Obornickie Wianki 2010 mimo przeciwności natury

OBORNIKI. Tegoroczne „Wianki” tylko z pozoru przypominały poprzednie. Nie chodzi tu bynajmniej o program czy miejsce, lecz o sytuację na rzece. „Wianki” były dawno temu organizowane co rok na początku lata, ale potem o nich zapomniano. 

Reaktywowała je radna i działaczka harcerska Grażyna Urbaniak. Mało kto wie, że wspierający ją komitet organizacyjny tej imprezy zaczyna prace już w październiku, spotykając się co tydzień na kilka godzin, by poświęcając własny czas, własny sprzęt, własne pieniądze i własną pracę dla uzyskania efektu, jaki mogły podziwiać liczne rzesze oborniczan. 

Mało też osób wie, że „Wianków” w tym roku mogło wcale nie być z przyczyny wysokiego stanu wód i związanych z tym zastrzeżeń hydrologicznych służb wojewódzkich. Ostatecznie dzięki wielkiemu uporowi organizatorów i odrobinie szczęścia, z programu imprezy wykreślono jedynie wycieczki stateczkiem „Bajka”. Pozostałe punkty programu udało się płynnie zorganizować a cały scenariusz oparto na tradycyjnych „Wiankach", których tradycja wywodzi się ze zwyczaju słowiańskiego wykonywania obrzędów związanych z letnim przesileniem podczas nocy z 23/24 czerwca. Zwane były „Nocą Kupały" lub „Kupalnocką". Obyczaj ten został przyjęty przez chrześcijaństwo i związany jest ze świętem Jana Chrzciciela lub z Zielonymi Świątkami. „Wianki” są znane z tradycji ludowej też jako „Sobótki" i przetrwały przez wieki do dzisiaj. W okresie międzywojennym „Wianki" były połączone z obchodami „Dni Morza". Organizowała je głównie Liga Morska oraz harcerstwo. 

Tak dotarliśmy do druhny Grażyny Urbaniak i jej podopiecznych. Pani Grażyna wspierana przez takie osoby jak: Hanna Garstecka, Krzysztof Sroka, Lech Faron, Elżbieta Brodzińska, Robert Filipiak, Rafał Kowalczuk, Piotr Pińczyński, Krzysztof Chodziak, Romuald Ruks, Tomasz Mikołajczak, Iwona Spychała, Arkadiusz Bukowski, Dariusz Wróbel, Tomasz Muszyński, Grzegorz Jankowski, Jacek Klawiter, Łukasz Wierzbiński, Jacek Piaskowski, Tomasz Rójna, Anna Młodożyńska, Wiesław Hoffman, Jadwiga Majchrzak, Waldemar Król, Zbigniew Arczykowski, Mirosław Nagle, Maciej Szopińslti, Tadeusz Ratajczak, Ireneusz Gacek, Robert Sommerfeld i Bożena Krzyśka, po 30 latach przerwy reaktywowała „Wianki”. 

Weszły one w stały kalendarz DNI OBORNIK a imprezę rozpoczął barwny korowód z Neptunem i Prozerpiną na czele. Potem spory tłum oborniczan mógł śledzić zmagania piratów porywaczy obornickich dziewcząt z obrońcami ich czci. „Walczono” w wybudowanej na brzegu Warty fortalicji i na wodzie. Piratów ostrzeliwał Poznański Regiment Odprzodowy Strzelców Czarnoprochowych pod dowództwem starszego regimentarza Tomasza Kierończyka, na co dzień lekarza rodzinnego. Obrońcy dziewcząt zwyciężyli i w pokojowej już atmosferze Anna Rydzewska przekazała klucze od miasta Neptunowi i jego świcie. 

W programie zawarto dla każdego coś miłego i tym można wytłumaczyć tak dużą frekwencję. 

Gdy nadszedł wieczór i ucichły ostatnie rytmy granego na scenie Country, nad areną wydarzeń przeleciały niocvzym ognisty tak dwie lotnie sypiąc iskrami fajerwerków. Romuald Ruks i Tomasz Mikołajczak byli pierwszymi w kraju lotniarzami, którzy dokonali takiego przelotu. – Najważniejsze było jednak to, że ich popis gwarantował 100% bezpieczeństwa – zapewnił nas dyrektor OOK Lech Faron. On i lego ekipa wykonali tego dnia ogromną pracę do której przygotowywali się długo i co ważne, skutecznie. Paradę pięknie oświetlonych łodzi w tym roku oglądano z brzegu, gdzie oświetlały je reflektory lub z małego mostu, gdyż było bardziej tajemniczo. 

Na rzekę opadł łagodny zmierzch, koło klasztorku coraz to oddawał gromką salwę z moździerza Tomasz Kierończyk, a na dany znak Leszka Farona rozpoczęły się fajerwerki. Najpierw z mostu na jedenastce spłynął ognisty deszcz. Potem wystrzeliły w niebo świetliste race. Błyskało raz za razem a obudzony ze snu gołąb błąkał się pomiędzy rozbłyskami rac szukając wystraszony drogi ucieczki. 

Finałem wieczoru były wianki wykonane przez mieszkankę Rożnowa w imponującej ilości ponad 500 sztuk. Wiatr i poprzeczna fala nie pozwalała im płynąć według pomysłu reżysera, nie mniej i tak było pięknie a wianki zrobiły wrażenie, i każde ich większe skupisko wywoływało gromkie brawa oglądających. 

Kilka dni później Anna Rydzewska wraz z Grażyną Urbaniak zaprosiły wszystkich organizatorów imprezy do sali sesyjnej Urzędu Miejskiego aby im podziękować. Słuchając ich opowieści można było zrozumieć ile pracy i trudu wymagało widowisko, jakie mogli oglądać oborniczanie. Mimo przeciwności przyrody, na które nie mogli mieć wpływu, nie rezygnowali z żadnego punktu programu. 

Wszyscy przybyli na spotkanie wyraziło swe zniesmaczenie i dezaprobatę dla artykuły, który ukazał się w jednej z gazet po „Wiankach” Pisząca zauważyła w nim jedynie to, że „coś przeleciało i było niewiele osób”. Stwierdziwszy społem, że „autorkę głupiego tekstu już dawno coś przeleciało” pocieszyli się tym, że ową gazetkę czyta niewielka liczba osób a i te musiały zauważyć, jak wielki rozdźwięk był pomiędzy tym, co widzieli a tym co przeczytali. 

Każdy z organizatorów otrzymał od Anny Rydzewskiej pamiątkowy kubek a od Grażyny Urbaniak miniaturkę pagaja. Nas organizatorka „Wianków” zapewniła, że kolejne będą jeszcze bardziej okazałe a rzeką spłynie ponad 700 wianków.

Podobne artykuły