Skazani na śmierć

ROGOŹNO. To, co się przydarzyło dwojgu mieszkańcom powiatu obornickiego, nie wystawia dobrej laurki rogozińskiej służbie zdrowia. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza po tym, jak oborniccy lekarze „skazali” swych pacjentów na korzystanie z owej opieki wieczorami, nocą oraz we wszystkie święta.

Pewne nieco już starsze małżeństwo pojawiło się u swego lekarza, żeby wykonać wszelkie badania konieczne dla uzyskania skierowania do sanatorium. Lekarz sam im je zaproponował po tym, jak jego pacjentka rok wcześniej przeszła ciężką grypę, a jej małżonek rozchorował się po roku. – Jesteście oboje osłabieni po tych grypach i przyda się wam pobyt w sanatorium, zwłaszcza że nigdy z niego nie korzystaliście – tłumaczył im lekarz pierwszego kontaktu wypisując skierowania do badań. 

Zdjęcia wykonali w gabinecie RTG w Rogoźnie. Gdy wrócili z wynikami, lekarz obejrzał zdjęcie i bardzo się nad nim zasępił. Obraz i opis prześwietlenia nie pozostawiały żadnych złudzeń. Oboje mieli wyraźne zmiany rakowe na płucach i w ich okolicy. Wyglądało to też na poważne przerzuty. Zlecił im szybką wizytę u onkologa. 

Byli zaskoczeni. – Jak to, przecież nas nic nie boli. – Bo płuca nie bolą, wyjaśnił im lekarz. Skonsultowali to z kolejnym lekarzem, ten jedynie potwierdził diagnozę kolegi. Gdy dotarli w milczeniu do domu wiedzieli już, że ich życie dobiega końca. Jeszcze onkolog, pewnie potem szpital, jakaś operacja lub chemia, a przez cały czas powolne umieranie. Każde ukłucie w boku, czy zakaszlnięcie potwierdzało, że to już niedługo. 

Osoby o których piszemy, były zawsze bardzo solidne i nie pozostawiały nigdy spraw nie załatwionych. Dlatego przed wizytą u onkologa, spisali testamenty. Uregulowali wszelkie długi, załatwili ziemskie sprawy, pożegnali się z rodziną i opłacili koszty pogrzebu. Były łzy, modlitwy i wielki strach przez ostatecznym. Trudno opisać jest ból i smutek, jakie nosili w sercach. Trudno opisać żal, jakim napełnili serca swych najbliższych. 

Wreszcie pozałatwiawszy wszystko stanęli przed lekarzem specjalistą. Ten obejrzał zdjęcia oraz przeczytał wstępną diagnozę, a następnie skierował ich do kliniki onkologicznej. Tam przyjęto ich bardzo szybko ze względu na poważny stan. Tam też już pierwsze badania wykluczyły u obojga nowotwór. Badania szczegółowe wykluczyły też każdą inną chorobę. Byli zdrowi i bardzo, bardzo zaskoczeni. 

Poinformowany o tym lekarz w miejscu ich zamieszkania przyznał, że to faktycznie nie był nowotwór, lecz… błąd rentgena, bo jest stary, kiepski i mu się to czasem zdarza, chociaż podobno rzadko. 

Obie ciężko doświadczone osoby nie chcą (na szczęście dla lokalnej służby zdrowia) dochodzić swej krzywdy na drodze prawa. Chcą o wszystkim jak najszybciej zapomnieć. Należy mieć jednak nadzieję, że osoba odpowiedzialna za rogoziński rentgen tego nie zapomni, bo wyrządziła tym ludziom ogromną krzywdę.

Podobne artykuły