Atak terrorystyczny na urząd miejski?

OBORNIKI. W miniony poniedziałek wśród przesyłek pocztowych dostarczonych do urzędu miejskiego znalazł się list z zawartością około pół łyżeczki białego, bezwonnego proszku. 

Przesyłkę odebrała urzędniczka o imieniu Anna i zaraz powiadomiła o tym fakcie przełożonych. Ci, zgodnie z ustaloną procedurą, zawiadomili odpowiednie służby. W urzędzie miejskim pojawili się błyskawicznie, w sile dwóch wozów bojowych strażacy, przybyła grupa policjantów oraz pogotowie ratunkowe. Straż miejska zabezpieczyła gmach, odcinając urzędników i petentów od parteru. W tej sytuacji nie zarządzano ewakuacji. 

Wyły syreny, kłębili się funkcjonariusze wszelkich służb. Cała akcja wyglądała na wpół groźnie, a na wpół operetkowo. Gdy na domiar złego okazało się, że pani Ania otwierając przesyłkę uszkodziła paczuszkę z proszkiem, natychmiast ją i jej kolegę Piotra zawieziono z biura na obserwację do szpitala. 

Poproszono policjantów, aby zabrali jak najszybciej proszek z urzędu, aby ten mógł wrócić do pracy. Policjanci tego zrobić jednak nie mogli, zlecając tę czynność strażakom. Specjalny oddział usunął paczuszkę z zawartością pół łyżeczki proszku, a policja wszczęła śledztwo. 

Na początek ustalono, że przesyłka nie ma nadawcy, zaś wysłano ją z Kalisza.  Tego rodzaju przesyłek rozesłano więcej i od miesiąca są nimi nękane urzędy miast, gmin. Jedna trafiła nawet do urzędu wojewódzkiego. We wszystkich już przebadanych na obecność groźnego wąglika, znajdował się proszek do pieczenia. 

Sanepid przebadał przesyłkę obornicką i stwierdził w niej także proszek. 

Mała paczuszka, z zawartością pół łyżeczki proszku, sparaliżowała ważny urząd i zajęła czas zastępu funkcjonariuszy różnych służb, o ratownikach nie wspominając. Śledztwo już po paru dniach dało rezultaty. 

Nadawczynią okazała się najprawdopodobniej starsza, niepełnosprawna mieszkanka Kalisza. Wysłała takich przesyłek kilkanaście, choć głośno jedynie o paczuszkach, które trafiły do magistratu w Śremie, urzędu wojewódzkiego w Poznaniu i urzędu w Obornikach. 

Nieznane są motywy nadawczyni, gdyż prócz kalectwa ma znacznie ograniczoną poczytalność i trudno nawiązać z nią kontakt. Od szefa służb kryminalnych dowiedzieliśmy się, iż odstępuje on od ścigania sprawczyni z powodu jej stanu oraz stosunkowo niskiej szkodliwości czynu. 

Opisany incydent można było potraktować jako test sprawności służb i co by nie rzec, zdały je na piątkę.

Podobne artykuły