Makabryczny pomysł na zejście z tego świata

KISZEWKO. Pan Stanisław odszedł z tego świata w sposób zupełnie wyjątkowy i na własne życzenie. Nietuzinkowe było też jego życie. 

W okolicach Kiszewka pojawił się pod koniec lat siedemdziesiątych. Powstawały wtedy gdzie popadło i nie wiadomo po co, różnego rodzaju bazy i kółka rolnicze. Podobne powstało też tam, a kierowała nim delegowana z Gniezna zgrabna i wciąż jeszcze w pretensjach kobieta. 

Pan Stanisław mieszkał wówczas wraz z żoną i przychówkiem w okolicach Gniezna i rozglądał się za jakąś robotą. Z roli wyżyć się nie dało, a pracy wbrew założeniom socjalizmu nie było. Gdy się dowiedział o tym, że kółko będzie zatrudniać i płacić za delegacje, spakował starą tekturową walizeczkę i ruszył do Kiszewka. Tam faktycznie znalazł zajęcie i nie tylko to. 

Przystojny, silny mężczyzna trafił do prac przy budowie drogi. Ładował na taczki kamień i przewoził go z miejsca na miejsce. Bardzo szybko wpadł w oko pani kierowniczce, która z miłym uśmiechem i cytując byłą posłankę Samoobrony – „kurwikami w oczach”, dopisywała panu Staśkowi niemal co dzień do karty pracy dodatkowe godziny. Rosły jego zarobki oraz wdzięczność do swej kierowniczki. 

Tak narodził się w Kiszewku romans, znacznie większy od kupy kamieni jaka została jeszcze do przewiezienia. Trwało to i trwało aż trzeba było wracać. Pierwsza wróciła ona. On został, bo uwił sobie gniazdko w Kiszewku i w nim się zadomowił. Powiadomił o tym żonę i zaczął nowe życie. 

Kierowniczka przyjeżdżała co jakiś czas do niego, ale odległość nie sprzyjała ich uczuciu, a jeszcze bardziej kiepskie połączenie kolejowo autobusowe. Przyjazdy były coraz rzadsze, a jak twierdzą starsi mieszkańcy wsi, Pan Staś do nazbyt wiernych nie należał. Skończyły się kamienie, a razem z nimi ich miłość. 

Pan Stanisław wyjechał pod Gniezno, by niebawem wrócić ze swą ślubną i przychówkiem. Rodzina znów była w komplecie co po jakimś czasie zaowocowało kolejnym maleństwem. 

Mijały lata a pan Stanisław żył i pracował w Kiszewku. Nie miał łatwego charakteru, skłonny do kłótni a także i przemocy zyskał opinię awanturnika. Tego zdania jest także sąsiad, z którym chętnie się procesował. 

Gdy nie starczało mu kłótni i zwad z mieszkańcami wsi, skupiał się na własnej rodzinie. Tak było też fatalnego dnia na początku minionego tygodnia. 

Nie miał już dawnej krzepy, ale miał za to siekierę. Za jej pomocą chciał ustalić kto tu rządzi. Wreszcie udało się go obezwładnić. – Jak wy tak, to zobaczycie – miał powiedzieć nim wyszedł wzburzony z domu.   Udał się do szopy ze sprzętem. Tam uruchomił ciągnik. Wyciągnął nieco stalowej linki ze znajdującej się przy nim wyciągarki i owinął ją sobie wokół szyi. Wreszcie uruchomił dźwignię i bęben wyciągarki zaczął się wolno obracać zaciągając pętlę na szyi pana Stanisława. 

Nim ktoś zdołał zatrzymać silnik, biedak się udusił. 

Pisząc na wstępie, że wybrał sobie śmierć wyjątkową, zapewne wiele się nie pomyliliśmy. O takim przypadku nikt nam jeszcze nie doniósł. Śmierć człowieka, także samobójcza, to bardzo smutne wydarzenie. To wielkie przeżycie dla najbliższych, sąsiadów i znajomych. Jeżeli jednak, ktoś chce świat ten opuścić na własne życzenie, rzadko udaje się mu w tym przeszkodzić.  

W opowieści o życiu zmarłego zmieniliśmy kilka istotnych faktów, aby utrudnić identyfikację jego osoby. Niestety w żaden sposób nie dało się nam zmienić jego niecodziennego zejścia.

Podobne artykuły