Obornicki przestępca Wąsal, wspólnik Machacza, ujęty w Irlandii – prokuratura wystąpiła o ekstradycję

DUBLIN, OBORNIKI. Policja irlandzka – zwana na wyspach „Garda Síochána” (Strażnicy Pokoju) – ujęła w minionym tygodniu poszukiwanego międzynarodowym listem gończym oborniczanina Zbigniewa W., ksywka „Wąsal". 

Niegdyś drobny rabuś i bandziorek niższej rangi, później głównie oszust, znany był obornickiej policji od kilkunastu lat z hakiem. Związany był z Arturem M., noszącym ksywkę „Machacz”, znanym oszustem poszukiwanym listem gończym w związku z wyłudzeniem z banku wraz z byłym dyrektorem obornickiego ZUS i dwoma innymi osobami kilkuset tysięcy złotych na podstawie sfabrykowanego, lewego leasingu. 

Zbigniew W. wraz z Arturem M. zbiegli przed wymiarem sprawiedliwości na wyspy brytyjskie, aby tam kontynuować swój oszukańczy proceder. Ich działalność polegała głównie na wykorzystywaniu cudzej naiwności. 

Ogłaszali na przykład w prasie możliwość załatwienia bardzo intratnej pracy w Irlandii w zamian za niewielką prowizję w kwocie od 150 do 500 złotych. Pieniądze przesłały im 254 osoby. Następnie wszyscy oszukani zgłaszali się pod wskazanym adresem w Dublinie, aby stwierdzić, że jest to wysypisko śmieci lub jakiś bar, a nie ma tam żadnej pracy. Wpłacano im też pieniądze na zakup extra samochodów, „rezerwowanych” przyszłym nabywcom przez oszustów. Chętni je kupić zaliczkowali Zbigniewa W. tylko na podstawie zdjęć i opisu. Oczywiście samochody nigdy nie dotarły do Polski a Zbigniew W., wyłudził tą drogą ponad 230 tysięcy złotych. 

Jego wspólnik „Machacz” został w końcu ujęty i odsiedział 1,5 roczny wyrok. Trudniej było z „Wąsalem”. Jego częste przeprowadzki oraz zamieszkiwanie bez stałego adresu spowodowały, że policja przez osiem lat nie mogła ustalić jego miejsca pobytu. 

Wreszcie drobna kolizja drogowa stała się przyczyną jego wpadki. Zbigniew W., posługujący się zwykle fałszywym dokumentem tożsamości, w zdenerwowaniu pokazał swój oryginalny dowód osobisty. Policjant sprawdził jego dane w systemie i uzyskawszy informację o poszukiwaniu, dokonał aresztowania. 

Zbigniew W. trafił za kratki, gdzie oczekuje na rozpatrzenie wniosku ekstradycyjnego, który wystosowała prokuratura. Jego załatwienie nie potrwa dłużej niż 60 dni. Potem czeka go powrót do domu w kajdankach.

Podobne artykuły