Psia afera i konkretne pieniądze

OBORNIKI. Posiłkując się młodzieżowym slangiem rzecz można, że minionym tygodniem rządziła psia afera. Większość w nią uwikłanych osób nie bardzo wiedziała o co w niej chodzi, nie mniej chętnie powtarzała zasłyszane wieści głoszące, iż zastępca burmistrza Bogdan Bukowski chce zlikwidować w schronisku dla psów dziecięcy wolontariat.  Zapytany przez nas dlaczego, odparł: ależ ja nie likwiduję wolontariatu. Nie pozwalam jedynie, aby psami opiekowały się dzieci czy młodzież bez żadnej opieki osoby dorosłej. 

Skąd więc taka plotka? Do naszej redakcji ta wiadomość dotarła na przykład bezpośrednio z ust Aleksandry Mokrzyckiej, prezes obornickiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Powiedziała nam o tym w biurze poselskim Stanisława Steca (SLD), w obecności radnej wojewódzkiej z Piły Bogumiły Hromiak-Paprzyckiej (SLD). Radna nie próbowała nawet dociec, dlaczego Bogdan Bukowski „likwiduje wolontariat”, wydając z góry werdykt „winien”. Bardziej wstrzemięźliwy był poseł Stec dzwoniąc do wiceburmistrza z pytaniem o ów wolontariat. Usłyszał to, co i my. Przekazał swoim gościom uspakajającą informację: spokojnie, burmistrz Bukowski nie likwiduje wolontariatu, lecz  chodzi mu wyłącznie o bezpieczeństwo dzieci. 

Nie wyszło z posłem, spróbowano więc z telewizją. Do Obornik dotarł reporter, aby porozmawiać o wolontariacie. Wydźwięk reportażu nie był wyraźny. Mokrzycka mówiła swoje, Bukowski wyjaśniał swoje. Psy szczekały, a jedna z wolontariuszek skarżyła się na słowa wiceburmistrza i urzędniczkę Annę Łukaszewicz.   Spróbowaliśmy dociec dlaczego? Panna Monika zapytana, czy widziała kiedyś burmistrza Bukowskiego, odparła: nie. Czy widziała Annę Łukaszewicz? Odparła: nie. Na pytanie, skąd wiesz o likwidacji wolontariatu – odparła: bo tak słyszałam. Na pytanie, od kogo, nie odpowiedziała wcale. 

Aby tę sprawę rozwikłać, trzeba sięgnąć do przeszłości, pytając jednocześnie kto jest kim.  Aleksandra Mokrzycka była kilka lat temu kierownikiem obornickiego schroniska dla zwierząt. Wynagrodzenie za swą pracę pobierała na ojca. Sprawa wydała się, gdy panią Aleksandrę pogryzł bardzo dotkliwie w schronisku pies. Po wyzdrowieniu chciała uzyskać odszkodowanie. Wtedy okazało się, że ona wcale nie pracowała w schronisku, lecz „pracował” tam jej tata emeryt. 

Mokrzyckiej podziękowano i zatrudniono jej następcę Zbigniewa Bylińskiego. Był dobrym zarządcą. Pozyskiwał karmę, by zwierzęta nie głodowały. Zadbał porządek i o budy dla psów. Tu pomocna mu była supermodelka Kamila Szczawińska. Ona zainicjowała akcję „Buda dla psa”, a pierwszy zareagował na akcję Piotr Jarząbek z Wrocławia, który wykonał 20 bud dla piesków. W akcji swój udział miała też nasza redakcja.  Prezes Alina Kasprowicz z fundacji „Zwierzęta i my" zafundowała czworonogom sterylizację. Sponsorów było znacznie więcej, a sytuacja psów tak bardzo się poprawiała, że z gminą Oborniki umowę w sprawie opieki nad bezdomnymi psami podpisały gminy Rogoźno, Rokietnica i Murowana Goślina. 

