Zimowe ognisko pod dębem dla upamiętnienia śmierci Przemysła II

MARLEWO. Rogoźnianie w sposób szczególny obchodzą dzień 8 lutego. Jest to rocznica porwania i zamordowania na Ziemi Rogozińskiej króla Przemysła II. W miniony poniedziałek odbyło się już XV ,,Ognisko pod dębem Przemysła II’ w Marlewie, upamiętniające śmierć piastowskiego władcy. 

Część historyków uważa, że król został zabity we wsi Sierniki, chociaż źródła z XIV wieku piszą tylko o Rogoźnie. Jednak według  mieszkańców Marlewa, Przemysł zginął pod dębem, w miejscu nazywanym "Porąblic". Jak pisał w XIX wieku hrabia Edward Raczyński: pod Siernikami, wsią blisko Rogoźna położona, jest miejsce zwane "Porąblic" na którym, jak  lud okoliczny głosi, Przemysł zabity został.

W 1996 roku, z inicjatywy zarządu oddziału Ligi Ochrony Przyrody, rada miejska Rogoźna nadała dębowi imię ,,Przemysł II’. Od tego czasu Rogozińskie Centrum Kultury co roku organizuje spotkanie, które ma na celu przybliżenie okoliczności śmierci króla i propagowanie historii regionu. W ubiegłych latach zdarzało się, że spotkanie kończyło się na ognisku, rekwizytach i werbalnym przedstawieniu dziejów króla.

W tym roku widzowie nie musieli wytężać za mocno wyobraźni. Stało się tak za sprawą świetnie zorganizowanej inscenizacji ostatnich chwil porwanego króla. Rozpoczęło się od wprowadzenia, które wygłosił historyk Marek Mikołajczyk. Według niego w 1296 roku król, przebywając w Rogoźnie, został porwany przez grupę Brandenburczyków pod przewodnictwem Jakuba Kaszuba. Władca miał zostać porwany żywcem i  przewieziony na tereny ówczesnej Brandenburgii, jednak broniąc się zaciekle przed napastnikami, doznał wielu obrażeń. Porywacze po kilku kilometrach jazdy konnej ze skrępowanym królem, doszli do wniosku, że jego rany są zbyt poważne i nie dowiozą więźnia żywego. Postanowili uśmiercić Przemysła,  a ciało pozostawić dla opóźnienia pościgu.

W tym momencie pod dąb podjechali aktorzy na koniach, w rycerskich strojach. Widok jeźdźców na tle zimowej pustynni zrobił na wszystkich niemałe wrażenie. Odegrali oni scenę zabicia i odnalezienia ciała króla. Nie obyło się również bez pojedynku pomiędzy przedstawicielami rodów rycerskich, oskarżającymi się wzajemnie o zdradę władcy. Gdy podczas inscenizowanej walki oręż uderzał o tarcze, wszystkim zaparło dech w piersiach. Aktorzy starali się jak najbardziej realistycznie pokazać ówczesny pojedynek, nie oszczędzając sił, agresji i rekwizytów.

Pogoda nie rozpieszczała widzów podczas spotkania, mróz był siarczysty. Rano miejsce, w którym miała się odbyć inscenizacja, zakrywała ponad metrowa warstwa śniegu. Na szczęście, na prośbę pracowników RCK, burmistrz Rogoźna wysłał pług śnieżny, który utworzył tunel do miejsca spotkania. Był on tak wąski, że mógł przez niego przejechać tylko jeden samochód na raz.

Matka natura jednak nie odstraszyła mieszkańców. Na spotkaniu pojawiło się prawie sto osób, a wśród zaproszonych gości rogozińscy radni z nowo wybraną wiceprzewodniczącą Renatą Tomaszewską na czele. Nie zważając na mróz stała ona do końca przedstawienia, aby zapalić wraz z organizatorami spotkania świeczki pod dębem – na cześć poległego króla.

Dla wszystkich zebranych, aby nie "zmarzli na kość", przygotowano ciepłe napoje. Każdy mógł spróbować walki średniowiecznym orężem, zobaczyć na zdjęciach, jak wyglądały ubiegłoroczne spotkania lub usmażyć kiełbaskę nad przygotowanym specjalnie ogniskiem. Zrezygnowano tylko z jednej atrakcji, rzutu toporem, ze względu na grubą warstwę śniegu, w której broń mogłaby się zagubić.

Scenariuszem przedstawienia i jego przeprowadzeniem zajął się pracownik rogozińskiego muzeum Jerzy Dąbrowski, który poświecił dużo czasu i sił, aby wszystko zostało zapięte na ostatni guzik. To on w tak widowiskowy sposób pojedynkował się na oczach widzów z grupą młodych wolontariuszy. Na koniec podziękował żonie za wykonie kostiumów oraz, jak to ujął, za danie okazji do pobawienia się w rycerza.

Reszta pracowników RCK też nie próżnowała. Wszystko dokumentowane było przez Małgorzatę Skwisz, a podziękowania za uczestnictwo i krótką przemowę wygłosił dyrektor RCK Marek Galczewski. 

Powszechnie podziwiano poświęcenie aktora grającego króla, który udając martwego, musiał przeleżeć na mrozie kilkanaście minut bez ruchu. Kiedy wreszcie "kurtyna opadła", władca rzekł do rycerza stojącego najbliżej: kasztelanie, podnieście króla, bo mu pośladki przymarzły – wywołującym tym salwę śmiechu stojących w pobliżu osób.

Podobne artykuły