Zawędrował pod Oborniki i tutaj zmarł

POWIAT OBORNICKI. Łukasz B. miał smutne życie. Urodził się w małym miasteczku blisko Łodzi. Ojca nigdy nie poznał, matka mu wcześnie umarła, a Łukaszem zaopiekowała się jej siostra. Gdy miał 18 lat rzucił naukę. Dwa lata później poznał dziewczynę i po kolejnych dwóch latach został jej mężem. Ciężko pracował, by żyło im się w miarę dostatnio. 

Gdy urodził im się syn, Łukasz zaczął brać fuchy także na niedzielę. Pracował jeszcze ciężej a jedyną jego radością była żonka, dziecko i butelka wódki od czasu do czasu. Pewnego dnia wrócił do domu po dwutygodniowej delegacji i zastał w swym małżeńskim łożu obcego mężczyznę. Nim zdążył się odezwać, z łazienki wyszła całkiem nago ukochana małżonka i nie zwracając na niego uwagi weszła pod kołdrę. 

Łukasz wybiegł z domu i pił przez cały tydzień. Potem wrócił by rozmówić się ze ślubną. Ta miała zapytać – a co ty myślisz, ty cały czas w robocie a ja mam tylko czekać? Zagroził, że zabierze jej syna. – A skąd ta pewność, że jest twój? – zapytała i w tym momencie na głowę Łukasza zwalił się cały brud tego świata. 

Po raz drugi trzasnął drzwiami i wyszedł z domu. Znów pił i było mu z tym piciem i cierpieniem nawet nieźle. Skończyły się pieniądze. Zaczął kraść. Najpierw metalowe przedmioty na złom, Potem okradał sklepy. Wreszcie wpadł. Wyrok, odsiadka i znów od początku. 

Nie pamiętał dokładnie dlaczego dotarł do Rogoźna i Obornik. Krążył po całym powiecie. Żył z dorywczej pracy i drobnych kradzieży. Wszystko co miał przepijał. Wreszcie jego organizm ostrzegł, że to nie żarty. Trafił do jednego z ośrodków opieki. Tam starał się wytrzeźwieć i wrócić do społeczeństwa. Wciąż powtarzał wszystkim napotkanym ostatnią rozmowę z żoną.  

Ostatni jego adres to ośrodek w Rożnowicach. Podupadł na zdrowiu tak bardzo, że w minionym tygodniu nad ranem zmarł. Miał zaledwie 36 lat. Prokurator rejonowy z Obornik odstąpił od czynności procesowych. Tak się skończyła historia Łukasza B, który źle zaczął życie i jeszcze gorzej je zakończył.

Podobne artykuły