Ostra dyskusja o powodzi w Rogoźnie

ROGOŹNO. Kiedy woda zalewa mieszkańcom piwnice, a żywioł utrudnia życie, rogoźnianie są skłoni przeczekać kilka godzin sesji rady miejskiej, do końca posiedzenia, żeby zabrać głos w swojej sprawie. Niektórzy mieszkańcy przygotowali się do przemowy na forum publicznym ubierając swój najlepszy garnitur. Inny uczestnik sesji z rozbawieniem mówił: nie piłem od trzech dni, żeby mieć trzeźwy umysł na ciężką rozmowę. 

Według planu sesji rogoźnianie mogli zabrać głos dopiero pod koniec posiedzenia. Po prawie pięciu godzinach dopuszczono ich do mikrofonu. 

Pierwszy głos zabrał Jerzy Zborowski, mieszkaniec ul. Lipowej, który miał pretensje w sprawie niedrożnych studzienek kanalizacyjnych. Jego zdaniem z tego powodu duża cześć jego posesji wygląda jak bagno. Zwrócił on się do radnych i burmistrza tymi słowami: należy wyczyścić instalację. Jeżeli tego nie zrobicie tam nie będzie podtopień, tam będzie tyle wody – mówił, pokazując wysokość na poziomie swojego pasa. Ostrzegam tylko, bo lata chwila się zapiaszczy. Ja nie mówię to tylko do pana Janusa, również do władz. On nie jest Łukaszenko i nie sam sprawuje władze. Ta rada chyba też rządzi. Nie wiem jak nazwać to działanie. Dla mnie to jest głupota. Moja matka, która ma 4 lata podstawówki wie, że nie wolno tego zatykać. Moja matka ma 80 lat, ale wygrabiała liście, bo zdaję sobie sprawę do czego to może doprowadzić. 

Radni milczeli, a burmistrz odpowiedział w sposób „gorzki” dla Zborowskiego, oskarżając go o zasypywanie instalacji: jak pana spotkałem na moście podczas wizytacji, stał pan z butelka w ręku w stanie nieważkości. Nie jest to pora, żeby czyścić. OSP kiedy pompowało wodę z komendantem Baranowskim postanowiło, że nie wolno tego robić. Powiedzieli mi: PSP im rozkazuje nie burmistrz. Pan sam zawala rowy. Mieszkańcy dzwonili w tej sprawie na straż miejską, a oni na policję, która rozpoczęła patrolować pana ulicę. Chce zaznaczyć: my nie puszczaliśmy nikomu wody. 

Zborowski wzburzony słowami Janusa, wiele razy próbował przerwać burmistrzowi, jednak za każdym razem był uciszany przez przewodniczącego Zdzisława Hinza, który nie chciał doprowadzić do „barbarzyńskiego” przekrzykiwania się na sesji. Janus nie pochwalił się jednym szczególnie istotnym faktem, który mógł rzucić inne światło na zarzuty Zborowskiego. Wraz z komendantem straży miejskiej Janem Stępniem, gdy tylko zobaczyli zatkaną studzienkę na ul. Lipowej, nie czekając na posiłki chwycili za łopaty i przez godzinę własnoręcznie ją odkopywali. Nie wiadomo dlaczego burmistrz podczas przemowy nie wspomniał o tym. W kuluarach mówiono, że jest zbyt skromny, żeby mówić o tym otwarcie na sesji. 

Następnym mówcą był mieszkaniec ul. Słonecznej, który przyszedł przedyskutować sprawę pewnego rowka: u nas woda już zeszła, a rowek nadal jest. Tam jest ciemno. Jak ktoś pojedzie samochodem może do niego wpaść. Samochód z niskim podwoziem może się zawiesić”. Na jego słowa oburzył się mieszkaniec o dźwięcznym nazwisku Kubanek, mówiąc: jeżeli zasypiecie ten rowek, to gwarantuj panu, że jutro rano dzwonie na 112 i przyjeżdża straż pożarna. Bo ja wody mam po pas.  Ja nie mogę suchą stopą dojść do domu. Samochód zostawiam niedaleko a następnie w gumowcach pieszo idę do domu. Rano dochodzimy do auta przebieramy się i dopiero jedziemy do pracy. Mam własna ekologiczną oczyszczalnię ścieków i mam ją non-stop zalaną.

Zanim burmistrz zajął głos w tej sprawie, radni powrócili do sprawy niedrożnych studzienek, zarzucając komendantowi Janowi Stępniowi, że jest to jego wina. Nic więc dziwnego, że Stępień po „wywołaniu do tablicy”, zdenerwował się mówiąc: na mnie państwo wszytko zwalają: wały, górki, rowy, studzienki. W tej chwili woda jest za wysoka. Jak opadnie to wyczyścimy. Głos zabrał także burmistrz: ten rowek ma 10, 15 centymetrów i można bez problemu samochodem przejechać. Pan mieszka na Słonecznej i go to nie dotyczy. Leży on już dwa tygodnie. Póki ta woda nie zejdzie rowek utrzymamy a następnie go się zasypie. Nie robiliśmy tego dla widzimisię burmistrza, bo mu się rowek podoba. Robiliśmy to po to, żeby pomóc. Ja rozumiem przez kogo to jest podgrzewane – powiedział Janus patrząc wokoło stołu przy którym siedzieli radni z opozycji. Nie będę jednak tego komentować. Takiej wody nie było od 1980 roku i wielu młodszych tego nie pamięta. Jednak rozumiem – wszytko jest moja wina, a co innego możecie powiedzieć.

Podobne artykuły