Historia pewnej drogi

UŚCIKÓWIEC. Wraz z nadejściem minionej jesieni raźno ruszyły prace przy przebudowie drogi biegnącej przez Uścikówiec. Przetarg wygrała firma Bimex z Rudy i na piaszczystej, pełnej muld drodze pojawiły się maszyny. 

Odwiedziliśmy miejsce budowy w chwili, gdy firma kończyła kłaść podbudowę pod asfalt. Z niedowierzaniem oglądaliśmy wystające z drogi kawałki filii, papy, resztek drewna i innych śmieci. Nikt z budowlańców, nie potrafił udzielić nam informacji. 

Poprosiliśmy o nią więc w obornickim magistracie. – Tak, wiemy o tym i dlatego zleciliśmy badanie podbudowy. Miała być zgodnie z projektem i zleceniem wykonana z solidnego gruzu, jest chyba ze śmieci okraszonych piaskiem. Czekamy na wyniki – usłyszeliśmy wyjaśnienie i także czekaliśmy. 

Laboratorium drogownictwa z Poznania przysłało bardzo szybko wyniki. Najogólniej mówiąc, to co ułożono w Uścikówcu z całą pewnością nie nadawało się na żadną podbudowę drogi. Po wielu pertraktacjach i uzgodnieniach nawierzchnie wymieniono na taką, na którą inspektor budowy zgodził się przed ułożeniem asfaltu. 

Prace wreszcie mogły ruszyć dalej, niestety nadeszła zima. Jak ułożono asfalt i wykonano resztę zleconych zadań, można było stwierdzić dopiero po stopnieniu śniegu. Zima trwała wiadomo długo. Firma Bimex w połowie stycznia prosiła o wydłużenie terminu odbioru do końca marca z powodu trudnych warunków atmosferycznych. Proponowała też, aby gmina pozbyła się śniegu z drogi oraz poboczy i rowów. – Nieludzkim byłoby nie przesunąć odbioru do wiosny – usłyszeliśmy w Urzędzie Miejskim. Warunkowano to jednak przedłużeniem gwarancji w postaci polisy ubezpieczeniowej. – To standardowa procedura, gwarantująca zleceniodawcy a w tym przypadku gminie, zwrot kosztów na wypadek gdyby wykonawca nie dotrzymał terminu i na przykład stracił płynność finansową. Wtedy polisa pokryłaby koszt zlecenia prac komu innemu – wyjaśniła specjalistka od przetargów Daria Łukaszewska. 

Minął luty i marzec. Prace stały w miejscu, polisa gwarancyjna nie wpłynęła jednak do magistratu. Minął prawie cały maj, gdy firma Bimex poprosiła o odbiór drogi. Ten miał odbyć się 28 maja, jednak okazało się, że lista nieprawidłowości jest tak długa, że o odbiorze nie ma nawet mowy. Musiała się z tym zgodzić nawet strona przekazująca drogę, bo sypiących się tynków na mostkach, wszelkich nierówności i walających się brył zastygniętego asfaltu trudno było nie zauważyć. 

Powstał też inny problem. Według projektu Bimex miał ułożyć asfaltowy dywanik o grubości 5 centymetrów. Gminni urzędnicy znów wezwali laboratorium drogowe, zlecając mu zbadanie czy założona grubość została zrealizowana. Okazało się szybko, że dywanik ma od 3,2 czasem 3,3 a rzadziej 3,5 centymetra, jest więc o około 30% cieńszy. Przedstawiciele Bimexu zaproponowali upust cenowy, burmistrz Anna Rydzewska nie zgodziła się. Poprosili więc o kolejną zwłokę obiecując naprawić to co jest do naprawy. Niestety, po nałożeniu drugiej warstwy asfaltu nie podniesiono studzienek, nie zniwelowano też poboczy. Plac budowy był wciąż zaśmiecony i nie można było go przyjąć. Kolejna próba odbioru ma nastąpić w tym tygodniu. Czy nastąpi, trudno dziś prognozować. Powstaje też problem kosztów. 

– Należą nam się bez wątpienia spore odsetki za pięciomiesięczną zwłokę w wykonaniu zlecenia i nie znajdujemy żadnego powodu, aby  gmina miała z nich zrezygnować. Zabrania nam tego też dyscyplina finansowa – usłyszeliśmy w Urzędzie Miejskim. Jeden z urzędników dodał. – To nie pierwszy powód do niezadowolenia z tej firmy. Z oczywistych względów będzie uważana przez nasz urząd w przyszłości za niewiarygodną i niepożądaną.

Podobne artykuły