężko.  Spotkanie było jednak warte czasu, który trwało. Rolnicy mogli zrzucić z siebie balast problemów wiedząc, że ktoś ich chce czy nie chce słucha. Od dawna liczą już tylko na siebie.  Przykładem może być rady powiatu Kazimierz Zieliński, który nie patrząc na brak wsparcia kolegów z gminy sam próbuje rozwiązać problem wylewającej co roku Flinty.

Podobne artykuły