Ireneusz B. wypił po, ale i tak odpowie przed prawem

OBORNIKI, BĄBLINEK. W maju pisaliśmy o wypadku drogowym, którego sprawcą był Ireneusz B., postać znana w Obornikach, o licznych i wysokich koneksjach. Jego ofiarą był mieszkaniec Bąblinka i jadąca z nim pasażerka.

Do  wypadku doszło 2 maja na drodze w Bąblinku. Wówczas to Ireneusz B. jechał Fordem Mondeo z panią Sz. ze Stobnicy do Bąblina, gdzie ma pieczarkarnię. Dochodziła godzina 18:25, gdy jadąc bocznymi duktami wjechali na drogę asfaltową, potrącając tam 29-letniego motocyklistę Wojciecha D. oraz z jadącą z nim motocyklem marki BMW kobietę. Wojciech D, doznał otwartego, skomplikowanego złamania nogi i innych obrażeń. Jego pasażerka miała rozcięte podudzie.

Gdy oboje ranni leżeli na jezdni krwawiąc i prosząc o pomoc, Ireneusz B. miał według świadków wyjść z auta i zapytać rannego:  po h… tu jechałeś? Potem dodać: teraz muszę odwieźć dupę, a potem wrócę. Zdaniem innych świadków miał też być w stanie po spożyciu alkoholu. 

Najgorzej, że wsiadł do swego Forda i beztrosko ruszył dalej, zostawiając swe ranne ofiary na drodze. Na szczęście ktoś zadzwonił po pogotowie. Potem przyjechała policja. 

Ireneusz B. znów się pojawił w Bąblinie. Tam zatrzymano go, aby wykonać rutynowe czynności, łącznie z badaniem na trzeźwość. Według świadków Ireneusz B. był bardzo spokojny i nawet dość pewny siebie. Podczas udzielania wyjaśnień miał twierdzić, że owszem uderzył motocyklistę i odjechał, ale dopiero później wypił alkohol, a następnie wrócił na miejsce wypadku. 

Wyniki badania krwi zostały wysłane do rzeczoznawcy, by ten potwierdził lub odrzucił wersję Ireneusza B.. Ekspertyza trwała dość długo, a wykonywał ją sam doktor Żaba, jeden z najlepszych ekspertów w tej dziedzinie. 

Doktor Żaba często orzeka w podobnych sprawach i nikt nie może podważyć jego rzetelności i fachowości. Jest on z resztą znajomym profesora Degi, światowej sławy z dziedziny nauk medycznych. Pan profesor ma brata, znanego producenta jabłek, eksportera z terenu Ziemi Obornickiej. Z córką tego drugiego ożenił się syn Ireneusza B., co ma się jednak zupełnie nijak do całej sprawy. 

W całej tej wyliczance najważniejszy jest fakt, że dr Żaba orzekł, iż mogło być tak, jak twierdzi Ireneusz B. Miał we krwi alkohol, ale mógł wypić go dopiero po wypadku. Jakkolwiek to brzmi, takie są fakty.

– To nie jest tak bardzo istotne – usłyszeliśmy w prokuraturze – ponieważ ucieczka z miejsca wypadku i pozostawienie ofiary bez pomocy jest karana podobnie, jak jazda po spożyciu alkoholu, a kar tych się i tak nie sumuje. 

Akta tej sprawy trafiły już do sądu. Ireneusz B. usiądzie na ławie oskarżonych i wysłucha wyroku. Jego ofiara, Wojciech D., bardzo powoli wraca do zdrowia. Nie może pracować, z trudem porusza się o kuli. 

Na koniec warto dodać, że Ireneusz B. był już karany za jazdę po pijanemu. W 2004 roku sąd wymierzył mu karę roku pozbawienia wolności oraz 1000 złoty grzywny. Kara została zawieszona tytułem próby. Jak ów przywilej skazany wykorzystał, oceni  sąd.

Podobne artykuły