Skandaliczne tempo na Armii Poznań

OBORNIKI. W poprzednim numerze informowaliśmy o przedłużeniu prac na moście i ulicy Armii Poznań, spowodowanym trudnymi warunkami klimatycznymi. Władze Obornik przedłużyły termin o tydzień biorąc pod uwagę ulewy i powódź. 

Skoro do zakończenia prac zostało już tylko siedem dni postanowiliśmy przyjrzeć się wyjątkowemu tempu prac. Tu trzeba wyjaśnić, ze wykonawcą inwestycji jest firma Pol Dróg Piła, ale poszczególne etapy wykonują podwykonawcy. Prace na moście objęła firma z Bydgoszczy i tempo było całkiem dobre. Inaczej wyglądało to na drodze dojazdowej do mostu od strony Rynku – ulicy Armii Poznań. Drogowcy zaczęli już od poniedziałku. Wbili na środku ulicy łopatę rozsiedli się wokół i bacznie ją obserwowali i to aż do samego południa. Nabrawszy w końcu pewności, że łopata jest bezpieczna rozeszli się odpocząć po męczących godzinach obserwacji. 

We wtorek zmielili jednak taktykę. Zamiast stawiać łopatę, na drogę wjechała koparka. Wjechała i stanęła, a jej operator niemal natychmiast zasnął. Grupa siedmiu jego kolegów cichutko rozeszła się na z góry upatrzone pozycja, by go nie budzić niepotrzebnym ruchem. Drogowcy ruszyli do pobliskiego sklepu z używaną odzieżą, aby się zaopatrzyć w krótkie spodenki na wypadek upałów.  

W środę rano dzień rozpoczął się od telefonu z magistratu do wykonawcy z połajanką za kiepskie tempo i obietnicą naliczenia kar umownych w przypadku przekroczenia terminu. „Ktoś” ważny przyjechał zaraz na budowę i drogowcy rzucili się ostro do pracy. Operator koparki wyrównał nawierzchnię i przywiózł kostkę brukową. Potem stał przy łyżce obserwując, jak jego koledzy noszą bruk. Bruk jest dobrej jakości a drogowcy potrafią go dobrze układać, więc bardzo szybko zaczęło przybywać solidnej nawierzchni. Niestety zapału starczyło im tylko do czwartku. W czwartek układanie szło już raczej marnie i tempo spowalniało do tego stopnia, że po południu ustało niemal całkiem. 

W piątek od rana było gorąco i krótkie spodenki przydały się bardzo. Pracownicy ruszyli w stronę cienia, lecz niestety tylko trójka z nich znalazła tam wystarczająco dość miejsca by wygodnie usiąść. Reszta rozeszła się po bramach, w których panował błogi chłodek. Szczęśliwie dla kierowców tkwiących w korkach długie kwadranse w rozgrzanych samochodach z powodu braku przejazdu przez Armii Poznań, drogowcy znowu ruszyli do pracy w sobotę. Upał się skończył, a praca na drodze potoczyła się dalej. 

Tym razem pracowano znaną jeszcze z PRL-u metodą „sześć na jeden”. Polegało to na tym, że jeden z pracowników woził taczką żwir a sześciu go obserwowało. Operator koparki spał nadal i widać było, że mu ten z taczką zupełnie w tym nie przeszkadzał. W ciągu dodatkowego tygodnia miał powstać wjazd na most. Tydzień minął a wjazd nie powstał. 

Od jednego z drogowców dowiedzieliśmy się, że  może skończą w środę.  – Będą kary za niedotrzymanie terminu umowy – usłyszeliśmy w Urzędzie Miejskim – tylko tyle możemy formalnie zrobić. 

Jest też pewien problem z wyjazdem z mostu ku skrzyżowaniu z ulicą Szamotulską. Miało być ono już przebudowane przez podwykonawcę poznańskiej firmy „Koles”.  Niestety, wykonująca tam prace firma z Rudy skupiła się na mniej polnych chodnikach i zaraz po otwarciu przejazdu przez most prawdopodobnie zacznie się tam asfaltowanie i znów przejazd zostanie zamknięty. 

My wraz z początkiem nowego tygodnia ustawimy się znów przy Armii Poznań, by śledzić wyjątkowe tempo prac nad przebudową tej ulicy, bo naprawdę jest tam na co popatrzeć.

Podobne artykuły