Po czterech latach od zatrucia włośniem ponad osiemdziesięciu oborniczan, nadal nie ma wyroku w sprawie pana K., właściciela masarni w Połajewie

OBORNIKI. W miniony poniedziałek miała się zakończyć przed sądem rejonowym sprawa wędliniarza z Połajewa, oskarżonego o to, że mógł doprowadzić do zatrucia włośniem ponad 80 osób, to jest o czyn z art. 165 paragraf 2 kodeksu karnego. Sąd jednak nie zakończył procesu, wyznaczając kolejny termin. Podczas posiedzenia sąd poinformował o zmianie kwalifikacji czynu, poprzez jej złagodzenie. Odrzucił bowiem zarzuty dotyczące wymogów weterynaryjnych w obrocie mięsem. 

Wysłuchała tego połowa wezwanych na ten dzień osób, reszta nie przybyła. Nie przybył do sądu także oskarżony K., wcześniej oświadczywszy, że nie będzie się stawiał w sądzie, a rozprawa może się toczyć pod jego nieobecność. Taka procedura jest zgodna z kodeksem postępowania karnego. 

W czasie trwającego długie miesiące procesu, temida zgromadziła ponad dwa i pół tysiąca różnych dokumentów, zeznań świadków, poszkodowanych oraz różnych opinii medycznych. To wystarczyło sądowi, aby wyrobić sobie pogląd. Na tej podstawie zapewne niedługo wyda wyrok. 

Gdy poszkodowani opuszczali salę rozpraw, usłyszeliśmy już pierwszy komentarz: bogatego byk nie tryknie, co mogło oznaczać zniechęcenie i brak wiary w sprawiedliwość.

Pan Włodzimierz jest jednym z poszkodowanych. Choruje od lutego 2006 roku. Wtedy to zjadł kupioną w sklepie firmowym oskarżonego wędlinę, z wkładem zakażonego włośniem mięsa z dzika.  Leczył się w szpitalu i w domu. Przez długi czas nie mógł pracować. Pomijając cierpienie, jego straty materialne idą już w dziesiątki tysięcy złotych. 

Jego żona Renata najbardziej martwi się o dziecko, skazane na skutki choroby odzwierzęcej niemal do końca życia. Jedna z zatrutych kobiet zwierzała nam się z tego, że od chwili zachorowania ma poważne problemy jelitowe, skazujące ją na dożywotnią rezygnację z dłuższych podróży. 

Od zatrucia ponad 80 osób mija już niemal 4 lata. Przypomnijmy, że większość oborniczan zatruła się po kupnie wędliny w sklepie firmowym pana K. na Osiedlu Leśnym. Jeśli faktycznie niedługo zapadnie wyrok, to może nie zakończyć jeszcze sprawy, bo oskarżonemu pozostaje droga odwoławcza. Dopiero po uprawomocnieniu się wyroku, o ile zapadnie skazujący, poszkodowani będą mogli występować na drogę postępowania cywilnego, walcząc o odszkodowania za poniesione straty. 

Jakikolwiek przyniesie to rezultat, zdaniem lekarzy, zatruci włośniem nie wyzdrowieją najczęściej już nigdy.

Podobne artykuły