Śmieci pana Arkadiusza

OBORNIKI. Mieszkaniec ulicy Czarnkowskiej skarżył się w imieniu swoim i swych sąsiadów na innego sąsiada, który według niego  niczym kukułka podrzuca swe śmieci innym. Usłyszeliśmy też, że Arkadiusz K., od lat wyrzuca śmieci do ogólnie dostępnych pojemników na ulicy. Gdy ma więcej odpadów zielonych z działki, wywozi je do pobliskiego rowu przy Czarnkowskiej. Tak dłużej być nie może, jak się tym nie zajmiecie, to jestem tak zdesperowany, że mogę nawet popełnić samobójstwo. W tej sytuacji obiecaliśmy się sprawą zająć i nie zwlekając ani chwili, jeszcze tego samego dnia złożyliśmy wizytę panu Arkadiuszowi, aby usłyszeć od niego samego, co ma do powiedzenia w tej sprawie. 

Zastaliśmy go przed domem, pielęgnującego ogródek. Schorowany, 80-letni mężczyzna, ciągnąc za sobą niewładną nogę i pracując tylko jedną sprawną ręką usuwał z ziemi chwasty i wrzucał je do wiaderka. Na tyłach domu pokazał nam dół z kompostem, gdzie składował niepotrzebne rośliny i chwasty. – Wstaję już o piątej rano i cały dzień pracuję tą jedną ręką. Wszystko da się zrobić. 

– Sąsiedzi mogli mnie faktycznie widzieć koło kosza ze śmieciami. Codziennie sprawdzam, czy ktoś nie naśmiecił na chodniku a jak coś znajdę, to zbieram to do siatki i odnoszę do śmietnika. Moje prywatne śmieci mam tu – odparł z uśmiechem i poprowadził nas do kontenera do połowy zapełnionego odpadami życia codziennego. Tam dodał: zielone kompostuję a rowu przy Czarnkowskiej, to w ogóle nie ma. 

Sprawdziliśmy. Faktycznie w najbliższej okolicy nie znajdzie się rowu nawet ze świecą. Na koniec wizyty pan Arkadiusz poprosił nas o wrzucenie opartego o pojemnik woreczka z gruzem do swego pojemnika na odpady. Nie opisywalibyśmy pewnie tej całej historii, gdyby nie to, że obiecaliśmy solennie się nią zająć. A skoro obiecaliśmy, to słowo się rzekło.

Podobne artykuły