Sąd odebrał sześcioro dzieci państwu L. i rozproszył po domach dziecka w całej Polsce

SŁOMOWO, ROGOŹNO. O rodzinie państwa L. zrobiło się głośno, gdy kilkuletnia córeczka wjechała na rowerze bez hamulców w samochód słomowskiego proboszcza, prowadzącego po spożyciu alkoholu. Wszyscy wówczas skupili uwagę na osobie proboszcza, zapominając o poszkodowanej. Na szczęście obrażenia dziewczynki okazały się zdecydowanie mniej groźne, niż to początkowo mogło wyglądać. Skończyło się na potłuczeniach i wstrząsie mózgu. 

Rodzina L. składa się z ojca, mamy i szóstki dzieci, w wieku od jednego roku do lat sześciu. Ojciec i mama są lekko opóźnieni intelektualnie i nie bardzo radzili sobie z wychowaniem i opieką nad dziećmi. Podporą rodziny była babcia, która opiekowała się dziećmi jak i rodzicami. Babcia mieszka w Rogoźnie i codziennie jeździła do Słomowa, gdzie mieszkała rodzina L. 

Głowa rodziny jest murarzem, nie nadużywa alkoholu, ale też często bywał wykorzystywany przez swoją ułomność i niezaradność  życiową.  Matka opiekowała się dziećmi, a raczej próbowała się nimi opiekować, choć jak mówią sąsiedzi, dzieci były w miarę zadbane i czyste. Opieka społeczna  pomagała według swoich możliwości. 

W końcu, po wypadku dziewczynki, sąd rodzinny odebrał prawa rodzicielskie obojgu rodzicom i wszystkie dzieci trafiły do domów dziecka i to na domiar złego w różnych częściach Polski. 

Stało się to tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Rodzice  nie bardzo potrafią sami wyjechać ze Słomowa, a co dopiero jeździć po Polsce i odwiedzać dzieci. Dlatego też cały kłopot wynikły z tej sytuacji spadł na ponad 60- letnią babcię, która jeździ teraz po kraju odwiedzać wnuki pociągami i autobusami, opiekując się nimi i informując o rodzeństwie rodziców i o rodzicach dzieci. 

Zastanawiające w tej całej sytuacji jest to, iż nikt nie pomyślał o tym, że miast zabierać rodzinie dzieci, można było wesprzeć finansowo i ustanowić ścisłą kuratelę lub też ustanowić rodzinę zastępczą w osobie babci. To prości ludzie i jak twierdzą, nikt im nie podpowiedział, co można było w tej sytuacji zrobić. Gdyby przeznaczyć tylko jedną piątą tych pieniędzy, które idą na utrzymanie szóstki dzieci w domach dziecka, okazałoby się że rodzina L. mogła by być razem wolna od trosk o utrzymanie. 

To niestety jeszcze nie koniec  kłopotów państwa L. Obecnie rodzice mieszkają sami w mieszkaniu komunalnym w Rogoźnie przy ul. Kościuszki. Pan L.,  jako murarz zimą stracił pracę, a od czasu kiedy zabrano im dzieci, nie otrzymują już pieniędzy z opieki społecznej. 

Teraz nie pomaga im zupełnie nikt. Odcięto im już prąd i wodę. Mieszkają w centrum Rogoźna jak w średniowieczu. Oboje są tylko lekko upośledzeni i być może dlatego nie posiadają orzeczeń o niepełnosprawności.  Nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić i kto ma im pomóc. Życie z pewnością nie jest łatwe, ale czy musi być aż tak trudne?

Podobne artykuły