Prezes Pilarska przed radą miejską

OBORNIKI. Jubileuszowa, pięćdziesiąta sesja rady miejskiej nie różniła się od poprzednich, dopóki na sale nie weszła prezes Obornickiej Spółdzielni Mieszkaniowej Maria Pilarska. Została zaproszona na wniosek Walerii Liczak (SLD), która chciała wyjaśnić trwające zbyt długo nieporozumienie dotyczące własności budynków gospodarczych przy ulicy Garażowej, należących do gminy oraz losu fragmentu ulicy Wybudowanie, należącego do Spółdzielni. 

Prezes Pilarska podkreśliła na początku:  za te sprawy obecna władza nie odpowiada, bo zostały zaniedbane w latach 80-tych. Potem kontynuowała: odcinek drogi od Wybudowanie do drogi powiatowej, spółdzielnia stara się od lat 90-tych załatwić sprawę tej drogi. Decyzją naczelnika z lat 70-tych przeznaczona pod budowę, a powstała tam droga. W opinii Pilarskiej droga ta nie uzyskała wówczas kategorii. Faktycznie droga ma jednak kategorię, a ta brzmi „osiedlowa droga wewnętrzna”. Spółdzielnia nie chcąc tego uznać, zwróciła się do wojewody, żeby ten nakazał gminie drogę przejąć. Wojewoda nie wyraził na to zgody, przyznając rację gminie, która drogi wówczas przejąć nie chciała. Spółdzielnia, nie mogąc się z tym pogodzić, wystąpiła do ministra infrastruktury. Ten podtrzymał decyzję wojewody. 

Nie znaczy to jednak, że drogi nie może przejąć gmina. Tu warto przypomnieć, że chciała to zrobić, ale nieodpłatnie. Wówczas rada miejska większością głosów była przeciwna. Prezes Pilarska opisując ten stan rzeczy pokręciła daty, a te są w sprawie bardzo istotne. Obecnie gmina nie jest już zainteresowana przejęciem spornego odcinka drogi w żadnej formie. Podzielaniem zaś działek pod drogą nie jest zainteresowana Spółdzielnia. 

Wspomniany odcinek jest zdaniem prezes Pilarskiej powiązany z układem komunikacyjnym Osiedla Leśnego i panuje tam znaczny ruch. Postraszyła na koniec, że Spółdzielnia będzie się ubiegać w tej sytuacji od podatników gminy i powiatu odszkodowań. – Znam wyrok Trybunału Europejskiego Praw Człowieka i wiem co zrobić. Łagodniejąc oświadczyła, że może odstąpić od skargi w Strasburgu, jeśli gmina będzie uległa w załatwieniu sprawy. Spółdzielnia chciałaby w zamian za tę drogę działkę przy ulicy Garażowej. 

Potem Pilarska omówiła sprawę „dawnej bazy spółdzielni”, wybudowanej na działce gminnej przy wspomnianej ulicy. – To było kilka lat temu. W 2007 dostałam pismo w kwestii uregulowania sprawy własności budynku, tzw. bazy przy Garażowej. Powstał aneks i czekałam na podpisanie umowy notarialnej. Czekając uzyskałam informację, iż jest podział i sprawy szacunkowe. 

W 2008 tego podziału dokonano. Spółdzielni wypowiedziano dzierżawę działki pod garaże, w tym tej z bazą. Sąd wysłuchał byłęgo naczelnika gminy Tabata i byłego prezesa Spółdzielni Gruchota, załatwiających tę sprawę i stwierdził, że wypowiedzenie było zasadne. Spółdzielnia chciała więc kupić ten grunt i nadal to podtrzymuje. 

Po wystąpieniu Pilarskiej głos zabrała burmistrz Anna Rydzewska. – W 2006 pani jednoznacznie oświadczyła, że jest właścicielem budynku. Nasi urzędnicy pracowicie szukali prawa własności i go nie znaleźli. Było to kłamliwe wprowadzenie nas w błąd. Gdyby Spółdzielnia tym właścicielem była, to można było wymienionym trybem Spółdzielni działkę sprzedać. W obecnej sytuacji nie many prawa jej wam sprzedać. Prawo nakłada na mnie obowiązek sprzedaży działki jedynie na zasadach przetargu. Wierzyłam pani, ale zostałam wprowadzona przez panią w błąd. Zataiła też pani, że poddzierżawiała grunty, czego nie wolno było robić. To jest sprzeczne z prawem, dlatego musiałam reagować, by nie działać na szkodę finansów publicznych. Wypowiedziałam, wam dzierżawę działki, a pani zwróciła się o rozstrzygnięcie do sądu. Sąd moją decyzję podtrzymał.  Odwołała się pani do sądu wyższej instancji. Ten także moją decyzję podtrzymał. Tak być musiało, bo to nie spółdzielnia budowała budynki, a pozostały one po wykonawcy inwestycji. Zaskoczyło nas, że pani pomimo wyroków w sądach jeszcze wzywała dzierżawcę do przekazania na rzecz spółdzielni lokalu, który do was nie należał. Gmina będzie działała zgodnie z prawem, podpisze umowy z dzierżawcami, a rada zdecyduje co dalej robić z ta działką. Jeśli sprzedaż, to jedynie po przetargu. 

