Ponad 130 bezdomnych osób schroniło się przed mrozami i śniegiem w Rożnowicach – podczas tegorocznej zimy dwa przypadki śmierci wskutek odmrożeń

ROŻNOWICE. Zima dotyka nas wszystkich. Większość mieszkańców powiatu obornickiego nie odczuwa szalejącej za oknem matki natury, jako zagrożenia dla swojego życia. Nie można jednak tego powiedzieć o bezdomnych. Dla nich każda noc może być ich ostatnią. Na szczęście znajdują się miejsca, gdzie pokrzywdzeni przez los ludzie znajdą dach nad głową i talerz ciepłej zupy. 

Stowarzyszenie Monar, w którym powstał ruch Markot, a którego głównym zadaniem jest pomoc osobom bezdomnym, schorowanym i niepełnosprawnym, ma swój dom a Rożnowicach od 1997. Na początku lutego schronienie tam znalazło 130 osób, nie tylko z Wielkopolski, ale z całej Polski. Najwięcej z terenu Poznania, ale również z terenu powiatu: Rogoźno, Obornik i gmin ościennych. Są to przede wszystkim mężczyźni, kobiet jest o wiele mniej.

Zimą w Rożnowicach brakuje miejsc, dostawiane są kolejne łóżka na korytarzach. Cały czas napływają nowe osoby – dowożone przez służby porządkowe lub przybywające samodzielnie. Bezdomni wiedzą, że tam znajduje się miejsce schronienia. W przypadku, gdy nie ma już żadnych miejsc, bezdomny jest przyjmowany na kilka dni, a potem przenoszony do innego ośrodka. 

Gdy zimą w Rożnowicach pojawia się osoba pod wpływem alkoholu, jest przyjmowana, ale nie zostaje wpuszczona na teren ośrodka. Na dyżurce rozstawiany jest dla niej materac i zostaje tam do rana, aż wytrzeźwieje. Dopiero wówczas zostaje wpuszczona na teren ośrodka.

Zdarzają się przypadki, że osoby przywiezione przez policję i straż miejską, są w tak bardzo poważnym stanie, po długim upojeniu alkoholem, że nawet po tygodniu bez picia w ich organizmie znajduje się alkohol. Mają najczęściej odmrożone nogi. Lekarz przeprowadza wówczas amputację, ale często umierają w ośrodku, bo już było za późno. Tegorocznej zimy były już dwa przypadki śmierci wskutek odmrożeń.

Duży problem stanowią osoby z zaburzeniami psychicznymi. Są przyjmowane, a następnie kierowane do szpitala w Gnieźnie.

Część bezdomnych z regionu odmawia  przewiezienia do Rożnowic. Ośrodek nie skupia się tylko na znalezieniu noclegu, wyżywienia. Nie działa na zasadzie noclegowni. Piętnaście zatrudnionych tam osób motywuje, uczy pracy, samodzielności – a to często  wśród osób bezdomnych rodzi sprzeciw. Czasem mówią, że nie przychodzą, bo w Rożnowicach trzeba jeść łyżkami i widelcami. 

Osoby potrzebujące mogą w Rożnowicach znaleźć schronienie nawet na pół roku. Jest to okres współpracy z terapeutą i z pracownikiem socjalnym. Podpisywany jest kontrakt na wychodzenie z bezdomności, w tym czasie taka osoba załatwia wszystkie swoje sprawy po kolei, aby mogła się usamodzielnić i wrócić do społeczeństwa. Często okres pół roku nie wystarcza, czasem za bezdomnością idą inne problem, np. alkoholizm. Po okresie pół roku kontrakt może być przedłużony. W ostateczności bezdomny jest przeprowadzany do hostelu w Miłowodach. Tam mieszkają osoby w pół drogi do wyjścia na zewnątrz. Płacą symboliczne sumy i szukają w tym czasie mieszkania i pracy.

Daniel Wiśniewski jest pracownikiem socjalnym Markotu. Zajmuję się przyjmowaniem osób do ośrodka, współpracą z ośrodkami pomocy społecznej, z policją. Dla bezdomnego, który przybywa do Rożnowic, jest pierwszą osobą, z którą rozmawia. Na początku trzeba taką osobę uspokoić – opowiada. Wyczulamy naszych podopiecznych, przebywających już dużej, aby pomogli jej. Staramy się, aby przez pierwsze dni miała jak najlepszą opiekę terapeutyczną i pielęgniarską, żeby się zaaklimatyzowała jak najlepiej. Wskutek naszej pracy porzuca bezdomność 20-30% z całej setki, która przychodzi. Więc warto to robić, chociaż dla tych – albo aż dla tych 20-30%.

Daniel oprowadził nas po ośrodku. Łóżka zastawiają połowę długiego korytarza, ludzie zajmują każdy kąt pomieszczeń, do których wchodziliśmy. W sypialniach ścisk bił jeszcze większy. Budynek jest bardzo dobrze utrzymany. Wymalowane i otynkowane ściany. Stołówka z  ołtarzem do cotygodniowej Mszy. Sala gimnastyczna i siłownia, której nie powstydziła by się żadna szkoła w powiecie. Wszystko wykonane za sprawą  pieniędzy prywatnych sponsorów, placówek rządowych, samorządów i wykonane przez samych lokatorów Markotu. 

Widzieliśmy pustkę w oczach wielu, których mijaliśmy, ale także radość z tak podstawowych rzeczy jak ciepła zupa, koc pod którym było ciepło, czy zrozumienia z strony innych. Ulicę zagadywani przez nas bezdomni zwą "pustynią". Dlaczego? Bo w nocy jest przeraźliwie zimno, cicho, słyszysz tylko swój oddech i boisz się zasnąć, bo nigdy nie wiesz czy się obudzisz – odpowiedział nam jeden z mężczyzn.

Podobne artykuły