Po krótkiej burzy internat uległ likwidacji

ROGOŹNO, OBORNIKI. Trzy kadencje temu rada powiatu zaczęła omawiać sens istnienia internatu w szkole im. Cegielskiego w Rogoźnie. Ustalono, że jest kosztowny i trzeba „coś” z nim zrobić. Minęło ponad 10 lat i temat wrócił jak bumerang pod obrady nowej rady z tą różnicą, że wówczas likwidacji chciała opozycja, teraz chcą jej rządzący. Chcą, choć nie potrafią się wciąż jeszcze zdecydować, wiec zaproponowali na początek uchwałę o „intencji likwidacji” wspomnianego internatu. 

Wydawać by się mogło, że opozycja nagrodzi ich za ten pomysł brawami, a tymczasem stanęła jak jeden mąż okoniem. Powodem był naczelnik Paweł Drewicz (PO), mętnie i pokrętnie tłumaczący sens „intencji likwidacji”. Przyznał, że ma wątpliwości, bo są różne interpretacje i był nawet wyrok, a on teraz już teraz nie wie czy jest potrzeba. Potem wziął się w garść i oświadczył, że uchwała nie jest potrzebna, ale trzeba ją mieć na wszelki wypadek.  Radca poproszony o opinię, przyznał że sam nie wie, bo – nie czuje się na siłach. Kazimierz Zieliński (PSL) słysząc skomplikowane wywody zaproponował, aby na razie zawiesić działalność internatu do czasu, aż usłyszy sensowne wyjaśnienie. Paweł Bździak (SiG) poszedł jeszcze dalej i zaproponował, aby poczekać z głosowaniem kolejny miesiąc, a w tym czasie może naczelnik namyśli się. Krzysztof Paszyk (PSL) nazwał likwidację porażką samorządu powiatowego. Dziwi mnie postawa radnych z Rogoźna, że nie bronią placówki.

Tymczasem internat, goszczący w najlepszym okresie nawet 200 wychowanków, ostatnio miał ich ledwie 39. Potem było coraz gorzej i teraz  ilość wychowanków spadła z 39 na 8. Od maja zostanie ich tylko czterech. 

Wreszcie o zdanie poproszono dyrektor szkoły Renatę Tomaszewską. Kandydatce na burmistrza Rogoźna było się wypowiadać oficjalnie bardzo niepolitycznie. Jednak pokazała, że jest już rasowym politykiem więc przyznała, że jest za a nawet przeciw. – To sytuacja katastrofalna. Na cienkiej linii balansujemy od lat. Uważam, że brak ekonomii i opłacalności i jestem za likwidacją. Likwidacja internatu spowoduje brak potrzeby organizowania śniadań i kolacji w szkolnej stołówce. To zdecydowanie podnosiło nam koszt utrzymania internatu. 8 pokoi dwuosobowych wciąż trzeba ogrzewać, więc koszty niewiele spadną.  Nie mam pomysłu, na co te sale przekształcić. Przerwał jej Gustaw Wańkowicz (PO) zapewnieniem:  szkoła może zawsze wynająć sale na noclegi. Skoro odezwał się starosta, zaraz mu w sukurs przyszedł i samokrytycznie sekretarz. – Szukamy pieniędzy? Wyrzucamy pieniądze w błoto! Likwidacja pozwoli nam wreszcie na zwolnienie pracowników – oświadczył Piotr Sitek (PO) i postraszył na koniec – trzeba będzie pożyczyć pieniądze na oświatę. Jak nie zlikwidujemy, powiat będzie musiał szkole dołożyć do internatu 280 tys.

Potem radni usłyszeli, że oba związki zawodowe są za likwidacją i że pięć osób dodatkowo trzeba opłacić z powodu istnienia internatu. Antoni Żuromski (OKS) dostrzegł nawet dwa aspekty tej sprawy. – Internat ma służyć dojeżdżającym. Ci jednak nie korzystają z  powodu widzimisię lub z dziwnej decyzji rodziców. Andrzej Okpisz (PiS) nawoływał kolegów do pośpiechu obiecując, że jak poprą uchwałę, to wszystko dobrze się skończy. Wątpliwości miał znów Kazimierz Zieliński artykułując je słowami nie zawsze wierzę w to, co się tu mówi. Miał chyba rację, bo zaraz potem radni się pokłócili o wysokość straty, jaką daje internat. Liczyli ją od 240  do 40 tys. zł na rok. – Czysta strata wynosi ok.100 tys. na sam internat – pogodził ich Drewicz. 

Nim nastąpiło głosowanie  Zieliński wyraził jeszcze nadzieję, że po likwidacji internatu dyrekcja będzie mogła legalnie zakwaterować tam wycieczkę czy innych chętnych. Ostatecznie radni podnieśli ręce za  likwidacją, a jedynie trzy osoby z opozycji wstrzymały się od głosu. 

Podobne artykuły