Przeleciał przez rondo

OBORNIKI. Nocą z soboty na niedzielę potężna ciężarówka staranowała rondo w ciągu ulicy Staszica, czyniąc tam znaczne zniszczenia. Jej około pięćdziesięcioletni kierowca około godziny pierwszej w nocy zatankował na stacji Orlen przy Mostowej paliwo i umył przednią szybę auta. Potem ruszył ostro przed siebie nie bacząc na rzęsisty deszcz, który spadł wreszcie po wielu dniach upału. 

Prowadził kilkunastotonowego MAN-a należącego do sieci „Biedronka” z bazy w Brodnicy w województwie kujawsko pomorskim. Lał deszcz a na asfalcie zbierało się z wody i kurzu śliskie błoto. Kierowca wciąż przyspieszał, licząc pewnie na to, że nocą droga jest pusta a stróże prawa już smacznie śpią. 

Gdy jadąc wciąż na północ dotarł do ronda przy ulicy Staszica, nacisnął hamulec. Ciężki tir sunął się jednak dalej jak po lodzie. Wtargnął na rondo po prawej stronie biało czerwonych stalowych słupków, a następnie wyrywając nasadzoną na rondzie zieleń roztrzaskał betonowy krąg do nawadniania, pozrywał plastikowe rurki z kapilarami, zniszczył wiele roślin i ciągnąc pod podwoziem cześć zieleni, wypadł z ronda po lewej stronie następnych słupków. 

Dzięki znacznej wprawie udało mu się „wylądować” tylko częściowo na wysepce rozdzielającej pasy ruchu i ostatecznie zahamować na prostej za rondem. Stanął, wysiadł i zaklął szpetnie, a następnie strapiony oglądał samochód. Zagadnięty o to, co się stało twierdził, że auto nie chciało się zatrzymać, a on jechał nie więcej niż 60 km/h. Można jednak sądzić, że jego szybkość była znacznie większa, choć nie ma to i tak znaczenia, bowiem jest pewnym, że nie dostosował jej do warunków panujących na drodze. 

Po chwili rozmowy starał się ruszyć, ale być może z nerwów, ruszył do tyłu omal nie taranując nadjeżdżającego właśnie Volkswagena Golfa. Jego kierowca przeskoczył przez wysepkę, skręcił w Sanatoryjną i tym sposobem niemal cudem uniknął zderzenia. 

Kierowca MAN-a stanął i się rozejrzał. Nagle ruszył do przodu i zaczął się szybko oddalać z miejsca zdarzenia. Spod jego podwozia wypadały na jezdnię co kawałek dorodne chojaki. Mężczyzna co jakiś czas stawał i wyciągał spod auta jałowce i inne iglaki, jeszcze do niedawna zdobiące obornickie rondo. Wreszcie zniknął na horyzoncie a ostatnie drzewka jeszcze przez kolejny dzień leżały na poboczu drogi nawet 300 metrów od ronda. Na szczęście policja zdołała szybko ustalić sprawcę zdarzenia. Odpowie on lub jego ubezpieczyciel, za spowodowane przez niego straty. 

– Znów musimy doprowadzić rondo do porządku. A swoją drogą po raz drugi ratuje ono zdrowie a może i życie jakiemuś szaleńcowi za kółkiem – skomentował zdarzenie burmistrz Bogdan Bukowski, uznawany za twórcę ronda.

Podobne artykuły