Tadeusz S., zdaniem władz podłączony nielegalnie do kanalizacji, miał powiedzieć: ja was tu wszystkich ku… a załatwię

OBORNIKI. W minionym tygodniu Urząd Miejski w Obornikach zwołał konferencję prasową, aby się podzielić z mediami informacjami na temat nielegalnego podłączania się do sieci kanalizacyjnej. Przykładem był bulwersujący przypadek okradania gminy przez jedną z rodzin uważanych dotąd za szacowną. 

O sprawie szamba Tadeusza i Mirosławy S. z ulicy Dąbrowskiego pisaliśmy już wcześniej. Wówczas to straż miejska ustaliła, że pomimo pięciu lat od skanalizowana obornickich Bielaw i prawnej konieczności podłączenia się do sieci, wspomniana rodzina nie wykonała tego obowiązku. Strażnicy usłyszeli, że ścieki są odprowadzane nadal do szamba, choć jego właściciel nie potrafił okazać się żadnym pokwitowaniem tego faktu oraz że do kanalizacji się nie przyłączą – oświadczył komendant straży miejskiej Jacek Klawiter. 

Rok trwały przepychanki w tej sprawie. Po kolejnym monicie, w którym zawarto ostateczny termin przyłączenia do sieci najpóźniej do lutego 2010, Mirosława S. odpisała, że nie ma zamiaru tego zrobić, gdyż wyliczony przez nią koszt podłączenia wyniósłby 3000 złotych a jest to kwota, na której wydanie mnie nie stać. Dodajmy, ze pani S. jest wicedyrektorem jednej z obornickich szkół. Ponadto – stwierdziła – wszelkie nieczystości płynne są odprowadzane do szamba. Strażnicy sprawdzili to w sześciu firmach mających prawo wywozu nieczystości z gminy Obornicki, ale żadna z nich nie potwierdziła tego faktu. 

Decyzją burmistrza Obornik postanowiono, ze względu na zimę, przedłużyć wspomnianej rodzinie termin podłączenia do miejskiej kanalizacji. Mijał czas. W czerwcu wydano państwu S. warunki techniczne przyłącza. Wreszcie kolejna kontrola wykazała dalszą bezczynność w tej sprawie. 

Jak mówiono na konferencji prasowej, dziwny upór byłego zastępcy komendanta straży pożarnej a obecnie przedsiębiorcy Tadeusza S. zastanowił pracowników PWiK. Wysłano przed jego posesję ekipę, aby dokonała sprawdzenia za pomocą zabarwionego gazu. Wpuszczono go do sieci kanalizacyjnej, a ten dość szybko wydostał się w toalecie państwa S. Stało się to dla władz miasta dowodem, że są oni podłączeni do kanalizacji i to bez umowy, a co się z tym wiąże, nie płacą rachunków za zrzucone nieczystości.

To oczywiste okradanie naszej firmy, a jednocześnie obornickich podatników – wyjaśnił szef wodociągów. – Gdy nie płacą ci państwo, to płacą za nich inni obywatele. Zaprosił więc państwo S. do biura PWiK w celu złożenia wyjaśnień.

– Bardzo szybko przybył pan Tadeusz S. Żądał natychmiastowej rozmowy ze mną, zachowywał się cały czas grubiańsko, bardzo agresywnie. Nim wyszedł, zagroził moim pracownikom, słowami: „ja was ku… a wszystkich załatwię”. Ta sytuacja musi znaleźć swój finał w prokuraturze. Nikt nie może składać gróźb karalnych, grozić moim pracownikom i zachowywać się w tak nieobliczalny sposób – informował media prezes Tomasz Augustyn. 

Na pytanie, co dalej ze sprawą nielegalnego podłączenia, prezes wodociągów wyjaśnił, że trzeba będzie rozliczyć państwa S. z minionych pięciu lat. W takim przypadku jego spółce należy się nawet do 1000 złotych za każdy bezumowny miesiąc korzystania z kanalizacji. Ponadto za taki czyn grozi sprawcy kara pozbawienia wolności lub grzywna do 10 000 złotych. 

Gmina ma też zamiar wydać decyzję administracyjną w celu przymuszenia S. do podłączenia posesji do sieci kanalizacyjnej, a prezes PWiK chce skierować ich sprawę do sądu. 

– Nikt nie może żyć na koszt podatników – powiedział wiceburmistrz Obornik, dodając – takich kontroli będzie więcej, gdyż gmina wydała miliony złotych na budowę kanalizacji nie po to, by nadal istniały nieszczelne szamba lub tolerować lewe podłączenia do sieci. Moim celem nie jest skupienie się na tym konkretnym przypadku, lecz uzmysłowienie wszelkim podobnym osobom, że nie będzie w takich sprawach pobłażliwości.

Podobne artykuły