Oborniki pojechały pod Wawel

KRAKÓW. Pierwsze grupy oborniczan przyjechały do Krakowa  około godziny 5 rano w niedzielę. Już o północy musieli wyruszać w drogę, aby znaleźć się w dawnej stolicy Polski przed nadciągającymi z całego kraju tłumami. Według zaleceń policji ustawili się na ulicy św. Anny, gdzie miało zostać otwarte wejście na krakowski rynek. Na części rynku oddzielonej od kościoła mariackiego sukiennicami oraz przyległych uliczkach, za pomocą telebimu można było obejrzeć uroczystości pogrzebowe prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pierwszej damy Marii Kaczyńskiej. 

Otwarcie wejścia na rynek opóźniało się, tłum w wąskiej uliczce rósł z minuty na minutę. Oborniczanie nie podawali się ani na chwilę, stojąc w pierwszych rzędach długiej  kolejki. Wreszcie zaczęto wpuszczać na rynek, a każdy przy wejściu musiał pokazać dowód tożsamości oraz poddać się rewizji osobistej i skanowaniu wykrywaczem metali. 

Polacy przynosili ze sobą flagi państwowe i Solidarności, kwiaty, transparenty, a grupa górali niosła kontrabas. Funkcjonariusze policji, przeszukujący każdego, kwestionowali wiele przedmiotów. Odbierali wszelkie napoje, które zostały wcześniej otwarte, ostre narzędzia,  drzewce które były dość grube, aby kogoś ogłuszyć – jednak nie mieli żadnych problemów z wpuszczeniem mężczyzny z wielkim instrumentem, gdy tylko zobaczyli, że jest otoczony tuzinem mieszkańców gór,  ubranych w tradycyjne stroje. 

Oborniczanie, gdy tylko przeszli przez wejście na rynek, spieszyli aby zająć miejsca jak najbliżej kościoła mariackiego, który wraz z fragmentem rynku został oddzielony barierkami przed zwykłymi zjadaczami chleba. Trojgu oborniczan udało się nawet zająć miejsce w czwartym rzędzie, przed samą świątynią. Pozostali ustawiali się przed telebimami, ustawionymi na rynku. 

Pierwsza część uroczystości pogrzebowych, wniesienie trumien do kościoła, miała miejsce dopiero o godzinie dziesiątej. Wytrwali oborniczanie, wraz z przybyłymi z całego kraju, stali przez cztery godziny w coraz silniejszym słońcu i ścisku, które zwiększały się z każdą godziną. 

Zebrani dyskutowali na temat katastrofy w Smoleńsku. Dało się słyszeć słowa niedowierzania w oficjalne wyjaśnienia. 50-letni mężczyzna mówił głośno: uczono mnie w szkole o historii Rosji i stosunkach polsko-rosyjskich. Po roku 89 dowiedziałem się, że wszytko, czego mnie uczono, to kłamstwa wtykane nam przez ruskich.  Teraz za to oni chcą stać po stronie prawdy. Jak zawsze, tak i w tej sprawie, zdania wśród zebranych były podzielone. Niektórzy na przykład zwracali uwagę na stare i źle przyczepione lampy w samolocie, które mogły być przyczyną katastrofy. 

Wyrażano głośno własne zdanie na różne ważne tematy przez całą uroczystość. Najlepiej przygotowani czynili to przez transparenty. Były w śród nich kontrowersyjne. Jeden z nich głosił:  Rosja przyjaciel? Po moim trupie. Inny wyrażał trudną do zrozumienia myśl:  Jaki prezydent, taki zamach. Były też te proste w słowach i zrozumiałe dla wszystkich, na przykład: Nasz prezydent solidarnie walczący do końca. 

Wśród kilkusetysięcznego tłumu w Krakowie można było odnaleźć również postacie znane z życia politycznego regionu. Nam udało się krótko porozmawiać z wiceburmistrzem Obornik Henrykiem Łukaszewskim, który stał przy trasie konduktu pogrzebowego. Zaznaczył, że jest w Krakowie prywatnie, z potrzeby serca. 

W tym miejscu nie sposób poczynić małej uwagi. Dziesiątki, może setki, gmin i powiatów brało udział w uroczystościach pogrzebowych oficjalnie. Był transparenty z nazwami samorządów, uroczyste stroje i emblematy, sztandary. Dlaczego zabrakło wśród nich powiatu obornickiego czy chociażby jednej gminy z Ziemi Obornickiej, trudno nam zrozumieć. Jednostek OSP z całej Polski zliczyć było nie sposób. Tym bardziej brak nam było tych z Obornik czy Rogoźna.

