Ukradł żywe 90 kilogramów mięsa

MARLEWO. Popołudnie piątego lutego  było bardzo zwyczajne w sennym o tej porze roku Marlewie. Na dworze nie było widać żywej duszy. Ludzi do ciepłych domów zapędziły śnieg i mróz. W stojącym za domostwem chlewiku samotnie, tuląc się przed zimnem, leżała na słomie świnia. 

Zwykła świnia, wagi około 90 kilogramów, z rzadką dość sierścią i zawiniętym fantazyjnie ogonem. Świnia leżąc nie wiedziała zapewne, że gdy jeszcze ciut podrośnie ma się stać przysmakiem wielkanocnego stołu. Nie wiedziała także, że stała się głównym obiektem zainteresowania pewnego złodzieja, który postanowił zaprosić ją do stołu szybciej, niż właściciel. Kiedy drzwi od chlewika skrzypnęły, świnia podniosła łeb i w tym momencie ktoś zarzucił jej worek na oczy.  

Złodziej uwijał się szybko, związał kabana i z radością myśląc o przyszłych kiełbasach pomknął cichcem w zapadający zmrok. Biedna świnia stała się przykładem na to, że człowiek człowiekowi wciąż wilkiem, nawet czasem i świnią. Miejscowi policjanci przybyli na miejsce, zabezpieczyli dowody niecnego czynu i są już ponoć na tropie sprawcy. Nie ma jednak pewności, czy skradzioną zastaną jeszcze przy życiu. 

Okradziony gospodarz życzy za naszym pośrednictwem złodziejowi, aby mu kradziona świnia w gardle kością stanęła. Czego przestępcy życzy świnia, nie udało się nam ustalić.

Podobne artykuły