Akt oskarżenia o defraudacje ponad pół miliona złotych już w sądzie – Marianna S. może spędzić w więzieniu nawet do 10 lat

OBORNIKI. Prokurator wniósł już do sądu akt oskarżenia przeciw Mariannie S., zarzucając jej defraudację niemal 600 tysięcy złotych. W akcie oskarżenia sformułowano zarzuty z czterech paragrafów kodeksu karnego, a byłej księgowej grozi nawet do 10 lat więzienia, jeżeli sąd podzieli zdanie prokuratora.

Przypomnijmy, że oskarżona była zatrudniona w jednym z obornickich przedszkoli jako księgowa. Ciesząc się ogromnym, a może i zbyt wielkim zaufaniem, zdefraudowała na szkodę swego pracodawcy, a więc obornickich podatników, kwotę 591 210 złotych. Grozi jej za to kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności. 

Jeszcze dotkliwiej karane jest fałszerstwo czeku, a to również zarzuca jej akt oskarżenia. Prokuratura stwierdziła ponadto niedopuszczalne przechowywanie w domu różnych dokumentów, w tym ksiąg kasy zapomogowo-pożyczkowej, książeczek czekowych czy ksiąg rachunkowych, które nie powinny były nigdy opuszczać biura. 

Marianna S. dokonywała defraudacji przelewając różne kwoty na własnych rachunek bankowy. Żeby nie dać się przyłapać, w nagłych potrzebach uzupełniała ogałacane konto przedszkola, przelewając na nie pieniądze z konta przedsiębiorcy, którego firmę również rozliczała. Po kontroli pieniądze „zwracała” przedsiębiorcy i dalej prowadziła swój proceder. 

Gdy wpływały monity z ZUS i od innych wierzycieli, Marianna S., przejmowała je z poczty i niszczyła. Wierzycieli zaspakajała małymi kwotami oraz wyjaśnieniami z obietnicą rychłego uregulowania długu. Każdy starał się podchodzić ze zrozumieniem do „biednego przedszkola”, i do „naszych dzieci”. Prokuratura dziwi się dziś nieracjonalnemu zaufaniu, jakim dyrektor przedszkola obdarzyła swą księgową. Księgowa jako pierwsza otwierała wszelką korespondencję, odpowiadała na listy i pisma oraz niszczyła monity. Ona kontrolowała całą gospodarkę pieniężną. Do nadużyć miała aż nadto okazji. 

Nadzorujący przedszkole urząd miejski wyjaśnia: to była wyjątkowo sprytna osoba. Będąc doświadczonym fachowcem potrafiła zmylić wszelkie kontrole, których w przedszkolu nie brakowało. Nawet przeprowadzony tam audyt nie wykazał żadnych nieprawidłowości finansowych. 

Marianna S. nie tylko przywłaszczała sobie pieniądze przedszkola, ale także fałszowała dokumenty. Na wartym 10 tys. zł czeku podrobiła podpis dyrektorki przedszkola. Fałszowała również polecenia przelewów. 

Gdy się sprawa wydała, obiecała zwrócić pieniądze.  Faktycznie zwróciła około 100 tysięcy. Wciąż jest winna oborniczanom około pół miliona złotych i zapewne ich nigdy nie odda. Mariannę S. ściga też komornik w związku z niespłaconymi kredytami w kilku bankach. Prokuratura zabezpieczyła na poczet przyszłych kar telewizor i odtwarzacz warte ok. 2000 złotych. 

Kobieta więcej nic nie ma. Mieszka w zasobach spółdzielczych i nie posiada  żadnego majątku. Przynajmniej nikt o nim nie wie. Nie wiadomo też, na co wydała tak ogromne pieniądze. W zeznaniach zmieniała wersje, jedna z nich głosi, że pomagała synowi, który miał popaść w Niemczech w znaczne długi. Jak było naprawdę, nie jest dziś istotne. 

Będziemy zbliżający się proces śledzić i informować o jego postępach.

Podobne artykuły