„Świnia rozumująca o orle”

ROGOŹNO. Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami, a jednym z pierwszych przejawów kampanii jest pamflet kolportowany w Rogoźnie, autorstwa Małgorzaty Z., poświęcony charakterystyce radnego Zdzisława Hinza. W ocenie autorki Hinz „pięknie przemawia językiem kwiecistym”, „jest elastyczny” i ma „ujmującą aparycję”. Do tego momentu trzeba się z tekstem zgodzić. Jednak obwinianie radnego w następnych akapitach o utrwalanie komunizmu, przyczynienie się do braków w zaopatrzeniu kraju, a może i śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, jest już zwykłą głupotą, nawet podłością. 

Zdzisław Hinz, postkomunista nawrócony na demokrację, nie jest co prawda „postacią z naszej bajki”, jednak nie wolno nikomu zapomnieć, że jest on od dwudziestu lat, od pierwszych demokratycznych wyborów, radnym wybieranym z woli tysięcy rogoźnian. Zaufanie pokładali w nim nie tylko wyborcy, ale też sami radni, powierzając mu funkcję przewodniczącego. Przestał ją pełnić bynajmniej nie z przyczyny utraty zaufania, lecz zwykłej arytmetyki, gdy opozycja wobec burmistrza Janusa, poza którą Hinza pozostał, uzyskała więcej głosów w radzie. 

Warto się zastanowić, skąd u Małgorzaty Z. tyle niechęci wobec Hinza? Tu trzeba jednak zapytać, kto jest kim. W paszkwilu czytamy, że Hinz był w czasach PRL „sekretarzem do spraw szkolenia i propagandy”. W tym samym czasie w komunistycznej propagandzie (PZPR Rofama) pracowała także Małgorzata Z., czyli Hinz był w jakimś sensie jej zwierzchnikiem. To wyjaśnia wiele. 

Potem ich drogi się rozeszły. Małgorzata Z. jeszcze niedawno wyraziła dumę z faktu, iż jako ostatnia w Rofamia oddała swą legitymację partyjną. Teraz pisze o „prawach jakie zdobyliśmy po upadku komunizmu, gdy wielu ludzi w tym ks. Jerzy Popiełuszko oddało życie”. Jakie „śmy”? Trochę trudno sobie wyobrazić Z. walczącą o demokrację w radiowęźle komórki propagandowej PZPR. 

Różnie układały się ich drogi życiowe. Hinz zdobył solidne wykształcenie i był popularnym pedagogiem, a setki jego uczniów do dziś go dobrze wspominają. Nigdy nie był etatowym aparatczykiem i zawsze na swój chleb uczciwie zarabiał. W czasach, o których Małgorzata Z. chciałaby zapomnieć, oboje razem dzielnie walczyli o sprawę komunizmu. 

Po 1989 dawni towarzysze zakładali firmy i robili biznes, inni tworzyli gazety, aby w nich walczyć z tymi, w których przedtem święcie wierzyli, a jeszcze inni wstępowali do samorządów, żeby tam działać. Do tych ostatnich należał Hinz. Był inicjatorem budowy szkoły nr 3, którą potem kierował. Współinicjował utworzenie muzeum regionalnego, stał za budową kaplicy na cmentarzu rogozińskim i skutecznie działał w Towarzystwie Przyjaciół Ziemi Rogozińskiej. Wyróżniono go najwyższym odznaczeniem tej Ziemi. Reprezentując Rogoźno w Związku Gmin Polskich został z dwóch i pół tysiąca przedstawicieli wybrany do władz statutowych. 

Od chwili powstania samorządów III RP Hinz jest wybierany do rad. Głosują na niego rogoźnianie, bo jest człowiekiem inteligentnym, o wysokiej kulturze, a do tego uczciwym i życzliwym. Przeważnie wiedział, co mówi publicznie, a prowadzone przez niego sesje rady na ogół przebiegały sprawnie, logicznie i rzeczowo. Skąd zatem tyle niechęci w osobie, której percepcja nie potrafiła dostrzec całego Hinza i pewnie już nigdy tego dokonać nie zdoła? „To jakby świni kazać rozumować o orle” – pisał w „Ziemi Obiecanej” Władysław Reymont i cytat ten doskonale koreluje z sytuacją.  

Na naszych łamach nieraz pisaliśmy o  Hinzu. Nie zawsze pochlebnie. Jeśli jednak w naszej ocenie był powód do krytyki, to jedynie konkretnych słów czy działań, ale nigdy osoby. Na przykład Hinz nie sprawdził się przez cztery lata jako radny powiatowy, tolerując bardzo kontrowersyjną politykę ówczesnych władz starostwa. Ale podłością jest szarganie osoby, która przerasta Małorzatę Z., w ramach nie do końca dla szerokiej publiczności zrozumiałych postkomunistycznych porachunków.

Podobne artykuły