Ostatnia droga z Marlewa do Siernik

GMINA ROGOŹNO. Zbliżała się północ z 12 na 13 lutego, gdy polną drogą pośród wysokich zasp oraz hulającego między nimi wiatru, brnął przez śliski i zlodowaciały śnieg starszy mężczyzna. Szło mu już na sześćdziesiąty rok życia, ale trzymał się krzepko i niejeden młody mieszkaniec Siernik czy Marlewa miał przed nim respekt. 

Droga z Marlewa do Siernik niedawno została, dzięki staraniom miejscowego radnego i rogozińskiego burmistrza, wyrównana i utwardzona kamieniem, Leży jednak pośród pól i oprócz kilku nędznych topoli, nic jej nie osłaniało od wiatru. Idący mężczyzna nie poddawał się. Brnął przez śniegowe wały, pokonując wiejący wiatr, otulając się ciaśniej jesionką, która choć stara, mogła udawać jeszcze płaszcz i jako tako chroniła przed zimnym powietrzem. 

Temperatura tej nocy gwałtownie spadała, nie były to co prawda takie mrozy, jak jeszcze kilka tygodni temu, gdy było grubo poniżej 20 stopni Celsjusza, ale wicher wzmagał odczuwalność zimna ze zdwojoną siła. Mężczyzna szedł coraz wolniej, wypite wino i „ćwiartka” na utrwalenie, sprawiały iż złudne ciepło rozlewało się po wnętrzu jego ciała. Jednak podstępny mróz wyziębiał jego członki i wysysały zeń siły powoli, lecz nieustannie. 

Spocił się, lecz nawet tego nie poczuł. Jego oddech stawał się ciężki i płytki, nogi ciążyły, zmęczenie opanowywało go nieubłaganie. Puste ciepło alkoholu, dawało zdradliwe poczucie bezpieczeństwa i odrętwienia. Postanowił spocząć na moment pod nieco większą zaspą. Gdy się na niej umościł, zasłonięty nieco od wiatru, poczuł ulgę w zmęczonych nogach. Wyrównał oddech, siedział i dumał, jak to dobrze było z kolegami w ciepłej izbie przy miłym trunku. Potem, chociaż jego nogi zaczęły już zamarzać, poczuł błogi spokój i ciepło rozlewające się po wypitym alkoholu. Powieki same zaczęły się zamykać, a on świadom, iż do domu zostało mu jeszcze półtora kilometra nie potrafił się już zebrać w sobie i ruszyć w dalszą drogę. 

Mróz i wiatr kołysały go zdradziecko pchając w objęcia ostatniej przyjaciółki człowieka – śmierci. Mężczyzna zasnął i tak rozpoczął swój sen ostateczny.

Następnego dnia przed południem polną drogą posuwał się potężny traktor. Tylko wielkie opony i mocny silnik pozwalały mu poruszać się po zawianej śniegiem przestrzeni. Nagle kierujący nim miejscowy rolnik spostrzegł wystający spod śniegu zarys człowieka. Zatrzymał pojazd, wyskoczył na mróz z ciepłej szoferki. Ze zgrozą rozpoznał znanego mu sąsiada. Siedzący był siny, jego pokryta śniegiem i soplami twarz zdawała się być, jak wykuta z szlifowanego ziemisto-sinego kamienia. Twarz nie wyrażała przerażenia, ani bólu. Była spokojna, wręcz błoga, tak jak spokojny i błogi był ostatni sen mężczyzny.

Rolnik zadzwonił ze swego telefonu komórkowego na policję w Rogoźnie. Po jakimś czasie na drodze do Wągrowca pojawił się radiowóz. Policjanci nie byli w stanie przebić się do miejsca, gdzie czekał rolnik w towarzystwie odnalezionych zwłok. Policjanci i sanitariusze próbowali brnąć przez 1,5 metrowe zaspy. Po przybyciu na miejsce, potwierdzili tylko śmierć znalezionego. 

Wszyscy zaczęli się głowić nad problemem transportu zwłok do przejezdnej drogi. Ani karetka, ani radiowóz nie były w stanie pokonać białych zwałów na polnej drodze. Z pomocą pospieszył im rolnik. Pojechał po przyczepę na szerokich kołach. Wrócił na miejsce makabrycznego znaleziska. Załadował ciało na platformę, nakrył kocem z karetki i w ten sposób zamarznięty na śmierć rozpoczął swoją ostatnią podróż.

To czwarta ofiara tegorocznej, mroźnej i śnieżnej zimy. Przypomnijmy, że w Sylwestra zginął mieszkaniec Niemieczkowa, który wracał po noworocznej imprezie od sąsiada w Sławienku. W ośrodku Markotu w Rożnowicach odnotowano dwa przypadki śmierci wskutek odmrożeń wśród przywiezionych tam bezdomnych.

Podobne artykuły