Zmiana skóry, ale po długim wahaniu

MARSZEWIEC. Przemysław Gronostaj wystartował do ostatnich wyborów samorządowych z listy Samoobrony i nie da się temu zaprzeczyć. Potem stało się, co się stało i Samoobrona upadła na samo błotniste dno. 

Nikt już nie chciał się przyznawać do tej, która niedawno żywiła i wyniosła na piedestały, również Przemysław Gronostaj chciał o tym jak najszybciej zapomnieć. Nawet w zarządzie powiatu wypominano mu jego pochodzenie, więc starał się by wszyscy o tym także zapomnieli. Miał pretensje do dziennikarzy, ilekroć ci przy jego nazwisku zamieścili wstydliwe słówko „Samoobrona”. 

Wreszcie dostarczył naszej redakcji pismo z 5 października 2007 roku, z którego wynika, że złożył rezygnację z członkostwa  i to na ręce samej przewodniczącej Renaty Beger. Tej od kurwików i fałszywych podpisów na listach poparcia – przypominamy tym, którzy o tej pani zapomnieli.  

W jej imieniu pismo odebrała pani Marta M. co potwierdziła pieczęcią i datą. I tu okazało się, że Gronostaj oddał jej pismo, ale dopiero 11 października 2008 roku. Co z nim robił przez ponad rok? Tego nie wiemy. Nasz ekspert twierdzi, że śledził w tym czasie listy rankingowe, czy aby się Samoobronie nie podniesie poparcie. Są też głosy, że czekał na wybory do europarlamentu, licząc na czyjąś wygraną i jakieś z tego profity. Może wahał się z zupełnie innych przyczyn. Tego nie wiadomo. 

My jednak pisząc przy jego nazwisku, tak jak przy nazwiskach innych radnych przynależność, przypominamy z której listy wygrali wybory, bo to określa ich zależność polityczną. A jeżeli ktoś nawet wyrzekł się tych, którzy go wskazali i wybrali, to już jest problem jego sumienia.

Podobne artykuły