Wzajemne oskarżenia z obornickimi pacjentami w tle

OBORNIKI. Miniony tydzień został zdominowany przez sprawę przekazania opieki wieczornej i świątecznej nad mieszkańcami Obornik ambulatorium w Rogoźnie. Wszystkie strony konfliktu starały się wzajem zepchnąć winę na konkurenta, a jednocześnie dowieść swej niewinności. Na szczęście nie ma ponoć takiego złego, co by dobrze się nie skończyło. Już w kwietniu ponoć oborniczanie będą obsługiwani w Obornikach. 

Nim jednak padły te deklaracje, sprawę omawiano podczas obrad społecznej rady szpitala. Tam dyrektor Małgorzata Ludzkowska wyjaśniała zebranym: spółka Medix miała trzyletnią umowę z ze szpitalem, ważną do końca roku 2010. Pani Woyda-Płoszczyca z Vity ponownie, kolejny raz zadeklarowała szpitalowi swych pacjentów, to jak można potem zerwać umowę? Jeżeli jednak media nie ujawnią, że tu chodzi o jakieś koneksje rodzinno-znajomościowe i jakieś tam jeszcze z panem Obstem, to nigdy nie będziemy dyskutowali na temat umowy. Radny Żuromski krytykował i wątpił w słuszność planów powziętych przez Ludzkowską. Ona ucięła to szybko ostrymi słowami: pan nie wie nawet, o czym mówi. Sieje pan herezje. Pan nie tylko mnie ciągle obraża, ale i cięgle mnie krzywdzi. Dlaczego pan mego poprzednika, swego kolegi, nie krytykował? Pańska destrukcja źle wpływa na moją osobę.  

Tego samego dnia toczyła się też inna dyskusja. Zainicjował ją przewodniczący komisji oświaty rady miejskiej Waldemar Cyranek i zaprosił do urzędu miejskiego,przedstawicieli spółek lekarskich oraz Artura Obsta. Jak tłumaczył: moją decyzją było nie zapraszanie dyrekcji szpitala, by nie było dyskusji. 

To spotkanie odbiło się echem podczas kolejnego, trzeciego już, zwołanego tym razem przez radnego powiatowego Kazimierza Zielińskiego. Dopiero podczas tego spotkania na sali usiadły naprzeciw siebie wszystkie strony konfliktu. Ludzkowska zaczęła od słów: odsłuchałam rozmowę o mnie w urzędzie miejskim i zacznę od dementowania tego, co było nieprawdziwe. Kontrakt jest na trzy lata. To wy zgłaszacie podmiotowi, który chce świadczyć usługi i to jest podstawa dla NFZ. Pojawił się Obst i Vita i Medix złożyliście do szpitala, a potem się wycofaliście i znów do Obsta. Na pismo, czy się nic nie zmieniło, lekarze nie odpowiedzieli, więc szpital zrozumiał, że nadal działa poprzednie oświadczenie. W stronę Ireny Woydy-Płoszczycy powiedziała: to co pani twierdziła wczoraj w urzędzie miejskim, że nie chodzi o korupcję i łapówki, to o co chodziło? Może zacznijmy mówić prawdę?  Woyda-Płoszczyca tłumaczyła: nie jest tak, że pacjent musi się zgłosić w Rogoźnie, bo jest opcja, że lekarz przyjedzie do pacjenta. Źle się stało, że gabinet jest na terenie Rogoźna. Nie potrzebny był ten cały szum medialny, a można było wygenerować dobrą prasę. Henryk Wojciechowski z Medixa dodał: w NFZ dowiedzieliśmy się, że szpital nie przedłuży Medix, jak inne spółki nie przekażą pacjentów także. Rozmawiałem z dyrektorem Kolasińskim i to trzykrotnie, czy nie przedłuży. Ostatnio dwa dni przed terminem składania ofert. Odpowiedział, że szpital nie jest zainteresowany przedłużeniem na 2010. Wicedyrektor Kolasiński temu zaprzeczył. Ostro zaatakował Wojciechowskiego, nie przebierając z słowach posuwał się nawet do obrażania i lżenia kolegi lekarza. – Po co pisma, pan w nich pisze nieprawdę…. Dlaczegoś człowieku nie zapytał Obsta, gdzie jest ten gabinet… co ci mam jeszcze powiedzieć… Wojciechowski odparł na to spokojnie: nie nagrywałem tych rozmów, jeśli pan się z tym dobrze czuje, to gratulacje. Swego zastępcę starała się bronić Ludzkowska. – Mogę powiedzieć, jak to u was jest, ale nie po to tu przybyliśmy, by brudy prać. Dyrektor Kolasiński mówił o pełnym zakresie i być może doszło do nieporozumienia, a ja byłam na urlopie za granicą. 

W takim mniej więcej klimacie płynęła rozmowa o umowach, kontraktach i porozumieniach. Wszyscy najwyraźniej zapomnieli o pacjentach, których przekierowano z bliskich im Obornik do odległego Rogoźna.  Wreszcie wszelkie spory przerwał Zieliński konkretnym pytaniem: czy będzie ambulatorium w Obornikach? – Tak będzie – odparła Ludzkowska – ale rada o tym musi zadecydować. Chcemy stworzyć na terenie szpitala gabinety podstawowej opieki zdrowotnej w ramach działalności lekarza rodzinnego. W jej pomysł zwątpiła pani Irena pytając: ciekawe skąd szpital weźmie lekarzy. Moi pacjenci i tak nie przejdą, bo ja jestem najlepsza. Odmiennego zdania był Cyranek: popieram całym sercem utworzenie kolejnego lekarza rodzinnego. Sam zmieniłem lekarza i myślę, że w szpitalu, gdzie są warunki, sam poczuję się najlepiej. Tu włączył się do dyskusji burmistrz  Łukaszewski ze słowami:  pacjenta wasze waśnie nie interesują. Jest tradycją, że każdy miał lekarza w Obornikach. Podatnicy z naszej gminy kupują różne sprzęty dla szpitala. Gmina Oborniki będzie wspierała wszelkie działania, by nasi mieszkańcy mieli poziom najwyższy. 

Artur Obst zapewnił zebranych, że czyni starania, aby zakupić odpowiedni budynek w Obornikach i w nim realizować swój kontrakt. Nowe ambulatorium ma ruszyć już od kwietnia, najpóźniej maja. – Cały czas działam zgodnie z prawem. Zebrałem oświadczenia od lekarzy rodzinnych i rozpocząłem działać. Jest spójność powiatu i wszystko jedno, gdzie się te usługi świadczy. Dla dobra pacjenta jest lekarz wyjazdowy. 

Wójt Jerzy Gacek skomentował spotkanie: wyglądało to jakby pacjentów wcale nie było. Na koniec się okazało, że pacjent istnieje. Pojęcie lekarza rodzinnego się zdewaluowało. Miał nam służyć radą i pomocą przez 24 godziny. Lekarze wywalczyli sobie różne prawa i przekazują nas w coraz inne ręce. Tu z odpowiedzią pospieszyła Woyda-Płoszczyca: nie jesteśmy siostrami miłosierdzia, mamy prawo do potańcówki i by się zabawić. 

Mimo goryczy i uszczypliwości trzeba przyznać, że spotkanie było oczyszczające i twórcze. Kazimierzowi Zielińskiemu i jego kolegom udało się nie tylko dać szansę prawdzie, ale i ustalić sposób wyjścia z problemu. Wypowiedzi jego uczestników można obejrzeć na Oborniki TV.

Podobne artykuły