Saperzy nie spieszyli się po pocisk z czasów wojny, a strażnicy i policjanci musieli go pilnować nawet nocą

ŁUKOWO. To tutaj Niemcy w 1945 roku bronili się zaciekle przed ofensywą sowiecką. Jedni mówią, że stało się tak za sprawą silnych umocnień, inni twierdzą, że z powodu znajdującej się wówczas w Łukowie gorzelni. Faktem jest, że po utopieniu dla przykładu przez funkcjonariuszy NKWD kilku pijanych sowieckich żołnierzy w zdobycznej kadzi z alkoholem, Rosjanie zdobyli Oborniki po trzech dniach. 

Do dzisiaj na pobliskich polach można odnaleźć pamiątki po wojnie w postaci naboi, łusek i fragmentów uzbrojenia. Kiedy w jednym ze stawów poziom wody obniża się, ukazuje się spora ilość tych wojennych artefaktów. 

W ubiegłym tygodniu, po odnalezieniu trofeum w postaci pocisku artyleryjskiego, pewien dowcipny mieszkaniec wioski położył pocisk obok wejścia do sklepu w Łukowie. Natychmiast wezwano straż miejską, która zadzwoniła po saperów z Poznania. Ci ostatni jednak stwierdzili, że dotrą na Ziemie Obornicką dopiero następnego dnia. 

Przykładni funkcjonariusze straży miejskiej, wypełniając procedury, odgrodzili miejsce, w którym znajdował się 30-centymetrowy pocisk, a następnie czekali. Do czasu przybycia specjalistów ze stolicy Wielkopolski należało pilnować, aby nikt nie zbliżył się do wojennej pamiątki. Trudno co prawda przypuszczać, aby wypełniony 65-letnim trotylem, pozbawiony zapalnika pocisk miał wybuchnąć,  jednak służba nie drużba i funkcjonariusze do godziny 22 pilnowali znaleziska. W nocy zmieniła ich policja, aby rano oddać sprawę z powrotem w ręce strażników. 

Kiedy oczekiwani saperzy dotarli około południa w miniony piątek, załadowanie do wozu pocisku zajęło im minutę. Na własnych rękach podnieśli wojenny złom i umieścili go w specjalnej skrzyni, aby zdetonować go na poligonie.

Podobne artykuły