Pieniactwo kosztuje

POWIAT OBORNICKI, POZNAŃ. Na przełomie listopada i grudnia minionego roku z wielkim zainteresowaniem śledziliśmy starania radnego powiatu Jana Molskiego o przebudowę drogi z Ryczywołu do Zawad. Pieniędzy na to nie było, a i droga nie ma znaczenia wartego tylu zabiegów. 

Molski liczył na wsparcie wojewódzkie, jednak jak na razie wiadomo że się przeliczył. Podczas obrad komisji problemowej  przeczył jednak faktom słysząc, że pieniędzy na drogę nie będzie. 

Gdy wreszcie jeden z radnych stwierdził – Jasiu ma tam działkę, potwierdził – tak mam. Napisaliśmy o tym cytując te słowa, jednak Jan Molski zaczął przeczyć, by takie potwierdzenie oficjalnie złożył. 

Nie tylko przeczył na prawo i lewo, ale też pozwał naszą gazetę do sądu. Prawnik redakcji doradzał mu dać sobie spokój, bo jego publiczną wypowiedź słyszało przecież wiele osób, a ponadto została ona zarejestrowana tak samo, jak rejestrowane są wszystkie podobne wypowiedzi. Jan Molski nie zgodził się na rezygnację z procesu ani na żadną ugodę. Spotkaliśmy się z nim wobec tego w Sądzie Okręgowym w Poznaniu po raz drugi na początku minionego tygodnia. Dopiero wówczas po zapewne głębokim przemyśleniu zrezygnował z procesu proponując redakcji Ziemi Obornickiej ugodę. 

Wierząc, że każdemu należy się druga szansa, wyraziliśmy zgodę na jego propozycję. Jan Molski musiał jednak pokryć wszystkie koszty a uzbierało się tego ponad 2 tysiące. Jednak ulegając prośbom radnego zgodziliśmy się w końcu na zapłatę przez niego „jedynie” 1600 złotych pouczając przy tym pana Jana, że niestety pieniactwo kosztuje. 

Nie piszemy o tej sprawie, po to, by się tu chełpić wygraną, bo mamy już takich na koncie wiele. To co piszemy, cytujemy czy opisujemy, czynimy rzetelnie w oparciu o jak najlepsze źródła. Dbamy o potwierdzenie naszych informacji, choćby w postaci nagrania. Nie mamy żadnego interesu, aby komukolwiek przekręcić jego wypowiedź, bądź podać ją fałszywie. Dlatego zwykłym pieniactwem jest dochodzenie w sądzie tych racji, które racjami nie są. Za każdym razem kończy się to tak samo, jak w przypadku radnego Jana Molskiego.  

Podobne artykuły