Rządzący zmienili zdanie i oborniczanie będą musieli nadal jeździć po pomoc wieczorową do Rogoźna

OBORNIKI, ROGOŹNO. Po tym jak spółki lekarza rodzinnego przekazały pacjentów firmie Obst Ambulans z Parkowa, dyrektor szpitala Małgorzata Ludzkowska zadeklarowała chęć utworzenia konkurencyjnej spółki przy obornickiej lecznicy, aby pacjenci tam mogli znaleźć wszelką pomoc i to przez całą dobę. Są przy ulicy Szpitalnej wolne pomieszczenia na trzy gabinety lekarskie z pełnym zapleczem i potrzeba „jedynie” 150 tysięcy na ich przystosowanie. Pomoc w tym względzie zadeklarował nawet sam starosta Wańkowicz obiecując wobec wielkiego niezadowolenia wzburzonego społeczeństwa Obornik zabezpieczyć dla szpitala potrzebną kwotę. 

Pytana o postęp w tej sprawie Małgorzata Ludzkowska przyznała: nie wiem kiedy zostaną one uruchomione, bo szpital nie ma pieniędzy a starostwo wciąż milczy. W tej sytuacji stoimy w punkcie wyjścia. Szpital musi zapłacić ratę restrukturyzacyjną a mając obniżony kontrakt, bo były drobne nieścisłości, musi na bieżąco kupować leki. Szpitale już co prawda dostały nadróbki. Nie mamy jednak informacji ile my dostaniemy i czy za nadróbki czy na leki. 

Tu trzeba wspomnieć, że formalnie, choć teoretycznie, NFZ jest winien szpitalowi ponad półtora miliona złotych. Piszemy „teoretycznie”, bo pieniądze te są w zasadzie wirtualne i choć „gdzieś” są zapisane, to szpital może ich nigdy nie zobaczyć. – Możemy wystąpić na drogę sądową, ale tylko za styczeń, bo wtedy nie było kontraktu. Chodzi tu jednak tylko o kwotę 187 tysięcy złotych – wyjaśniała dyrektor szpitala. W tym roku mamy już ok. 400 tys. nadróbek. Obecnie potrzebujemy 156 tyś brutto na peozety (gabinety lekarza rodzinnego).

O tym jak popularny jest obornicki szpital świadczyć może fakt, że przez ostatnie 21 dni izba przyjęć odnotowała 246 osób. – Nagminnie docierają do nas pacjenci z tak zwanych wieczorynek i po pomoc nocą, gdyż nie chcą jeździć aż do Rogoźna. To nam generuje koszty. Lekarze przyjmują bojąc się konsekwencji odesłania pacjenta dalej. Leżą też u nas na internie przypadki nowotworowe, bo Poznań ich nie chce przyjąć a lekarze tu też się boją odesłać. Tymczasem NFZ każe się nam trzymać kontraktu – skarżyła się pani dyrektor rozliczana z kosztów a nie z „dobrego serca”. 

Małgorzata Ludzkowska przypomniała też: pan Obst deklarował utworzenie punktu przyjmowania chorych wieczorem i nocą w Obornikach jeszcze w kwietniu, a najpóźniej maju. Do dzisiaj nie spełnił swojej obietnicy. 

Zauważyła, że radni przekazali szpitalowi uchwałą pieniądze na konkurencyjną spółkę lekarza rodzinnego co mogłoby problem  rozwiązać. – Głosując za tym radni przyjęli na siebie odpowiedzialność za los pacjentów – dodała rozżalona Ludzkowska. 

Głos w tej sprawie zabrał także starosta Wańkowicz tłumacząc: myśleliśmy, że będzie, ale dochodów nie ma i nie wykonujemy. Nie widzę, po co uchwałę wycofywać? Po co gorączkowo? Może niech szpital zaciągnie kredyt i będzie miał pieniądze, ale jak mówił Żuromski niech zrobi biznes plan.

W ostatnim zdaniu nawiązał do byłego starosty, który miał zawsze świętą zasadę „im mniej zrobisz, tym mniej popełniasz błędów”.  Małgorzata Ludzkowska jest zdeterminowana do kontynuacji jednak swego planu. – Jakoś sobie musimy poradzić, nie zostawimy pacjentów w niekomfortowej sytuacji, w której się znaleźli, choć dziwi mnie bardzo postawa niektórych radnych – powiedziała naszej redakcji. 

Nas jednak nie dziwi. Radni i rządzący powiatem głosowali za przekazaniem szpitalowi 150 tysięcy na obornicką pomoc wieczorną, bo taka była wtedy potrzeba chwili i dzięki temu ładnie wypadli przed wyborcami. Być może nawet nie zastanowili się nad spełnieniem swej obietnicy, bo i po co. Teraz sprawa trochę „przyschła”, więc przekazali te same pieniądze na salę gimnastyczną w Obornikach. Są to wszak przecież politycy i niestety interesuje ich głównie własny interes. Społeczeństwo owszem też jest dla nich ważne, ale jedynie w dniu wyborów. Wtedy obiecają nam wszystko.

Podobne artykuły