Na płycie rynku pojawiła się za to sołtys  Żernik Genowefa Magdziarz, jedyna oborniczanka odznaczona przez Prezydenta Kaczyńskiego. Jak nam powiedziała, jest niezwykle dumna z Orderu Odrodzenia Polski, który przyznał jej w ubiegłym roku – za działalność w rolniczej Solidarności w okresie komunizmu. Wśród innych mieszkańców, których dało się zauważyć, można było rozpoznać między innymi Majkę Majchrzak, Zuzannę i Błażeja Stasiaków czy Damiana Gawędę oraz wielu innych.

Trumny z ciałami prezydenta i jego małżonki dojechały na rynek z lotniska w Balicach. Rozpoczęło się uroczyste wniesienie  do kościoła.  Wszystkie sztandary za barierkami i przed nimi ukłoniły się przed Prezydentem i jego Małżonką. Rozpoczęły się modlitwy w kościele mariackim. 

W czasie ich trwania doszło do najbardziej kontrowersyjnego wydarzenia podczas całej uroczystości. Telebimy na rynku i wokół niego transmitowały relację telewizji TVN24. Podczas modlitw nad ciałami, ta stacja, zamiast prezentować wydarzenia z wnętrza bazyliki, rozpoczęła wywiady z politykami. Odzew zebranych w centrum miasta był natychmiastowy. Tysiące ludzi rozpoczęło skanować "bazylika! bazylika!", żądając transmisji z wnętrza kościoła mariackiego.  Kiedy to nie skutkowało, rozpoczęto telefonować do biura telewizji z prośbami, a nawet groźbami, o rozpoczęcie transmisji z wnętrza świątyni, jednak obraz na ekranach się nie zmieniał. Wielu obecnych podchodziło do techników oraz dziennikarzy, oznajmiając im, że nie mogą się nazywać Polakami, nadając tego typu transmisję. Wreszcie zirytowani do granic możliwości ludzie, chcąc zmienić to, co widzą na telebimach, zaczęli skandować z tysięcy gardeł "TVP! TVP!", wyrażając pragnienie zmiany stacji telewizyjnej nadawanej na telebimach. Sytuacja stawała się niezwykle napięta.

Organizatorzy zrozumieli powagę sytuacji. Pierwszy telebim, którego ekran stał się ciemny, stał na środku rynku. Po nim po kolei gasły następne. Ludzie zaczęli wydzwaniać do znajomych, aby im oznajmić o zwycięstwie nad – zdaniem wielu – niepatriotyczną stacją. Jeden z tych telefon brzmiał tak: no słuchaj, powiedz w Rzymie, że wyłączyli. Możliwe nawet, że ten kraj wreszcie otrzeźwiał. Jeszcze chwila, a byśmy rozpieprzyli te telewizory. 

Na wyłączenie TVN24 tysiące zebranych zareagowało oklaskami.  Nad rynkiem zapanowała przejmująca cisza, która jednak nie trwała długo. Kilkadziesiąt tysięcy obecnych wówczas na placu odśpiewało niemal natychmiast spontanicznie i niezwykle przejmująco Rotę, Mazurka Dąbrowskiego i Boże coś Polskę. Te trzy pieśni wystarczyły i na telebimach pojawiła się relacja z wnętrza bazyliki, realizowana przez TVP.

W następnych godzinach ścisk stawał się nie do zniesienia. Organizatorzy zamknęli wszelkie uliczki dochodzące do rynku, zamieniające się w rzeki ludzi.  Opuszczenie placu stało się praktycznie niemożliwe, jedynie ci, którzy zemdleli, byli wynoszeni przez harcerzy i służby sanitarne drogami ewakuacyjnymi. Harcerze roznosili też wśród tłumu darmowe, zimne napoje, które niejednemu pozwoliły wytrwać do końca uroczystości. 

O godzinie 14 rozpoczęła się Msza żałobna.  Słowa jednych duchownych, czy polityków były oklaskiwane bardziej, innych mniej. Ale tylko jednej osobie zgotowano na rynku owację. Stało się to w momencie, gdy Jarosław Kaczyński pojawił się w przed ołtarzem kościoła mariackiego.

Gdy trumnę z ciałami pary prezydenckiej wyniesiono przed świątynie i rozpoczął się kondukt pogrzebowy, już z pewnością kilkuset tysięcy obywateli obecnych na rynku i w jego okolicach odśpiewało spontanicznie  hymn narodowy, a następnie gromkimi oklaskami pożegnało swojego Prezydenta. 

Pochówek oznajmił wszystkim, obecnym tego dnia w Krakowie, dzwon Zygmunta. Z jego ostatnim uderzeniem oborniczanie wsiedli do autokarów i samochodów z przeświadczeniem spełnienia swojego patriotycznego obowiązku i niezapomnianymi wrażeniami.

Relację filmową z tego, o czym piszemy powyżej, będzie można obejrzeć w odcinkach w Oborniki TV, na stronach internetowych www.oborniki.com.pl.

Podobne artykuły