Stracił prawo jazdy i majtki

POWIAT OBORNICKI. Było senne, upalne popołudnie. Zeszłotygodniowy upał dawał się mocno we znaki wszystkim mieszkańcom Rogoźna. Życie toczyło się senne i z gorąca ciągliwe jak spękany asfalt na ulicy Kotlarskiej. 

W zatoczce tejże ulicy stał radiowóz ze znudzonymi i zmęczonymi upałem policjantami. Jeden z nich poczuwając się jednak w obowiązku, stanął z lizakiem w dłoni na skraju drogi, przyglądając się spod ciemnych okularów przejeżdżającym samochodom. Gdy mogło się wydawać, że przyśnie na posterunku, nagle jego uwagę przykuł jadący nieco dziwnie samochód marki Renault. 

Auto nie miało zapalonych świateł i co raz lekko skręcało na boki. Policjant machnął lizakiem nakazując jadącemu zatrzymać się i zjechać na bok. Wyszedł już nieco na topiącą się w upale jezdnię i ku swojemu zdziwieniu spostrzegł, iż samochód gwałtownie przyspiesza jadąc nieuchronnie wprost na niego. 

Senne popołudnie nagle znikło. Wszystko zaczęło się dziać w przyspieszonym tempie. Policjant zgrabnie uskoczył, niczym matador na corridzie, a Renault z wyciem silnika minął go dosłownie o centymetry i pognał w kierunku Garbatki. Rozbudzeni już całkiem policjanci ruszyli na sygnale w pogoń za piratem. Ten dusił pedał gazu do samej dechy zapewnie zaskoczony tym, że jego leciwe już nieco auto ma aż takiego ducha. 

Z Garbatki „wyskoczył” zgrabnym poślizgiem na drogę krajową nr 11, poczym pomknął w stronę Parkowa. Policjanci zgłosili zdarzenie dyżurnemu, a ten poinformował pozostałe patrole w powiecie o uciekinierze jadącym jedenastką. 

Pirat skręcił w stronę Wełny, płosząc swym "bolidem" stada kur i kaczek kręcących się przy drodze. Następnie polnymi drogami rozpoczął swą wielką ucieczkę. Policjanci jednak nie odpuszczali. Ich KIA omal nie zostawiła zawieszenia na wykrotach, ale dzielnie pokonywała kolejne kilometry. 

Błyskawicznie dotarli w tumanie kurzu do Ludom. Tam na uciekiniera czekały już dwa następne radiowozy blokując mu skutecznie drogę. Ścigany tak gwałtowne zahamował, że zakończył swą szaleńczą ucieczkę rowie. 

Policjanci dopadli do drzwi Renaulta i wyciągnęli zeń młodego mężczyznę. W ich wyczulone na wszelkie nieprawości nozdrza uderzył zapach alkoholu i jeszcze czegoś tak obrzydliwego, że oddech Ormianina mógłby być przy tym pachnidłem. Rzucili okiem na auto, które o dziwo dobrze wytrzymało nieludzki rajd. Spojrzeli też na zatrzymanego, którego zwieracze najwyraźniej nie wytrzymały napięcia pościgu. Delikwent nieco otrzeźwiał i grzecznie poprosił stróżów prawa o miękki papier i… czyste majtki. 

Policjanci nie jedno już w życiu widzieli, więc jak nakazuje protokół i zwykła ludzka przyzwoitość, przywieźli podejrzanemu gatki na zmianę i pozwolili mu się umyć w przyaresztowej łazience. Pewnie długo nie zapomną tego pościgu, a amator ucieczek tych gwałtownych emocji, które uwolniły w nim morze adrenaliny i „coś” tam jeszcze. 

W ostatecznym rozrachunku zatrzymany stracił znaczną kwotę na grzywnę, prawo jazdy i jedną parę męskich majtek. O podniszczonej tapicerce auta nie wspominając.

Podobne artykuły