Huczny, świąteczny powrót na łono Ojczyzny

ROGOŹNO. W wigilię Wigilii Bożego Narodzenia pewien mieszkaniec Rogoża, nazwijmy go Romanem N., powrócił z Holandii na łono ukochanej Ojczyzny, do swego Rogoźna. Jego radość z powrotu była tak wielka, iż już od samego rana spożywał w pobliskim sklepie spożywczym przy ul. Działkowej piwo, wino i co się jeszcze dało wypić. 

Skutek tejże wielkiej radości był brzemienny w konsekwencje, aczkolwiek raczej przewidywalny. Roman zaczął dużo opowiadać  współbiesiadnikom o swojej pracy i sukcesach w Holandii. Wkrótce z jego naoliwionego gardła wypłynął obraz krainy „mlekiem i miodem” płynącej. Oczywiście głównym beneficjentem tego „miodu” i zbawcą holenderskiej gospodarki był on – Roman N. z Rogoźna. 

Kiedy alkohol, zwany etylowym, rozgrzał już do czerwoności jego słowiańską krew i mózg, Roman postanowił osobiście pokazać, jak pędził tamtejszymi autostradami. Wsiadł do swego auta twierdząc, że koledzy spod sklepu zobaczą, jak mknął uczciwy polski emigrant, któremu się w życiu powiodło.

Pierwszą ofiarą tego pokazu padł pobliski płot, skoszony równiutko jak zagon kukurydzy. Podczas brawurowego manewru cofania zostało rozbite auto sąsiada. 

Okoliczni mieszkańcy porzucili przedświąteczne porządki i wybiegli z domów, żeby powstrzymać rodzimego „desperados”, Ten jednak stwierdził ze wszystko jest OK i da radę. Jednak nie dał. 

Resztę Wigilii spędził za kratkami, a po świętach jeszcze raz opowie, jak to wrócił z saksów – z tym, że opowie to przez sądem. 

Podobne artykuły