Zbigniew Byliński przegrał niestety walkę z chorobą, a po jego śmierci schronisko poprowadził Leszek Suchowski. Działo się tam dobrze tak długo, aż w życiu pana Leszka zaszła poważna zmiana w sferze uczuć. – Zaczął zaniedbywać pracę, wzrosła ilość wyjazdów służbowych, często niezasadnych. Zaniepokoiły mnie też kolejne rachunki znacznie podnoszące koszt utrzymania schroniska – tłumaczył nam Bogdan Bukowski.  Z rozmów z kierownikiem dowiedział się, że ten zleca podawanie psom witamin i odżywek, szczepienia zdrowotne oraz inne interwencje weterynaryjne, kłócące się z zasadami istnienia podobnych schronisk. Nie chodzi w nich bowiem o leczenie słabych psów za każdą cenę i utrzymywanie ich latami przy życiu. 

Populacja psów i tak wzrosła z ponad 50 do 183 sztuk. Psami opiekowały się często dzieci i młodzież. Gdy Bogdan Bukowski odwiedził przybytek przy Łopatyńskiego w sobotę 20 marca nieletni wolontariusze byli tam sami, bez żadnej opieki. Zaprosił na poniedziałek na rozmowę kierownika schroniska, aby mu oświadczyć, że żądna osoba niepełnoletnia nie może przebywać na terenie schroniska bez opieki osoby dorosłej. Na koniec przypomniał Suchowskiemu, że już dwie dorosłe opiekunki zostały tam dotkliwie pogryzione. Cześć psów jest na pół dzika, część chora. Jeżeli nie pogryzienie, to grożą dzieciom choroby odzwierzęce stąd konieczna jest wszelka ostrożność, a on tego dopilnuje. 

Wiceburmistrz był konsekwentny. W kolejną sobotę znów odwiedził schronisko. Sytuacja była identyczna. Dzieci i młodzież same między psami. Nie zastał częstego gościa schroniska Aleksandry Mokrzyckiej, nie było też kierownika, więc przekazał palaczowi, aby nie wpuszczał żadnej osoby nieletniej, jeśli nie pojawi się jakiś dorosły opiekun. 

Potem były święta, a po świętach wybuchła afera. Sytuacja stała się trudna. Kierownika schroniska wysłano na urlop, a na Łopatyńskiego udała się komisja pod przewodnictwem naczelnik wydziału ochrony środowiska Anny Łukaszewicz. Zastano tam wielki nieład. W różnych miejscach trafiano na dary dla schroniska, karmę i leki. Zabezpieczono dokumentację oraz samochód służbowy. 

Jaki los spotka kierownika, tego nie udało się nam dowiedzieć. Na teren schroniska nie ma też już wstępu Aleksandra Mokrzycka, która swą działalność zarejestrowała tam na mieniu gminy. Pani Aleksandra w rozmowie z nami twierdziła, że w gminnych pomieszczeniach znajdują się wciąż należące do niej przedmioty. Nie potwierdziła tego Anna Łukaszewicz. – Prócz znanego mi faktu ufundowania połowy kosztu monitoringu schroniska, nie znalazłam, żadnego dowodu na to, aby w schronisku znajdowało się jakieś mienie Mokrzyckiej lub jej Towarzystwa. 

Burmistrz Anna Rydzewska poproszona o komentarz, obiecała przywrócić normalność, cokolwiek to teraz znaczy. Bogdan Bukowski wyjaśniał na ostatnim spotkaniu Stowarzyszonych i Gospodarnych: udało mi się rozbić pewną grupę interesów. Towarzystwo uzyskuje znaczne pieniądze z 1%odpisu od podatków i z tytułu nawiązek z sądu. Pieniądze są poza kontrolą. Ja tylko zamknąłem pewną furtkę, likwidując gang i stąd ta nagonka na moją osobę.

Obwinianie Bukowskiego o to, że jest przeciw wolontariatowi jest całkowicie pozbawione sensu. To właśnie on był inicjatorem fundowania wolontariuszom ze schroniska wycieczek i słodkich nagród w podzięce za pracę. Wśród wielu urzędników panuje przeświadczenie, że Bukowski wręcz rozpieszcza dzieci fundując im wyjazdy na imprezy, rejsy, słodycze i zabawki. Trudno się dziwić, że nie godzi się na przebywanie w schronisku osób nieletnich bez opieki dorosłych z narażeniem na niebezpieczeństwo ze strony nie do końca rozpoznanych psów. Tym, którzy wciąż jeszcze pytają o co chodzi z tą psią afera, Bukowski odpowiada: o bezpieczeństwo dzieci oraz jak zwykle … o pieniądze.

Podobne artykuły