Ucieczka wpław przez jezioro

ROGOŹNO. W czwartek pierwszego lipca idący promenadą wzdłuż jeziora patrol policji dostrzegł mężczyznę, poszukiwanego od paru miesięcy listem gończym. Stał rozmawiając z rówieśnikiem Krzysztofem L. Przyjrzeli mu się jeszcze dokładniej i już nie mieli wątpliwości, że był to Dawid P., ukrywający się przed zasądzonym mu wyrokiem dwóch lat odsiadki. Policjanci powiadomili inny patrol, wiedząc, że ujęcie Dawida łatwe nie będzie. Po paru chwilach ruszyli w jego kierunku w obławie, wzywając go do pozostania na miejscu. 

Uciekinier nie miał jednak najmniejszego zamiaru iść latem za kratki. Wybierając wolność przebiegł kilkanaście metrów i skoczył do jeziora. Płynął kraulem w kierunku przeciwległego brzegu. Gdy dotarł niemal do środka jeziora zauważył, że także na drugim brzegu czekają na niego policjanci. W tej sytuacji zawrócił i tym razem bez popisów pływackich dotarł do patolu, który chciał go zatrzymać i oddał się w ręce stróżów prawa. 

Gdy na nadgarstkach Dawida zacisnęły się kajdanki, do funkcjonariuszy podszedł jego kolega Krzysztof F., lżąc stróżów prawa najohydniejszymi wyrazy. Mimo ostrzeżenia kontynuował i tak znieważył ich aż sześciokrotnie. Krzysztofa F. z brzegu nawoływał pod adresem kolegi: nie daj się Dawid, do Szwecji płyń. Policjanci zatrzymali go odstawiając do aresztu. Usłyszał zarzuty utrudniania wykonywania czynności przez funkcjonariuszy na służbie oraz uwłaczania ich godności. Sąd w trybie przyspieszonym skazał go na karę jednego roku pozbawiania wolności oraz karę grzywny. Trafi na kratki razem z kolegą Dawidem P., i będzie mógł tam kontynuować rozpoczętą na promenadzie rozmowę.  

Dziesięciu funkcjonariuszy monitorujących całą sytuację, w obawie o zdrowie ściganego wezwało na pomoc WOPR. Zanim jednak dotarło na miejsce, na scenie tego niezwykłego przedstawienia znalazła się wycieczka kajakowa przepływająca przez Jezioro Rogozińskie, która widząc z trudem płynącego Dawida  P., uważając że tonie, starała się mu pomóc. Na nic zdało się nawoływanie funkcjonariuszy. Dopiero, gdy na miejsce dotarła motorówka, ratownicy wyjaśnili turystom zaistniałą sytuację. 

Gdy uciekający wreszcie został przechwycony, zdołał już dopłynąć do śluzy. Po godzinie intensywnego pływania miał on już serdecznie dość. Po wyjściu z wody dysząc wyciągnął swoje nadgarstki w stronę policjantów mówiąc: poddaję się.

 

Podobne artykuły