Za zabójstwo oborniczanina odpowie także wspólnik bandyty

OBORNIKI, POZNAŃ. 49-letni Andrzej W., ksywka "Pułkownik", przyznał się do zamordowania 21-letniego Dawida K., mieszkańca Obornik. Morderstwo miało miejsce jesienią ubiegłego roku na Dworcu Głównym PKP. Prokuratura oskarża też taksówkarza Jana D. Mężczyzna usłyszał zarzuty pomocy w zbrodni i zacieranie śladów. 

We wrześniu ubiegłego roku doszło do morderstwa na dworcu Poznań Główny. Około godziny 3 nad ranem pracownik Dworca Kolejowego znalazł zakrwawionego mężczyznę w Holu Głównym dworca. Młody mężczyzna został dźgnięty nożem. Długie ostrze przebiło ważną arterię. Pomimo podjętej reanimacji, zmarł. Zamordował go 49-letni Andrzej W. po sprzeczce, która miała miejsce na dworcu. Według Jacka Derdy z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu sprawca przyjechał na dworzec i szukał zaczepki wśród bezdomnych. Kiedy zaczął grozić 14-letniemu chłopakowi, w jego obronie stanął Dawid K.  Wtedy Andrzej W. pojechał do hotelu po nóż i kiedy wrócił, zadał oborniczaninowi śmiertelny cios.

Biegli ustalili, że Andrzej W. działał z premedytacją i był w pełni poczytalny. Zabójca przyznał się do winy. Jego 21-letnia ofiara, Dawid K., od pewnego czasu przebywający w Poznaniu. Nocował od kilku miesięcy w kiepskich hotelach, czasem na dworcu. Często był legitymowany przez funkcjonariuszy dworcowych. W Obornikach mieszkał ostatnio przy ulicy Staszica. Był sierotą. Przed kilkoma laty w pożarze przy ulicy Łukowskiej, podczas rodzinnej sprzeczki, zginęła jego matka. Siostra ułożyła sobie życie w Obornikach, brat popadł w złe towarzystwo i często widywany jest na ulicach miasta w grupie spożywającej alkohol. Dawid wiele lat spędził w placówkach wychowawczych. Sprawiał tam liczne problemy, często uciekał. Po utracie matki nie umiał ułożyć sobie życia. 

Odebrał mu je szczeciński bandyta noszący ksywkę "Pułkownik". Nie chodzi tu oczywiście o stopień wojskowy, lecz miejsce w hierarchii więziennej, uwiecznione przez tatuaże. W grudniu 1994 roku Andrzej W. napadł z nożem w ręku dwudziestokilkuletniego mężczyznę na ulicy Półwiejskiej w Poznaniu. W 2005 roku zaatakował nożycami bezdomnego na dworcu w Szczecinie. Za ugodzenie go w szyję usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. W sumie – za różne przestępstwa kryminalne – przesiedział za kratkami ponad 24 lata. Na wolność wyszedł w kwietniu. Ponownie wpadł w ręce policjantów około godziny 5 rano, w pokoju wynajętym dzień wcześniej w hoteliku na Dębcu

Prokuratorzy uważają, że w morderstwie oborniczanina pomagał mu 52-letni taksówkarz Jan D. Według zeznań Andrzeja W., taksówkarz widział jak ten zranił nożem Dawida K. Zbrodnia miała bowiem miejsce obok pojazdu. Taksówkarz starł ślady krwi z samochodu. Widział także, jak zabójca wyrzucał nóż. Kierowca taksówki nie przyznaje się do winy. Prokuratura skierowała już akt oskarżenia do sądu. 

Nikt nie zwróci życia oborniczaninowi, na szczęście winni zostaną ukarani.

Podobne artykuły