Panika w Kiszewie – historia pewnego wału

KISZEWO. Przez ostatnie dni tygodnia trwały przygotowania do wysokiej fali. Sztabowcy antykryzysowi opłynęli teren a geodeci oznaczyli punkty krytyczne, gdzie woda może sięgnąć najwyżej. Jeden to przepompownia na ulicy Wodnej, a drugim było gospodarstwo w Kiszewku. Ustalono sposoby reagowania, system oraz terminy monitoringu, a wiceburmistrzowie wyznaczyli sobie 24 godzinne dyżury.  

W piątek około godziny 18 ktoś wezwał do Kiszewa straż z pożarną informując, że woda wlewa się przez okno do budynku zamieszkałego przez samotną kobietę. Przybyli z Obornik strażacy o rozpoczęli natychmiast akcję układania wału pod płotem budynku. Do Warty brakowało wciąż jednak kilkudziesięciu metrów, a do rzeczonego okna ponad 3 metry, licząc od poziomu lustra wody. Wreszcie przybył do Kiszewa (około godziny 19 zgodnie z harmonogramem monitoringu) wiceburmistrz Henryk Łukaszewski i zdumiony zapytał, skąd to zamieszanie. Poziom wody był wciąż stabilny, a przybywało jedynie dowożonego tam piasku. Dowodzący akcją strażak nie potrafił racjonalnie wyjaśnić jej powodu, a próba ustalenia czegoś z jego zwierzchnikiem w Obornikach na niewiele się zdała, gdyż ten najwyraźniej się w tym wszystkim pogubił. 

Przerwano akcję. Pozostał po niej ułożony wzdłuż płotu wał z worków z piaskiem, kupa żwiru koło bramy budynku, znak na drzewie wyznaczony wcześniej przez geodetów, określający najwyższy spodziewany poziom wody. 

Rozmawialiśmy potem z przemiłą panią Pelagią, kobietą pełną humoru i energii. Doskonale radziła sobie z problemem wody. Jej zmartwieniem była raczej stojąca na podwórzu ogromna lipa, odmyta przez wody Kanału Kiszewskiego. 

Przez cały wieczór budynek był bezpieczny. Następnego wieczora też nic się nie zmieniło. Woda przesunęła się w kierunku budynku dawnego młyna o ledwie kilkanaście centymetrów nikomu nadal nie zagrażając. W „niebezpiecznym” miejscu bawiły się dzieci i stało paru mężczyzn komentujących to co zaszło. Dotarli tam też burmistrzowie Łukaszewski i Bukowski potwierdzając, iż nie ma realnego zagrożenia, a mieszkająca w dawnym młynie pani Pelagia jest nadal bezpieczna i może zawsze liczyć na opiekę. 

Sytuację w Kiszewie racjonalnie opisała sołtys wsi Dorota Schilke. Zgodziła się z nami, iż jej sąsiadom najmniej potrzebna jest teraz panika i wzajemne straszenie się powodzią. Sołtys skontrolowała stan wody w miejscu dawnej przeprawy promowej i przyznała, że jest dobrej myśli, choć niewątpliwie rękę trzeba wciąż trzymać na pulsie. Worki i żwir przed dawnym młynem pozostały zabezpieczając budynek. 

W niedzielę lunął rzęsisty deszcz, a ponadto podniosła się o 2 cm woda w Poznaniu. Warta dotarła niemal do drogi dzielącej budynek od dawnego młyna. Jej stan przez cały czas monitorowali miejscowi strażacy. 

Ich działanie warte jest najwyższej pochwały bo dowiodło, że każdy mieszkaniec Kiszewa może na nich liczyć. Strażacy byli tam jeszcze, gdy późnym wieczorem zamykaliśmy ten numer. Zapewne dyżurowali także i w nocy. Pani Pelagia była bez wątpienia bezpieczna i takie działanie warto pochwalić.

Podobne artykuły