Druhowie z Kiszewa nie mieli szans

KISZEWKO. Na początku roku pisaliśmy o pożarze w Kiszewku, podczas którego prawdopodobnie niepotrzebnie spłonęło poddasze budynku. Za taki stan poszkodowany mieszkaniec wsi winił strażaków. 

Dyspozytor zamiast zadysponować nowy, dobrze wyposażony i załadowany wodą wóz bojowy z Bąblina, do akcji wysłał niemal 40-letniego Żuka z Kiszewa. Wiekowy furgon nie mógł załadować wody a w jego bagażniku zmieściło się jedynie 250 metrów węży, choć do hydrantu było dwa razy dalej. 

W naszym tekście napisaliśmy wówczas: wybrali się po sąsiedzku zabytkowym Żukiem bez wody i urządzeń gaśniczych. Był to dla nich więc tylko rozdaj wycieczki. Zdanie to zdenerwowało strażaków z Kiszewa i zapewne słusznie, bo mogło zabrzmieć dla niewtajemniczonych dość niefortunnie. Naszą intencją było stwierdzenie, że dyspozytor zbagatelizował sprawę wysyłając do akcji strażaków bez sprzętu i wozem bez potrzebnego zapasu wody. 

Druhowie z Kiszewa mimo to stanęli na wysokości zadania i starali się jak mogli by mimo poważnych ograniczeń nieść pomoc pogorzelcom. Piszemy o tym z szacunku do ich działań, a sprawdzili się przecież już w wielu akcjach. Zawiedli tu tylko zawodowcy, choć jak twierdzi komenda, do pożaru strażacy przybyli po niecałych 20 minutach, a nie jak twierdził poszkodowany dopiero po godzinie. 

Nie zmienia to faktu, że druhowie z pobliskiego Bąblina byliby na miejscu zdecydowanie szybciej i być może ugasili pożar kotłowni, zanim ogień przeniósł się na poddasze.

Podobne artykuły