Rydzewska wspomniała też o fragmencie gruntu spółdzielni przy domu pogrzebowym. Tam ludzie przejeżdżają, bo muszą, a spółdzielnia wystawia nam za to faktury. 

Wyjaśniła też sprawę drogi przy ulicy Wybudowanie: to droga wewnętrzna pozostająca w spółdzielni. Mówi pani o chęci uregulowania, ale nie mówi pani, że za 290 tysięcy. Nie zgodzę się, by społeczeństwo po raz drugi płaciło za tę drogę. To było by wbrew interesowi gminy a ja do tego ręki nie przyłożę. Problemów jest więcej. Dotyczy to także małego odcinka Drogi Leśnej. Ustalimy coś, a po naszym rozejściu już te ustalenia nie miały żadnego znaczenia. 

Tu Rydzewska przypomniała Pilarskiej prawo nakładające na dewelopera obowiązek wybudowania drogi do swych budynków. – My tę inwestycje wykonany, ale wystąpimy do sądu o odszkodowanie – ostrzegła burmistrz. – Spółdzielnia sprzedaje mieszkania, wynajmuje lokale,  zarabia ogromne pieniądze i jako deweloper musi budować drogi. Jest też problem braku miejsc parkingowych. W obecnej sytuacji zarządzający osiedlem jest zobowiązany do ich tworzenia, a my we wszystkim pomożemy. Ludzie często kupując mieszkanie nie wiedzą, że mają zagwarantowane miejsce parkingowe. W warunkach zabudowy gmina zaznaczyła, że przy nowych blokach musi być półtora miejsca parkingowego na jedno mieszkanie. Sprzeciwiam się podziałowi gruntów spółdzielni, skazującego lokatorów na parkowanie na ulicy, by potem „specjalista od dróg” donosił na współsąsiadów policji, a ci byli karani mandatami. Tak było już przy wielu blokach. Musi pani zacząć uczciwie zabezpieczać mieszkańcom osiedla to, co im się należy. 

Prezes Pilarska obiecała załatwić parkingi zgodnie z wytycznymi gminy. Przyznała, że nie załatwiono parkingów na starej części osiedla. Spółdzielnia chciała, aby gminna Armii Krajowej zmianić na ulicę jednokierunkową, ale decyzja policji, a potem komisji rady była negatywna.  

Interesujące były reakcje radnych zainteresowanych do tego dnia wspieraniem władz spółdzielni.  Liczak przyznała: jestem wygłupiona. Jeśli spółdzielnia miała, jak pani twierdzi, jakieś dokumenty własności, to dlaczego sprawę w sądzie przegraliście? Lemański oświadczył po wysłuchaniu obu stron: mam mętlik z głowie. Na temat funkcjonowania spółdzielni mam różne poglądy. Przyznał że, na ulicy Wybudowanie widział pojazdy, na dodatek osobowe i ciężarowe, niestety chwilę później pogubił się w wątku. Gdy go znalazł oświadczył: spółdzielnia może ją zamknąć. Przewodniczący Piotr Desperat poprosił Lemańskiego: niech pan nie przekręca kota ogonem. – Pan jest prawnikiem i pewnie ma rację – zgodził się z Desperakiem Lemański. 

Witold Żółć zarzucił Rydzewskiej, że ta źle czyni odmawiając Spółdzielni działek i kupna drogi. Rydzewska zapytała: panie radny czyj interes pan reprezentuje? Niech pan na to nie liczy, że i ja stanę za interesem jakiejś prywatnej grupki osób zainteresowanych. Ja muszę i chcę stać na straży interesu całego społeczeństwa.

Henryk Łukaszewski zarzucił Żółciowi i Lemańskiemu niekonsekwencję. – Na tej sali burmistrz chciała przejąć Wybudowanie, łatać ją, remontować i odśnieżać. Jednak nieodpłatnie, bo spółdzielnia jej nie kupiła. Wy byliście przeciw. Mam nadzieję, że pan Lemański będzie tu na tej sali już więcej dzielił naszego społeczeństwa. Proszę go o to, bo nie ma osobnych społeczności osiedla i miasta. 

Maria Pilarska zadeklarowała podjąć współpracę z gminą i wypracowanie takiej drogi porozumienia, która będzie zgodna z prawem i interesem publicznym gminy. Na koniec radny Ilski podziękował burmistrz za to, że jest gospodarna z korzyścią dla o nas wszystkich, dla mnie, dla Żółcia i pani Pilarskiej.

Spotkanie miało sens, bo wyjaśniło niepotrzebne niejasności i pokazało jakie są fakty. Choć Maria Pilarska nie zdołała obronić żadnej ze swych tez, być może zrozumiała, że dotychczasowa droga prowadzi do nikąd, a chcąc zbyt wiele, można nie dostać nic.

Podobne artykuły