Wrócił do domu, by się powiesić

ROGOŹNO. W piękny poniedziałkowy poranek Grzegorz P. powiesił się na ganku rodzinnego domu. Nie popełnia się jednak samobójstwa ot tak sobie. Grzegorz P. musiał zapewne uważać, że nie ma już po co dłużej żyć. 

Ten 49-letni, w dniu śmierci, mężczyzna miał niegdyś szczęśliwe życie i kochającą rodzinę. Prowadził w Rogoźnie nieopodal starej gazowni nieźle prosperujący warsztat samochodowy. Klientów mu nie brakowało, dochody były znaczne, a do tego nie brakowało mu też szacunku rodziny oraz znajomych. Na początku lat 90-tych wybudował ładny dom, aby rodzina miała wszelkie wygody. 

Co potem się stało? Trudno powiedzieć, bo to mocno skrywana tajemnica rodzinna, którą już nie ma sensu starać się poznać. Pan Grzegorz zaprzestał pracy w warsztacie i opuścił dom. Od tego czasu wiódł życie tułacze. Widywano go to tu, to tam. Zwykle był w kiepskim położeniu. 

Kilka dni przed śmiercią odwiedził dom rodzinny, żeby porozumieć się ze swą małżonką. Porozumienia jednak nie było. Nie było też mowy o jego powrocie do domu. W miniony poniedziałek, około godziny 6 rano, Grzegorz P. wrócił po raz ostatni przed dom małżonki. Umocował na ganku solidną linkę i powiesił się na niej. Gdy dzieci wyszły jako pierwsze z domu, znalazły swojego tatę. Niestety, już nie żył. Prokurator nie znalazł podstaw do podejrzenia o działanie osób trzecich i umorzył postępowanie.

Podobne artykuły